Pokręciła jedynie głową. Oczywiście, że mogła się spodziewać podobnego komentarza. Zawsze to robił. - Tak, zawsze, oczywiście. - Nie zamierzała się teraz z nim sprzeczać, czy udowadniać mu, że wcale tak nie było. Roise potrafił być naprawdę uparty, jak nikt inny kogo znała. No, może ona mogłaby mu dorównać swoją zawziętością, nie był to jednak odpowiedni moment, na to, aby teraz o ty dyskutować. Przyjęła tę odpowiedź, bo czemu by nie. Nie dyskutowali w końcu o niczym szczególnie poważnym.
Całkiem lekko przyszło więc jej zgodzenie się z nim. Tym razem nie miała powodu, aby szukać dziury w całym. Niby wspominał o tym, że to był ten moment, w którym mogła nieco naginać zasady, urabiać go, ale nie było to potrzebne w tej sytuacji.
W zasadzie co do większości spraw mieli podobne podejście, zgadzali się często, jednak zdarzały się momenty, że miała wrażenie, że nie są w stanie zrozumieć drugiej strony.
Nie spodziewała się tego, że tak bardzo weźmie do siebie to jej drugie odrzucenie. To pierwsze - niewątpliwie powinno mieć miejsce, byli ze sobą wtedy dość krótko i nie powinni w ten sposób spełniać oczekiwań innych osób. Jasne, od zawsze wiedziała, że jest jej osobą, że to z nim zamierza spędzić całe życie, tylko co z tego? Mieli czas, aby nacieszyć się swoją obecnością, nikt nie miał im nic do zarzucenia, nie chciała, aby takie decyzje popsuły to co udało im się stworzyć. Przy drugim razie... mógł odebrać to różnie, nie sądziła jednak, że, aż tak to się na nim odbije. Miała swoje pobudki, aby wtedy wyrazić taką, a nie inną opinię. Trafił na moment, w którym mogła wątpić w słuszność jego zamiarów. Przecież zniknął na pięć dni, a po tym stwierdził, że mogliby w końcu sięgnąć po coś więcej, po te oficjalne tytuły, jak mogłaby nie wątpić w słuszność jego pobudek? Nie chciała, żeby czuł się zobowiązany zakładać jej kamyk na palec, nigdy nie zależało jej na tym, aby robił coś wbrew sobie, wręcz przeciwnie.
Tylko, czy tak właściwie nie za każdym razem byłaby w stanie znaleźć jakiś powód, aby odmówić? Pewnie nie, tyle, że faktycznie znalezienie właściwego momentu, mogło być nieco skomplikowane, gdy było się z kimś pokroju Yaxleyówny, która zawsze szukała dziury w całym.
Tak naprawdę przecież dokładnie tego chciała. Zamierzała z nim spędzić całe życie, w końcu musiał nadejść moment, w którym stanie się to oficjalne, tyle, że nigdy nie doszło do faktycznych oświadczyn, zawsze tylko sobie dyskutowali o tej całej teorii. Pewnie, gdyby tak się stało nie mogłaby mu odmówić, nigdy, nawet gdyby pojawiły się u niej jakieś wątpliwości. Wiedziała przecież, że chce z nim spędzić resztę życia, co do tego nie miała żadnych rozterek. Mieli być razem, zawsze, na zawsze, do usranej śmierci i to się nie zmieniło.
Zresztą też nie do końca potrafiła sobie wyobrazić siebie podczas takich oficjalnych wydarzeń, co było całkiem zabawne, bo przecież często była gościem na podobnych imprezach. Niby lubiła wodzić ludzi za nos, grać pod publiczkę, ale kiedy chodziło o nich - nie chciała tego robić. Wiedziała, jak to wyglądało u ludzi ich pokroju. Tyle, że ona i Roise od zawsze wychodzili poza te ramy, jakie nakładała na siebie elita, chciałaby, żeby i to odbyło się na ich warunkach. Najlepiej bez zbędnych osób, tak naprawdę mogłaby pójść z nim nawet w tej chwili do kowenu, aby stało się to oficjalne. Wystarczyło, aby po prostu o to spytał. Później martwiłaby się ewentualnym skandalem, zresztą, czy właściwie by do niego doprowadzili? Przecież od lat żyli praktycznie jak małżeństwo i wszyscy o tym wiedzieli (no, nie wliczając tej prawie dwuletniej przerwy).
Gdy zabrakło ich u swojego boku podejmowali nie do końca racjonalne decyzje. Zdawała sobie z tego sprawę, wiedziała, że byli ponad to, jednak jakoś musieli sobie radzić ze stratą, czyż nie? Nie było to może szczególnie rozsądnym zachowaniem, ale co innego mieli zrobić? Na szczęście szczerość i prawda pozwoliły im wrócić do tego, co było dla nich właściwe. W końcu znajdowali się w jej sypialni, w ten jedyny, słuszny sposób.
Zachowywała się tak, jakby mieli to po raz pierwszy, jakby ta bliskość była dla nich zupełnie nowa, ale ta dwuletnia przerwa spowodowała, że naprawdę chciała się nacieszyć tym, co znowu było między nimi. Musiał jej to wybaczyć, być może nie powinna go wodzić na pokuszenie, ale jakoś tak nie mogła się specjalnie opanować. Korzystała z każdej nadarzającej się okazji. Zresztą zawsze działali w ten sposób, to też było typowe dla nich, nie umieli trzymać rąk, czy tam ust przy sobie.
W końcu zupełnie przypadkiem, nieplanowanie, znaleźli się znowu w łóżku. Nie mieli do niego przecież tak bardzo daleko...
- Przecież nie brzmi, nie powiedziałam jednak, że niecała godzina nie brzmi jeszcze lepiej. - Oczywiście, że musiał wyciągnąć jej własne słowa przeciwko niej... Tak już miał, czyż nie?
Ponownie przyjemne ciepło zaczynało rozchodzić się po jej ciele, gdy znajdowali się tak blisko siebie, nie do końca potrafiła to kontrolować. Nie miała problemu z tym, aby negować ich plany... właściwie to była w stanie zebrać się bardzo szybko, doprowadzić do względnego porządku, to Ambroise miał coś do załatwienia, ale chyba też przestał się spieszyć. To mówiło samo za siebie, mieli jeszcze chwilę, może nawet więcej niż chwilę, skoro znowu znaleźli się w tym łóżku.
- Wszystko zależy od tego, czego oczekujesz. - Przecież nie mogła mu powiedzieć, że jest w stanie zaoferować mu dosłownie wszystko. Prawda? To by chyba źle o niej świadczyło, chociaż może nie powinna się tym w tej chwili zupełnie przejmować.
- Tak, lusterko, ale nie teraz, później... - Nie zamierzała w tej chwili przejmować się tym lusterkiem. Znalazło się ono w jej ręce nie bez powodu, teraz jednak wolała się zająć czymś innym. Znajdowała się teraz nad Ambroisem, ona naga, on ubrany i chyba nie do końca jej się to podobało. Nie zamierzała ustalać tego, co mieli robić. Nie było takiej potrzeby. Zamiast tego postanowiła zacząć rozpinać guziki jego koszuli, które jeszcze przed chwilą bardzo skrupulatnie zapinał. Doskonale powinien zdawać sobie sprawę ku czemu zmierza.