Nie byłaby sobą, gdyby nie zamierzała upierać się przy swojej racji. To było oczywiste. Szczególnie w konfrontacji z przyjacielem swojego brata.
Może i znał się z Kornelem dłużej od niej, ale nie spędzał z nim tyle czasu. Kropka. Była w stanie przewidzieć jego typowe zachowania. Jej szef na pewno zleciłby komuś napisanie nekrologu i udał, że on to zrobił. To wydawało się jej być całkiem oczywiste, najwyraźniej Potter nie przyjmował do siebie tej wiadomości. Szkoda, mógłby w końcu otworzyć oczy i dostrzec to, że nie był pępkiem tego świata.
- Nie zamierzam Ci dawać żadnych odpowiedzi od ręki, skończył się czas, kiedy byłam encyklopedią dostępną od zaraz. - Nie miała najmniejszego problemu z tym, aby w końcu wyznaczać granice. Kiedyś wszyscy traktowali ją niczym książkę, do której można było sięgnąć, kiedy nie mogli odnaleźć odpowiedzi. Zmieniła się na przestrzeni lat, zaczęła jeszcze bardziej zamykać się w sobie.
- Nie unikam konfrontacji, Potter. - Mógł jej to zarzucić, ta, jasne. Już dawno zauważyła, że nie jest już tą wystraszoną dziewczyną, która powinna wiedzieć, gdzie jest jej miejsce, tym bardziej, że zaszła dużo dalej niż ci wszyscy, którzy w nią wątpili, czy się z niej naśmiewali. Stała się bardzo pewna siebie na przestrzeni lat, chociaż może nadal nieco wycofana - nie wchodziła w zbędne dyskusje, kiedy nie było to konieczne.
- Ależ oczywiście, najbardziej ambitny z argumentów. Nie wiem, czy zauważyłeś, ale ja faktycznie jestem kobietą i nie uważam tego za swoją wadę. - Sięgnął po bardzo niski argument i nie umknęło jej to. Naprawdę sądził, że to, że nazwie ją pozbawioną logiki kobietą w nią uderzy? Nie, zdecydowanie nie. Bletchley dawno przestała się przejmować takimi typami, nic sobą nie reprezentowali, a ona już dawno wyzbyła się kompleksów wynikających z tego, jakiej płci była.
- Nie będę grać z Tobą w żadną grę, Potter. Pałuj się. - Nie zamierzała pozwolić mu na to, aby miał nad nią przewagę. Miała gdzieś jego zdanie, jego gierki. Nie zamierzała w to wchodzić, Mogła na szczęście o tym decydować.
Na szczęście drzwi windy wreszcie się otworzyły, Prudence nie czekała nawet sekundy, gdy tylko zobaczyła, że może opuścić to miejsce to to zrobiła. Nie odwróciła się, ani nie odezwała ani słowem, miała dość tej interakcji.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control