Obawiała się nieco ich wspólnej wędrówki między tym tłumem spanikowanych ludzi, jednak próbowała nie dać tego po sobie poznać. Nie mogła być słaba, wahać się. Musiała uwierzyć w powodzenie tego planu, to była spora część sukcesu. Ciemne myśli ściągały na siebie niepowodzenie, wolała więc podejść do tego podejść zupełnie inaczej. W końcu nic innego nie wymyślili, nie wpadli na żadną inną możliwość. Całkiem zabawne, że myślała już o nich jako o duecie, chociaż byli sobie zupełnie obcy. Mężczyzna połączył ze sobą ich losy tej nocy, kiedy zainteresował się jej osobą. Cóż, miała nadzieję, że nie będzie jego kulą u nogi, chociaż trochę się tak czuła. Nie miała doświadczenia w podobnych sytuacjach, nie była osobą, która świetnie sobie radziła w stresowych momentach, nie kiedy to wszystko działo się tak spontanicznie, między masą ludzi, którzy zupełnie nie panowali nad swoim zachowaniem. Wtedy niełatwo było jej się odnaleźć, wręcz przeciwnie. Zamierała, szukała swojego miejsca. Nie wątpiła w to, że nie miałaby szansy się stąd wydostać, gdyby była tutaj zupełnie sama. Niby tak właśnie było, tyle, że ktoś zainteresował się jej losem. Przejął się tym, co się jej przytrafi. To było całkiem budujące, a teraz miał zamiar odstawić ją w bezpieczne miejsce. Miała szczęście, że na jej drodze pojawił się ten bohater, jakby nie patrzeć, w oczach Prue poniekąd nim był.
Nie wydawało jej się, aby ktoś taki jak ten mężczyzna potrzebował oparcia, to raczej ona była tutaj tą bardziej potrzebującą stroną, czego nie dało się nie zauważyć. Prudence była zagubiona, gdy on całkiem instynktownie reagował. Miała sporo szczęścia, że to na niego dzisiaj trafiła. Niby byli sobie zupełnie obcy, jednak zupełnie tego nie czuła. Nie w tej chwili, nie gdy zupełnie bezinteresownie zaangażował się w jej los.
Sytuacje jak ta wydawały się powodować, że wszelkie granice, standardy przestawały istnieć. Nie miała problemu z tym, aby wskoczyć mu na plecy, oprzeć głowę o jego ramię, ta bliskość powodowała, że czuła, że nie jest tutaj sama, jakby ich ścieżki faktycznie się ze sobą splotły, bo przecież tak było. To zupełnie przypadkowe spotkanie spowodowało, że teraz trwali razem w samym sercu wydarzeń. Chcieli to przetrwać - wspólnie. Nie była już zdana na siebie samą, miała wsparcie, które pojawiło się znikąd, ale była za nie ogromnie wdzięczna. Czuła, że w pojedynkę miałaby problem, aby to przetrwać.
Nikt chyba nie był gotowy na to, co nadeszło. Płomienie pożerały kolejne kamienice, dym unosił się wszędzie, czuła, że zaczął mościć się w jej płucach, wiedziała, że to nie wróży niczego dobrego, nie mieli jednak szansy nawet przez chwilę odetchnąć świeżym powietrzem. Będzie się tym martwić później, na pewno pojawią się jakieś skutki związane z tym, że go wdychali, co do tego nie miała najmniejszych wątpliwości.
Czuła się bezpiecznie, na tyle, na ile w ogóle dało się czuć bezpiecznie podczas takiej sytuacji. Jego obecność to powodowała, wiedziała, w głębi duszy wiedziała, że nie da jej zrobić krzywdy. Dlatego właśnie zupełnie nieświadomie pozwoliła sobie oprzeć głowę na jego ramieniu, albo jej się wydawało, albo faktycznie przez krótką chwilę zbliżył twarz do jej. To spoufalanie się nie było w jej stylu, szczególnie z kimś obcym, ale w tej sytuacji nie widziała w tym niczego niewłaściwego. Uratował jej życie, nie mógłby więcej dla niej zrobić, to poniekąd podniosło go w jej hierarchii osób, które miały dla niej jakieś znaczenie, mimo tego, że przecież go nie znała. To jednak nie było teraz istotne, zupełnie.
Poczuła wzdrygnięcie po tym, jak dotknęła przypadkiem jego ucha. Nie chciała spowodować między nimi dyskomfortu, jednak najwyraźniej to zrobiła. - Przepraszam.- Nie byłaby sobą, gdyby się nie odezwała, nie miała pojęcia, czy ją usłyszy, bo zewsząd dochodziły do nich krzyki. Zawsze, kiedy robiła coś, co wydawało jej się niewłaściwe - przepraszała. Zależało jej przecież na tym, aby czuł się w jej towarzystwie komfortowo, szczególnie, że właśnie znajdowała się na jego plecach.
