04.02.2023, 14:40 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.02.2023, 14:48 przez Darcy Lockhart.)
Darcy dumnie wypiął pierś do przodu, kiedy Stella nazwała go rycerzem. Oczywiście, że będzie rycerzem i złapie tego głupiego kota. I oczywiście, że nie było mowy, żeby się wycofał, skoro stała tutaj absolutnie przepiękna blondynka. Jego niepewność, co do tego, czy da radę wspiąć się na górę, także roztopiła się w blasku Stelli niczym śnieg w promieniach marcowego słońca.
Tak naprawdę to nie był może bardzo sprawny fizycznie, ale nie był też kompletnym ułomkiem. Nie ćwiczył regularnie, raczej nie latał na miotłach, acz na szczęście nie należał też do szczególnie chuderlawych, więc odrobina ruchu nie powinna go zabić.
Chyba.
Prawdopodobnie.
- Oczywiście, że postaram się tam wdrapać – zapewnił natychmiast, gdy Stella spytała, czy da sobie radę, bo ona nie zdoła pomóc. – Przecież nie pozwoliłbym, żeby dama narażała się na niebezpieczeństwo!
Lockhart spojrzał na moment dziewczynkę – po raz pierwszy, bo dotąd przypatrywał się głównie Stelli – i zamrugał. Mała była opuchnięta i podrapana.
- Eee… przestraszył się czegoś? – spytał jeszcze ostrożnie, bo wydawało mu się trochę dziwne, że kot podrapał do tego stopnia swoją panią. A chwilę później po chwili wahania zdjął swój cenny płaszcz (nie mógł go uszkodzić, wydał na niego jedną trzecią zaliczki za swoją drugą książkę), uniósł różdżkę i wyczarował dodatkowy schodek. Teraz mógł wejść najpierw na kontener na śmierci, potem na schodek, podciągnąć się na parapet… spojrzenie Stelli dodawała mu chyba skrzydeł, bo wszystko szło wręcz idealnie, jakby Darcy całe życie nic nie robił, tylko wspinał się po budynkach. W dość szybkim tempie dostał się w pobliże kota, który…
…jak się okazało, ani nie potrzebował, ani nie chciał pomocy w schodzeniu.
Wydał z siebie przeciągły syk, spojrzał na Darcyego zaskakująco… ludzko, przebiegł błyskawicznie po parapecie i sam zeskoczył – ku Stelli. Wyglądało na to, że planował wylądować na jej głowie…
Tak naprawdę to nie był może bardzo sprawny fizycznie, ale nie był też kompletnym ułomkiem. Nie ćwiczył regularnie, raczej nie latał na miotłach, acz na szczęście nie należał też do szczególnie chuderlawych, więc odrobina ruchu nie powinna go zabić.
Chyba.
Prawdopodobnie.
- Oczywiście, że postaram się tam wdrapać – zapewnił natychmiast, gdy Stella spytała, czy da sobie radę, bo ona nie zdoła pomóc. – Przecież nie pozwoliłbym, żeby dama narażała się na niebezpieczeństwo!
Lockhart spojrzał na moment dziewczynkę – po raz pierwszy, bo dotąd przypatrywał się głównie Stelli – i zamrugał. Mała była opuchnięta i podrapana.
- Eee… przestraszył się czegoś? – spytał jeszcze ostrożnie, bo wydawało mu się trochę dziwne, że kot podrapał do tego stopnia swoją panią. A chwilę później po chwili wahania zdjął swój cenny płaszcz (nie mógł go uszkodzić, wydał na niego jedną trzecią zaliczki za swoją drugą książkę), uniósł różdżkę i wyczarował dodatkowy schodek. Teraz mógł wejść najpierw na kontener na śmierci, potem na schodek, podciągnąć się na parapet… spojrzenie Stelli dodawała mu chyba skrzydeł, bo wszystko szło wręcz idealnie, jakby Darcy całe życie nic nie robił, tylko wspinał się po budynkach. W dość szybkim tempie dostał się w pobliże kota, który…
…jak się okazało, ani nie potrzebował, ani nie chciał pomocy w schodzeniu.
Wydał z siebie przeciągły syk, spojrzał na Darcyego zaskakująco… ludzko, przebiegł błyskawicznie po parapecie i sam zeskoczył – ku Stelli. Wyglądało na to, że planował wylądować na jej głowie…
Rzut O 1d100 - 81
Sukces!
Sukces!