31.03.2025, 14:34 ✶
5 września (lub też 18 Fructidora, jak to mówił obecnie Karl, twierdząc, że sierpień i wrzesień były miesiącami, podczas których lubił zagłębiać się w umysły francuskich rewolucjonistów i analizować co poszło nie tak) zapowiadał się na absolutnie cudowny dzień.
Bo dzisiaj mogła spędzić czas ze swoim tatą i to przy hipogryfach. A o tym, że był to jej tata zamierzała mówić wszystkim, ale to absolutnie wszystkim, nawet jeśli sama nie była do końca pewna, czy lepiej było mówić do czarodzieja jeszcze Sam, czy już tata. Na razie mówiła trochę na przemiennie.
– Ja wiem, ja wiem – powiedziała wesoło, doskonale rozumiejąc, że nie będzie mogła przytulić się do żadnego hipogryfa. Ani że w ogóle pewnie nigdy nie będzie mogła przytulić się do żadnego hipogryfa, bo to jednak były dość specyficzne stworzenia. — Będę dobrze pomagać sprzątać. Zobaczysz. Już i tak sprzątam swój pokój i mi wychodzi. – Prawdopdodobnie wizja sprzątania wybiegu zwierząt powinna ją odstraszyć, ale... Ale jakoś jej nie odstraszała. W końcu to była mała cena za coś takiego jak pomaganie w hodowli hipogryfów. – W sensie... Może mi odpaść głowę? Czy komuś już kiedyś tak zrobiła? – Sama Mabel nie była w stanie stwierdzić, czy było to przerażające, czy jeszcze bardziej fascynujące.
A potem zobaczyła pana Niko i sama, wciąż będąc na baranach, radośnie mu pomachała.
– Czyszczenie wybiegu, czy też nie, Mabel, powinnaś cieszyć się tym czasem kiedy tylko jeszcze możesz — stwierdził Karl, samemu przyspieszając kroku, tak aby nadążyć za nimi. Na głowę McGonagalla wejść nie chciał. – Za kilka lat o tej porze będziesz już zamykana w klatce rutyny w szkole, która powoli spróbuje rozgnieść twój młodu umysł. Teraz przynajmniej społeczeństwo oferuje ci klatkę z wybiegiem, z której czasem możesz się wymykać. Chociaż przynajmniej nie jesteś czystokrwista. Ci to już nawet nie są umieszczani w klatkach a porcelanowych marionetkach. Mniejsza o to. Samuelu, a więc mówisz, że hipogryf może dokonać egzekucji?
Bo dzisiaj mogła spędzić czas ze swoim tatą i to przy hipogryfach. A o tym, że był to jej tata zamierzała mówić wszystkim, ale to absolutnie wszystkim, nawet jeśli sama nie była do końca pewna, czy lepiej było mówić do czarodzieja jeszcze Sam, czy już tata. Na razie mówiła trochę na przemiennie.
– Ja wiem, ja wiem – powiedziała wesoło, doskonale rozumiejąc, że nie będzie mogła przytulić się do żadnego hipogryfa. Ani że w ogóle pewnie nigdy nie będzie mogła przytulić się do żadnego hipogryfa, bo to jednak były dość specyficzne stworzenia. — Będę dobrze pomagać sprzątać. Zobaczysz. Już i tak sprzątam swój pokój i mi wychodzi. – Prawdopdodobnie wizja sprzątania wybiegu zwierząt powinna ją odstraszyć, ale... Ale jakoś jej nie odstraszała. W końcu to była mała cena za coś takiego jak pomaganie w hodowli hipogryfów. – W sensie... Może mi odpaść głowę? Czy komuś już kiedyś tak zrobiła? – Sama Mabel nie była w stanie stwierdzić, czy było to przerażające, czy jeszcze bardziej fascynujące.
A potem zobaczyła pana Niko i sama, wciąż będąc na baranach, radośnie mu pomachała.
– Czyszczenie wybiegu, czy też nie, Mabel, powinnaś cieszyć się tym czasem kiedy tylko jeszcze możesz — stwierdził Karl, samemu przyspieszając kroku, tak aby nadążyć za nimi. Na głowę McGonagalla wejść nie chciał. – Za kilka lat o tej porze będziesz już zamykana w klatce rutyny w szkole, która powoli spróbuje rozgnieść twój młodu umysł. Teraz przynajmniej społeczeństwo oferuje ci klatkę z wybiegiem, z której czasem możesz się wymykać. Chociaż przynajmniej nie jesteś czystokrwista. Ci to już nawet nie są umieszczani w klatkach a porcelanowych marionetkach. Mniejsza o to. Samuelu, a więc mówisz, że hipogryf może dokonać egzekucji?