01.04.2025, 18:27 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.04.2025, 20:39 przez Millie Moody.)
Nie potrzeba było zaawansowanej wiedzy geologicznej, by powtarzać jak papużka mądrość raz zasłyszaną, która przykleiła się do chwiejnego umysłu. Jej nauczyciel mówił o gwiazdach wiele, a z nią zostało jedno zdanie przepełnione żalem i śmiercią. Jakakolwiek dalsza rozmowa w tym temacie szybko rozwiałaby wątpliwości w temacie "mądrości" Moody. Jej zainteresowania krażyły zupełnie gdziie indziej i tu Flint trafil w to oczywiste sedno. Wielkie Arkana nosiły w sobie dwadzieścia dwie opowieści. A ona czytała o nich, słyszała o nich, chłonęła wszystko co mogłoby jej rozjaśnić przeszłość, teraźniejszość i przyszłość zaszytą w Tarocie, historie, które ukuwane były przez o wiele mądrzejsze głowy. Nie potrzebowała wykształcenia, by czytać smętne wiersze o wewnętrznym nieukojonym bólu, o gwałtowności i żałobie, o uczuciach o których nie chciała mówić nikomu, a które rozsadzały jej czaszkę. Nie trzeba było czytać wiele, choć sprzyjały lekturze długie bezsenne noce tak w chuj się dłużące nieskończoną smugą snów i koszmarów, duchów i zjaw czających się w ciemnych kątach pokoju.
Co jeśli
Może gdyby matka przeżyła, jej los byłby inny. Może gdyby nie kochała tak adrenaliny, może gdyby miała normalny mózg, który nie przylepiał się do dowolnego gówna, zamiast uczciwie przygotować się do aurorskich egzaminów. Może gdyby była kimś innym.
– Bardzo chciałam być jasnowidzem. Moja rodzina po kądzieli zajmuje się tym w dość... naturalny sposób. Ale urodziłam się zepsuta. Widziałam wiele, ale niekoniecznie były to rzeczy, które się jakkolwiek spełniały. – Poszum fal, ciepło jej tymczasowej poduszki, rój gwiazd nad nią, jakby sami stali się bohaterami siedemnastej karty. Nadzieja. Potencjał. Już za moment sięgnie po talię, już za moment spojrzy w oczy przelewającej w spokoju Gwiazdy. – Wróżbiarstwo to taki... takie zastępstwo. Cośtam wiem. Znaki. Ostrzeżenia. Umiem je wyczuć, ale hm... i tak niewiele osób mi wierzy, bo przecież nie jestem jasnowidzem, co nie? I... i wiem co jest w kartach. Czasem nie chcesz pytać, właśnie dlatego, że wiesz jakie kurwy tam potrafią do Ciebie wyleźć i wyśmiać Cię. Wypunktować słabości. Problemy, których nie możesz... nie potrafisz się pozbyć. – Odetchnęła głęboko. Szóstka kielichów, słodkie rodzeństwo bawiące się złotymi naczyniami. Beztroska, bezmyślność, dziecięca igraszka. Jak długo jeszcze będzie ją to prześladować? – Więc jestem jasnowidzem takim trochę. Bez trzeciego oka, ale za to z całkiem niezłą techniką tasowania. Chciałbyś, zadać mi pytanie? Chciałbyś, żebym Ci kiedyś postawiła? – podniosła ku niemu złociste ślepia. Niepewne, kruche w głupiej obawie, że odrzuci propozycje. Ale jakieś kiedyś byłoby miłe. Teraz było jej miło. Spokojnie.
Co jeśli
Może gdyby matka przeżyła, jej los byłby inny. Może gdyby nie kochała tak adrenaliny, może gdyby miała normalny mózg, który nie przylepiał się do dowolnego gówna, zamiast uczciwie przygotować się do aurorskich egzaminów. Może gdyby była kimś innym.
– Bardzo chciałam być jasnowidzem. Moja rodzina po kądzieli zajmuje się tym w dość... naturalny sposób. Ale urodziłam się zepsuta. Widziałam wiele, ale niekoniecznie były to rzeczy, które się jakkolwiek spełniały. – Poszum fal, ciepło jej tymczasowej poduszki, rój gwiazd nad nią, jakby sami stali się bohaterami siedemnastej karty. Nadzieja. Potencjał. Już za moment sięgnie po talię, już za moment spojrzy w oczy przelewającej w spokoju Gwiazdy. – Wróżbiarstwo to taki... takie zastępstwo. Cośtam wiem. Znaki. Ostrzeżenia. Umiem je wyczuć, ale hm... i tak niewiele osób mi wierzy, bo przecież nie jestem jasnowidzem, co nie? I... i wiem co jest w kartach. Czasem nie chcesz pytać, właśnie dlatego, że wiesz jakie kurwy tam potrafią do Ciebie wyleźć i wyśmiać Cię. Wypunktować słabości. Problemy, których nie możesz... nie potrafisz się pozbyć. – Odetchnęła głęboko. Szóstka kielichów, słodkie rodzeństwo bawiące się złotymi naczyniami. Beztroska, bezmyślność, dziecięca igraszka. Jak długo jeszcze będzie ją to prześladować? – Więc jestem jasnowidzem takim trochę. Bez trzeciego oka, ale za to z całkiem niezłą techniką tasowania. Chciałbyś, zadać mi pytanie? Chciałbyś, żebym Ci kiedyś postawiła? – podniosła ku niemu złociste ślepia. Niepewne, kruche w głupiej obawie, że odrzuci propozycje. Ale jakieś kiedyś byłoby miłe. Teraz było jej miło. Spokojnie.