Za krótko się znali z Rodolphusem, aby ten mógł wydawać takie osądy. Co to miało w ogóle znaczyć, że nie pasowały do niego przekleństwa? Stanley wyszedł z Ministerstwa ale Ministerstwo nie wyszło ze Stanleya. Czasami trzeba było sobie rzucić taką "kurwą" na rozluźnienie atmosfery czy podkreślenie pewnych słów. To była niejako forma zabawy językiem, tym co dano ich przodkom przed laty. Szkoda tylko, że jeden z ich czwórki, miał utracić tę możliwość. Znalazł się w złym miejscu, o złej porze i zaczepił złych ludzi - dosłownie i w przenośni.
Taniec ciała, które było przed nimi, napawało Vulturisa optymizmem. Jego ulubione, niejako ukochane zaklęcie, sprawiło ból ich ofierze. Powodowało te wszystkie skurcze czy grymasy na twarzy. Przebijało człowieczą powłokę, wbijając się głęboką w ludzką psychikę, aby spenetrować ją do szpiku, zostawiając po sobie niemiłe wspomnienie na lata.
Cruciatus udowadniał Borginowi jedną rzecz - jak kruche było ludzkie życie. Raz człowiek stał i udawał gieroja, a chwilę później skomlał o litość. Pomyśleć, że to wszystko potrafiło uczynić jedno zaklęcie. Jedno przepiękne zaklęcie.
- Wspaniale - skomentował rękawicę Serpensa - Po prostu znakomicie - dodał z dumą w głosie na ich poczynania - zarówno Lestrange'a jak i Mulcibera. Mógłby im sprawić kilka komplementów... ale czy było to konieczne? Na pewno wiedzieli jak dobrą robotę wykonują w tej chwili. Jak dobrze się sprawują. Jak wielce przyczynili się od ich sprawy.
Stanley machał rożdżką na lewo i prawo, krążył wokół ciała niczym sęp, którego imię przyjął w szeregach Czarnego Pana. Vulturis oczekiwał na swoją zdobycz. Przyglądał się. Liczył. Kalkulował. Czekał aż drapieżniki opuszczą swój łup i on będzie w stanie przystąpić do działania. Pogwizdywał melodycznie, a to wszystko po to, aby jakoś minęło mu te kilkanaście długich sekund. Opłaciło się. Mógł poszybować w jego kierunku aby zrobić swoje.
Krwawa posoka trysnęła wraz z niemal chirurgicznym cięciem Mulcibera, a strumień krwi szukał ujścia w wolnej przestrzeni nieopodal ich pacjenta. Mężczyzna leżał niczym jakaś rytualna owca, a kapłani robili to, co uważali za słuszne. Wykonywali wolę swojego Pana, który mówił jasno - "Każdemu, kto podniesie rękę na władzę, władza tę rękę odrąbie".
Tym razem nie miało to zastosowania dosłownego ale przekaz był jasny. Ktoś oponował władzy Lorda Voldemorta - ten ktoś otrzymywał karę.
- Wstajemy - Borgin zwrócił się do ich wybrańca - To nie czas na sen. Noc jest jeszcze długa, a na pewno nie chciałbyś ominąć finału tego wspaniałego wydarzenia - zapewniał ofiarę losu. W międzyczasie wycelował swoją różdżkę, a następnie zrobił to, co uwielbiał - rzucił cruciatusa. To wszystko po to, aby ich "kolega" mógł ponownie wziąć udział w danse macabre.
Rzut na cruciatusa w kierunku mężczyzny, co by trochę ocknąć
Sukces!
Edycja na prośbę MG:
Mężczyzna zatrząsł się na ziemi, a jego ciało skończyło w konwulsjach. Dało się dostrzec ból, który przenikał przez jego kości, aż do umysłu, sprawiając wręcz ból u tych, którzy musieli to oglądać, a byli przecież sprawcami tego wszystkiego.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972