Nie było sensu skupiać się teraz na tym, co spieprzyli. Była w tym wina i jego i jej. Zdawali sobie z tego sprawę, wiedzieli, jak wyglądała sytuacja. On zadecydował, ona mogła spróbować się do niego odezwać. Nic nie mogli z tym już zrobić, nie było więc po co do tego wracać. Najważniejsze, że w końcu postanowili wybrnąć z tej sytuacji, dotarło do nich to, że byli sobie pisani i nie było dla nich lepszej drogi niż tak, którą mogli przejść razem.
Nie mogli uciekać przed tamtymi problemami, czasy bowiem nadal były niepewne. Wojna, która niby ich nie dotyczyła, w dużej mierze miała spory wpływ na podjęte decyzje nadal trwała. Nic się nie zmieniło, chociaż może, przecież konflikt się zaostrzył, więc poszło to w jeszcze gorszą stronę. Musieli na nowo jakoś odnaleźć siebie w tej całej sytuacji, umiejscowić ich razem w tej rzeczywistości. Najważniejsze, że nie zamierzali już przed tym uciekać, że zdawali sobie sprawę, że jeśli kiedykolwiek faktycznie chcą być szczęśliwi, to stanie się to tylko wtedy, gdy będą znajdować się przy sobie. Uświadomienie sobie tego trochę trwało, jednak w końcu byli w stanie się w tym zgodzić. To było wiele, zwłaszcza po tym tygodniu, który mijał. Padło między nimi sporo nie do końca przyjemnych słów, ale niczego to nie zmieniało. Mieli spędzić ze sobą resztę życia, to było najbardziej istotne w tym wszystkim, a nie to, co doprowadziło ich do tego, aby sobie to uświadomili. Nie warto skupiać się na tym, że po drodze się krzywdzili, bo to było już za nimi. Najwyraźniej potrzebowali dostać kilka mocnych ciosów od siebie nawzajem, żeby jakoś się w tym odnaleźć. Nie liczyły się w końcu metody, a cel, a ten osiągnęli, czyż nie?
- Każdą ofertę, kto by się spodziewał, że będziesz taki łaskawy... - Oczywiście, że znowu racali do tego, że był bardzo prostym człowiekiem, który nie potrzebował do szczęścia zbyt wiele, powinna się domyślić tego, że nie ułatwi jej wszystkiego, chociaż poniakąd sam określił to, czego teraz potrzebuje, kiedy próbował znaleźć się z nią w łóżku. Może niekoniecznie wszystko przebiegło po myśli Ambroisa, ale i tak tam dotarli, razem. Teraz leżeli w uścisku, tylko nie podobało się jej wyłącznie to, że ona była roznegliżowana, a on zdążył się już ubrać, zdecydowanie to nie powinno tak wyglądać.
Zresztą gesty Ambroisa mówiły same za siebie, czuła ciepło jego ust na swojej szyi, ta sygestia jej wystarczała. Zdecydowanie nie potrzebowali półtorej godziny, na pewno zmieszczą się w tym rozejściu i ponowanym spotkaniu w mniej, chyba decyzja już zapadła.
Skoro zamierzał pogrywać z nią w ten sposób, odsunęła swoje ręce od jego klatki piersiowej, gdy tylko się odezwał. Nie mogła wychodzić na tą mniej opanowaną, prawda? Zwłaszcza, że próbowali negocjować. Niech ma za swoje.
- Wydaje mi się, że ten towar już dawno należał do mnie, ale jeśli tak to przedstawiasz, to chyba jednak powinnam się nad tym zastanowić. - Tyle, że z tego, co próbował jej zasugerować, to już było zbyt późno na odwrót? Najwyraźniej Yaxleyówna nie była specjalistką w negocjacjach, cóż - zawsze dostawała to, czego chciała, więc nie ma się jej co dziwić. Nie zamierzała jednak dawać mu satysfakcji z tego małego zwycięstwa. Może kosztowało ją to nieco samozaparcia, ale jakoś sobie z tym poradzi, w końcu potrafiła nad sobą panować, prawda? Tak, jasne.
- Jak szybko powinnam podjąć decyzję? - Skoro zaczął grać w tę grę, to nie miała zamiaru odpuścić, nie teraz. Podparła się na łokciach i wpatrywała się w jego twarz. Nie zamierzała póki co pękać, chociaż była przed chwiloma sekundami naprawdę bliska zdarcia z niego tej koszuli. Teraz, musiałby ją poprosić o to, żeby kontynuowała. Sam o tym zadecydował tym swoim komentarzem.
Czas płynął, więc z ich półtorej godziny robiło się coraz mniej, ale nieszczególnie się tym w tej chwili przejmowała, najwyżej się spóźnią, czy coś, bo przecież i tak mieli się spotkać ze sobą, więc chyba nie robiło im to zbyt wielkiej różnicy.