Cóż, to co mogła dla niego w tej chwili zrobić to była ta całkiem nieznacząca czynność - związanie włosów. Nie było to nic wielkiego, ale jednak chociaż w to mogła się zaangażować. On odwalał całą najgorszą robotę. Przepychał się między ludźmi, przy okazji pilnował tego, aby nie zsunęła się na ziemię. No, na to miała niewielki wpływ, bo kurczowo trzymała się jego ramion. Zdecydowanie teraz nie chciała go zgubić, tak właściwie to stał się jej główną nadzieją na przetrwanie tego koszmarnego wieczoru. Kiwnęła więc jedynie głową, kiedy jej podziękował, ale pewnie tego nie zauważył, bo nie mógł jej zobaczyć.
Wydawało jej się, że przesunął głowę, aby spojrzeć w kierunku, o którym mówiła, ale czy na pewno? Zignorował jej słowa. Zamiast tego szedł nadal między tych ludzi, jakby faktycznie nie usłyszał jej sugestii. Odruchowo przeniosła więc głowę w stronę, o której mówiła, bo było tam nieco luźniej, wydawało jej się naprawdę dobrym pomysłem przejście tamtędy. Dotarło do niej dlaczego tego nie zrobił.
Znajdowali się tam ludzie, którzy skorzystali z okazji. Nie tylko popiół podpalał budynki. Znaleźli się tacy, którzy postanowili własnymi rękoma dokonywać tego dzieła. Ci, którym zależało na tym, aby udowodnić swoje miejsce w tym świecie. Podczas takich tragedii często ludzie wybierali strony, angażowali się w ich działania, najwyraźniej stali się świadkami właśnie takich momentów.
Wpatrywała się w tamto miejsce jeszcze chwilę, chciała zapamiętać ich twarze - nie miała pojęcia bowiem, kto mógłby się odważyć robić coś takiego. Być może rozpozna któregoś z czarodziejów, może wcale nie byli zupełnie anonimowi, później będzie mogła zgłosić to odpowiednim służbom. Nie wszyscy bowiem mieli zakryte twarze. Może panował chaos - to jednak nie oznaczało wcale tego, że obojętne im było to, kto pomagał rozprzestrzeniać się pożarom. Było jednak ich zbyt wielu, aby spróbować reagować. Wydawało jej się, że wiedziała dlaczego mężczyzna nie chciał iść w tamtą stronę, podjął słuszną decyzję. Nie skomentowała jednak tego, nie odezwała się ani słowem, lepiej było uznać, że po prostu jej nie usłyszał.
Wtuliła się w niego jeszcze bardziej. Trochę przerażało ją to, co zobaczyła. Chyba wolałaby nie wiedzieć, że tak łatwo przychodzi innym krzywdzenie niewinnych. Niby na co dzień miała do czynienia ze śmiercią, ale nadal w jakiś sposób uderzało w nią to, że niektórym tak łatwo przychodziło krzywdzenie innych. Wolałaby tego nie wiedzieć. Wierzyć w to, że to wina tego popiołu, który sypał się z nieba. Niestety została uświadomiona dość szybko, że było inaczej.
Kącik ust drgnął jej w uśmiechu, kiedy się odezwał. Próbował odsunąć jej myśli od tego, co działo się wokół nich i całkiem nieźle mu to wychodziło. - Jaka jest szansa na to, że znajdziemy ten popcorn? - To byłaby całkiem niezła perspektywa, rzucić wszystko i zniknąć zajadając się popcornem, naprawdę barwna jak na to, co działo się wokół nich. - Na pewno jakaś leżała, nie ma innej możliwości, karmelowy popcorn to coś, co mogłoby uratować ten dzień, nie sądzisz? Szczególnie taki idealny. - Bez mniejszego problemu weszła z nim w tę rozmowę, która nie powinna mieć żadnego sensu, ale w tej chwili wydawała się być naprawdę ciekawa. - Jeśli wyczujesz gdzieś jego zapach, nie będziesz miał innego wyjścia, jak zmienić tor naszej drogi. - Tak, jakby w ogóle to było możliwe. Cóż, udawało mu się odwrócić jej uwagę od tego, co działo się wokół, jego plan zadziałał. Poczuła palce, które przesuwały się wzdłuż jej kolan, dzięki czemu jej myśli przestały się skupiać na tej tragedii, która działa się wokół nich. Liczyło się tylko i wyłącznie to, aby im udało się wydostać z tego chaosu.
percepcja ◉◉◉○○ Pru próbuje zapamiętać twarze osób, które podpalają budynki
Sukces!
// percepcja, leczenie
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control