29.03.2025, 22:57 ✶
- Gotować też umiem, ale nie umywam się do Nory - powiedziała cicho, zerkając prosto w niebo. Pożar wciąż trawił Londyn, ale wydawało się że został jako-tako opanowany. Tak przynajmniej jej się wydawało, bo ciężko było stwierdzić przez ten cholerny popiół i dym, który zamiast wzbijać się ku górze, to opadał na ulice i utrudniał poruszanie, oddychanie i ograniczał widoczność. Uśmiechnęła się na to tyrpnięcie barkiem. Jej nie wychował brat, bo z rodziny to miała tylko siostrę, która obecnie stacjonowała na stałe we Francji. Olivia nieczęsto z nią rozmawiała, ale gdy teraz patrzyła na to, co się dzieje... Zaczynała żałować, że tak rzadko z nią chociażby wymieniała listy. - Nie wzięłam pączków, sorry. Ale mam kanapki. Pączki byłyby dobre później, jak już zaspokoją pierwszy głód. Więc jak masz, to możesz im dać.
odpowiedziała, poprawiając plecak, który miała na ramieniu. Kilka odpowiednich zaklęć i wszystko się elegancko zmieściło, ale pytanie jak długo te zaklęcia utrzymają cały plecakowy ładunek w ryzach?
Chaos królował na ulicach Londynu, ale również w głowie Millie. Umysł Olivii jednak był wyjątkowo spokojny i czysty. Uporządkowany. Mimo grozy, która zawładnęła jej sercem, czuła się dziwnie spokojna. Była bezpieczna, Tristan był bezpieczny. Jej rodzice przeżyli, a z tego co widziała sąsiadom również udało się uciec. Na dodatek kilka dni temu była u Basiliusa, więc... Gdyby nie ten cholerny pożar, to kto wie: może to dzisiaj Tristan by ją poprosił o rękę? Lubiła sobie wyobrażać tę chwilę, a skoro już wiedzieli, że mogą mieć razem dziecko, a dodatkowo z ich ust padły kolejne deklaracje, to było to tylko kwestią czasu.
- Tam... - Olivia rozejrzała się. Wszystko to, co mówiła Millie, przyjęła milcząco, kiwając tylko głową. Bo co innego mogły zrobić? Z Pękatej Fiolki zgarnęła kilka eliksirów, ale było jej naprawdę wstyd jak pomyślała o tym, ile ich było jeszcze rankiem, a ile ich jest teraz. I to nie dlatego, że część rozdali potrzebującym a dlatego, że po prostu część się potłukła. Nie była zbyt uważna, wtedy jeszcze ręce jej się trzęsły, jej matce zresztą też. Ale czy mogła mieć z tego powodu wyrzuty sumienia? I tak robiły więcej, niż do nich należało.
Mocniej ścisnęła miotłę, a potem.. .Spojrzała na nią, a potem znowu na Millie.
- Mills, a po chuj nam miotły? - zapytała jeszcze głupio, patrząc na wóz, obok którego miały przejść. Na wszelki wypadek również się rozejrzała, tak dla pewności, czy nie było tu żadnych niepowołanych gości.
Rzut na percepcję, czy widzę podejrzanych typów
odpowiedziała, poprawiając plecak, który miała na ramieniu. Kilka odpowiednich zaklęć i wszystko się elegancko zmieściło, ale pytanie jak długo te zaklęcia utrzymają cały plecakowy ładunek w ryzach?
Chaos królował na ulicach Londynu, ale również w głowie Millie. Umysł Olivii jednak był wyjątkowo spokojny i czysty. Uporządkowany. Mimo grozy, która zawładnęła jej sercem, czuła się dziwnie spokojna. Była bezpieczna, Tristan był bezpieczny. Jej rodzice przeżyli, a z tego co widziała sąsiadom również udało się uciec. Na dodatek kilka dni temu była u Basiliusa, więc... Gdyby nie ten cholerny pożar, to kto wie: może to dzisiaj Tristan by ją poprosił o rękę? Lubiła sobie wyobrażać tę chwilę, a skoro już wiedzieli, że mogą mieć razem dziecko, a dodatkowo z ich ust padły kolejne deklaracje, to było to tylko kwestią czasu.
- Tam... - Olivia rozejrzała się. Wszystko to, co mówiła Millie, przyjęła milcząco, kiwając tylko głową. Bo co innego mogły zrobić? Z Pękatej Fiolki zgarnęła kilka eliksirów, ale było jej naprawdę wstyd jak pomyślała o tym, ile ich było jeszcze rankiem, a ile ich jest teraz. I to nie dlatego, że część rozdali potrzebującym a dlatego, że po prostu część się potłukła. Nie była zbyt uważna, wtedy jeszcze ręce jej się trzęsły, jej matce zresztą też. Ale czy mogła mieć z tego powodu wyrzuty sumienia? I tak robiły więcej, niż do nich należało.
Mocniej ścisnęła miotłę, a potem.. .Spojrzała na nią, a potem znowu na Millie.
- Mills, a po chuj nam miotły? - zapytała jeszcze głupio, patrząc na wóz, obok którego miały przejść. Na wszelki wypadek również się rozejrzała, tak dla pewności, czy nie było tu żadnych niepowołanych gości.
Rzut na percepcję, czy widzę podejrzanych typów
Rzut O 1d100 - 68
Sukces!
Sukces!