31.03.2025, 19:50 ✶
Rozstanie z Rodolphusem sprawiło, że Charles poczuł się odrobinę mniej pewnie, lecz nie mogło to mieć aż takiego znaczenia, gdy był z innym śmierciożercą. Znał jego pseudonim, ale nie prawdziwą tożsamość i nieco wytrącało go to z równowagi. A co, jeśli był to ktoś, kogo znał? Pan Dolohov? Może Peregrinus? Wreszcie... może Baldwin? Ostatni typ wykluczył od razu. Baldwin był zbytnim tchórzem, by porywać się na coś takiego. Zmierzył nowego towarzysza spojrzeniem zza maski, tak dyskretnie, jak tylko mógł, lecz nie zauważył niczego, po czym mógłby go zidentyfikować. Musiał uznać go sprzymierzeńca, to wystarczyło.
Nieznajomy był też dowódcą w tej sytuacji, będąc wyżej nie tylko rangą, ale też doświadczeniem. Jedyne, co Charles wiedział o takiej walce, wyniósł ze szkoły, a wiedza teoretyczna nie mogła równać się praktyce. Patrząc na tłum u ich stóp, nie mógł czuć więcej, aniżeli pogardę. Czarodzieje czystej i półkrwi mieszali się z mugolakami, stanowiąc niewiele więcej, aniżeli część tego motłochu. Być może byli ranni i potrzebowali pomocy, ale nie powinni jasno zadeklarować, kto powinien mieć pierwszeństwo w dostaniu się do uzdrowicieli. Miał nadzieję, że jego brat pomaga tym, którzy rzeczywiście na to zasługiwali.
Nagły ruch towarzysza nieco go wystraszył, lecz okazał to po sobie tylko drgnięciem.
- Tak jest. - Przyjął plan Leviathana bez dyskusji. - Dam nam przewagę na starcie. - Stwierdził, choć zaraz pożałował tych słów. Mieli przecież przewagę. Byli dwoma mężczyznami w służbie odpowiedniej sprawie, zaś tamci... byli tylko zbieraniną.
Mimo to, Charles uniósł obie ręce, by bezróżdżkowo postarać się przywołać czarną mgłę, na tyle gęstą i rozległą, by przykryć manekina i najbliższe rzędy oczekujących na uzdrowiciela czarodziejów. Ze swojej pozycji wciąż mogli wszystko widzieć, a Leviathan miał pełne pole do popisu, by zawalić wejście.
Kształtowanie Z, 3 kropki, na wytworzenie czarnej mgły
Nieznajomy był też dowódcą w tej sytuacji, będąc wyżej nie tylko rangą, ale też doświadczeniem. Jedyne, co Charles wiedział o takiej walce, wyniósł ze szkoły, a wiedza teoretyczna nie mogła równać się praktyce. Patrząc na tłum u ich stóp, nie mógł czuć więcej, aniżeli pogardę. Czarodzieje czystej i półkrwi mieszali się z mugolakami, stanowiąc niewiele więcej, aniżeli część tego motłochu. Być może byli ranni i potrzebowali pomocy, ale nie powinni jasno zadeklarować, kto powinien mieć pierwszeństwo w dostaniu się do uzdrowicieli. Miał nadzieję, że jego brat pomaga tym, którzy rzeczywiście na to zasługiwali.
Nagły ruch towarzysza nieco go wystraszył, lecz okazał to po sobie tylko drgnięciem.
- Tak jest. - Przyjął plan Leviathana bez dyskusji. - Dam nam przewagę na starcie. - Stwierdził, choć zaraz pożałował tych słów. Mieli przecież przewagę. Byli dwoma mężczyznami w służbie odpowiedniej sprawie, zaś tamci... byli tylko zbieraniną.
Mimo to, Charles uniósł obie ręce, by bezróżdżkowo postarać się przywołać czarną mgłę, na tyle gęstą i rozległą, by przykryć manekina i najbliższe rzędy oczekujących na uzdrowiciela czarodziejów. Ze swojej pozycji wciąż mogli wszystko widzieć, a Leviathan miał pełne pole do popisu, by zawalić wejście.
Kształtowanie Z, 3 kropki, na wytworzenie czarnej mgły
Rzut Z 1d100 - 71
Sukces!
Sukces!