31.03.2025, 21:10 ✶
| Tutaj nie chodziło o preferencje płciowe, a z a s a d y. Bletchley nie pokładał zbyt dużej wiary w obcych mu osobach. Nigdy nie było wiadomo, czego można było się po nich spodziewać. Od przypadkowego przechodnia oczekiwał w równej mierze uśmiechu i rzuconego mimochodem ''dzień dobry'', co i tego, że wpadnie na wrednego chama, który zacznie spotkanie od pytania, czy nie ma jakichś kłopotów. I to nie w tym pozytywnym znaczeniu. Właśnie dlatego wolał stosować zasadę ograniczonego zaufania. Już i tak wyściubił nos poza swoją strefę komfortu, żeby przekonać się, czy faktycznie zdoła znaleźć wspólny język z Nicholasem. Nastawił się na spotkanie, a to oznaczało, że wyczekiwał bardzo konkretnych momentów. Bardzo konkretnych pytań. A teraz cały jego plan legł w gruzach, bo jego nowy kolega postanowił wysłać zastępczynię. I to go nieco wytrąciło z równowagi. Był teraz na zupełnie nieznanym terytorium, a szybkie myślenie w takich wypadkach nie było najłatwiejsze. — Spodziewałem się spotkania z facetem — sprecyzował z mocą Eliasz, próbując w jak najmniejszej ilości słów wyjaśnić swoją początkową reakcję. Zmarszczył czoło, aby po chwili zdać sobie sprawę, że mógł zabrzmieć jak rasowy buc. I to w najlepszym wypadku. — Nie żebym narzekał na spotkanie z kobietą. Często widuje się z kobietami. Kobiety są świetne. Bardzo lubię kobiety. Przepadam za nimi. — Powiedział największy entuzjasta kobiecych sylwetek po tej stronie Dziurawego Kotła. Na Merlina, kto tak mówił na co dzień. — Po prostu myślałem, że będę widzieć się z Nicholasem, a nie... z Tobą. Naprawdę lubisz sobie wszystko utrudniać, co?, skomentował bezgłośnie, starając się zdusić w zarodku pełne zrezygnowania westchnienie. Chyba nauczyciele w szkole jednak mieli rację, kiedy mówili mu, że czasem mniej znaczy więcej. Wprawdzie wtedy mieli na myśli to, że ciągle przekraczał limit słów wyznaczany na krótkie prace pisemne, ale z perspektywy czasu rada ta wydawała się nadzwyczaj wręcz życiowa. Szkoda, że przyswajał te naukowi z tak wieloletnim opóźnieniem. — A więc to rodzinna podróż — rzucił, bardziej stwierdzając fakt, niźli prosząc o potwierdzenie swoich domysłów. — Przez chwilę myślałem, że razem pracujecie na jakimś statku. Czy coś w tym rodzaju. Uniósł minimalnie kąciki ust. O ojca nie zagaił. To był chyba prywatny temat. A biorąc pod uwagę, że chwilę wcześniej brzmiał tak, jakby kwestionował, czy kobieta nadaje się do rozmowy z nim, to może lepiej było nie zagajać na tym etapie znajomości o zbyt poważne kwestie... — Ta, Nokturn to nie jest najbezpieczniejsze wyjście na start. Chyba że nie masz innego wyboru. W przeciwnym wypadku... Cóż, człowiek do wszystkiego może się przyzwyczaić. — skomentował, łapiąc się wzmianki o dzielnicy, jakby od tego zależało jego życie. — Człowiek sporo tam ryzykuje, jeśli nie wie jak się poruszać tamtejszymi zaułkami. — Lądował parę razy w tamtejszych barach, jednak powrót do domu zawsze przypominał podróż przez najeżony pułapkami labirynt. Nigdy nie było wiadomo, jak się skończy taka przechadzka. — Tutaj w Dziurawym Kotle raczej byłoby ci lepiej. Lepsza lokalizacja, bo blisko do mugolskiego sektora. Bliżej na Horyzontalną. |