01.04.2025, 10:36 ✶
Powolne urzędnicze życie pracownic i pracowników tego miejsca zostało zakłócone przez wtargnięcie kogoś, kogo nie zapomną do końca swojego życia. Jesteś potworem, Leviathanie. Zaklęcie pełne przemocy rzucone jak gdyby nigdy nic - pełne czego? Gniewu? Złości? Obojętności wobec cudzego życia i bezpieczeństwa?
Po pomieszczeniu poniósł się smród spalenizny. To był zapach magii.
Olbrzymia kula ognia rozbiła się o szklane okienko, nagrzewając je do tego stopnia, że to zaczęło się topić. Ogniste języki sięgnęły paczek, kopert i pergaminów. Nie przechowywano tu nic łatwopalnego poza papierem, ale ludzkie ciało również mogło się zwęglić. Ludzkie życie nie było wieczne i wiedział o tym każdy, kto był świadkiem twojego ataku na Sowi Urząd Pocztowy. Rozpętałeś panikę. Jej skala nie sięgnęła sufitu - nikt się jeszcze nie tratował, nie porzucał swoich dzieci, ale nikt w środku nie pozostał spokojny - wszyscy w przerażeniu osuwali się na ściany, zasłaniali twarze przed językami płomieni i uciekali gdzieś, gdziekolwiek, byleby wydostać się na zewnątrz. W panikę wpadły również pocztowe sowy, teraz latające chaotycznie, pohukujące, wylatujące naprędce przez otwory wylotowe, żeby ratować swoje marne, ptasie życia.
Znalazł się jeden odważny. Współpracownik kobiety podbiegł do niej i pomógł jej odejść na bok, polewając poparzoną twarz zimną wodą z końca drżącej różdżki. Zaryzykował - tym, że jego również skrzywdzisz, ale pozostawał w tym nieugięty - próbował wyprowadzić ją w bezpieczne miejsce, w którym uzyska odpowiednią pomoc medyczną.
Po pomieszczeniu poniósł się smród spalenizny. To był zapach magii.
Olbrzymia kula ognia rozbiła się o szklane okienko, nagrzewając je do tego stopnia, że to zaczęło się topić. Ogniste języki sięgnęły paczek, kopert i pergaminów. Nie przechowywano tu nic łatwopalnego poza papierem, ale ludzkie ciało również mogło się zwęglić. Ludzkie życie nie było wieczne i wiedział o tym każdy, kto był świadkiem twojego ataku na Sowi Urząd Pocztowy. Rozpętałeś panikę. Jej skala nie sięgnęła sufitu - nikt się jeszcze nie tratował, nie porzucał swoich dzieci, ale nikt w środku nie pozostał spokojny - wszyscy w przerażeniu osuwali się na ściany, zasłaniali twarze przed językami płomieni i uciekali gdzieś, gdziekolwiek, byleby wydostać się na zewnątrz. W panikę wpadły również pocztowe sowy, teraz latające chaotycznie, pohukujące, wylatujące naprędce przez otwory wylotowe, żeby ratować swoje marne, ptasie życia.
Znalazł się jeden odważny. Współpracownik kobiety podbiegł do niej i pomógł jej odejść na bok, polewając poparzoną twarz zimną wodą z końca drżącej różdżki. Zaryzykował - tym, że jego również skrzywdzisz, ale pozostawał w tym nieugięty - próbował wyprowadzić ją w bezpieczne miejsce, w którym uzyska odpowiednią pomoc medyczną.
Interwencja mistrzyni w związku z wyrzuceniem krytycznego sukcesu. Nie kontynuuję rozgrywki. To zdarzenie zostanie odnotowane przy punktowaniu Spalonej Nocy.