Tak, to było całkiem w jej stylu. Nie lubiła korzystać z ułatwień, kiedy niekoniecznie ich potrzebowała. W tej chwili? Wiedziała, że na pewno obejdzie się bez tej karty, którą sam wręczył jej w dłoń. To nie było takie trudne do dedukcji. W końcu widziała jego spojrzenie, wpatrywał się w nią w tym lustrze dłuższą chwilę, a nawet nie musiał rozbierać jej wzrokiem, bo tak się składało, że stała przed nim zupełnie naga, w przeciwieństwie do niego, który już był praktycznie gotowy do wyjścia. Sama sobie ułatwiła tę sytuację, miała świadomość, jaki to może mieć wpływ na jego dalsze zachowanie. W końcu Roise był tylko i wyłącznie facetem, a wiadomo, że byli oni całkiem prości w obsłudze. W tym wypadku nie zamierzała nawet sugerować mu, że jest inaczej.
- No tak trochę? Jeśli nie można się z niego wykręcić w żaden sposób, to brzmi trochę jak pakt z diabłem. - Nie, żeby chciała to zrobić, ale Roise przecież o tym wiedział, po prostu się z nim teraz droczyła, to też nie było niczym nowym, prawda? Tak już mieli.
Walczyła dość mocno o to, aby zaczęli znowu trwać przy sobie. Na pewno miał tego świadomość, sporo ją to kosztowało i cieszyła się, że w końcu się ugiął. Może nie powinna tego porównywać do paktu z diabłem, ale czy na pewno? Wiedział, że tak już miała, rzadko kiedy panowała nad tym, co mówiła, a to porównanie nasuwało się samo, czyż nie? Nie, żeby uważała go za kogoś nieodpowiedniego. Może zdarzył jej się taki moment, w ich wspólnej przeszłości, ale wiedział, czym było to spowodowane. Była zła i wkurwiona, że podjął decyzję bez żadnej zapowiedzi. Wszystko między nimi wydawało się być w porządku, a ten odszedł, z dnia na dzień - zostawiając tylko ten lakoniczny list. Wtedy naprawdę czuła się okropnie, jej cały świat się zawalił. Tyle, że ostatnio dotarło do niej, że nie była jedyna, on również cierpiał. Tak naprawdę przecież chcieli tego samego, od zawsze, na zawsze. Tylko przez moment nieco się pogubili, cóż - mieli do tego prawo, czyż nie. Najlepszym zdarzało się błądzić, grunt, że w końcu znaleźli znowu drogę do siebie. Nic innego się nie liczyło.
Wiedziała, że bez niego nic nie miało sensu, dosyć szybko to do niej dotarło. Nie umiała odnaleźć się w świecie, nie w ten odpowiedni sposób. Przez ostatnie półtora roku błądziła, szukała jakiejś innej drogi, czegokolwiek, czego mogłaby się chwycić, ale niestety kończyło się to raczej wręcz przeciwnie niż do tego, jakby chciała. Zatapiała się w coraz większym bagnie, z którego trudno było jej się wydostać. Niby ciągle mówiła, że jakoś sobie poradzi... tyle, że sama miała świadomość tego, że nie było z nią dobrze. Była rozjebana, zupełnie nie panowała nad tym, co działo się wokół niej.
Na szczęście to było już za nimi, w końcu mogli znowu jakoś odnaleźć się w rzeczywistości, wspólnie, naprawdę tego potrzebowała i zdecydowanie nie uważała tego za cyrograf z diabłem, wręcz przeciwnie, ale oczywiście, że nie miała zamiaru się wycofać z tych słów, które rzuciła, nie byłaby sobą, gdyby to zrobiła.
- Wiem, bo przecież niczego nie muszę, prawda? - Wracali do swoich stałych zagrywek, więc nie mogła pominąć i tej, to było dla nich takie typowe...
- Ale cieszę się, że doceniasz komplement. - O to jej przecież chodziło. Lubiła zaskakiwać go w ten sposób. Może nie zawsze trafiała w samo sedno, ale tym razem chyba nie mogła lepiej trafić. Widziała, że Ambroise nie był szczególnie zirytowany o to porównanie, a raczej zrozumiał jej przekaz.
- Nie wiem, nie wiem... Nie lubię czekać. - Przecież bardzo dobrze wiedział o tym, że jest w gorącej wodzie kąpana, prawda? Chociaż w tym wypadku, chyba to zaczekanie było tego warte. Szczególnie, że mieli spędzić ten czas w najbardziej odpowiedni sposób z możliwych. Nie tak trudno było ją do tego przekonać, na pewno widział, że już się uginała. Ona też była bardzo prostym człowiekiem.
Wydawało jej się, że zdołali dojść do porozumienia. Umowa została zawarta, teraz mogli tylko sprawdzić, czy faktycznie towar nie był zupełnie wadliwy, zresztą, nawet jeśli by był to i tak niczego nie zmieniało - bo przecież już należał do niej. Musiała go przyjąć ze wszystkimi ewentualnymi wadami, prawda? Nie, żeby w ogóle zakładała, żeby jakieś miał... ale co jeśli?
Dość szybko zrezygnowała z bycia asertywną, to również nie było niczym nowym. Od zawsze tak na niego reagowała, szczególnie kiedy już mogła sięgać po to, przed czym powstrzymywała się przez tak długi czas. Nie sądziła, że szybko się sobą nasycą, zdecydowanie zbyt długo trzymali się od siebie z daleka.
Pocałunek, który złożyła na jego ustach świadczył o tym, że zadecydowała o tym, że półtorej godziny zdecydowanie mogło zostać skrócone do mniejszej ilości czasu. Zresztą nikt nie zamierzał ich z tego rozliczać.
Mogli się w końcu sobą nacieszyć, szkoda byłoby z tego zrezygnować przez jakieś zupełnie niepotrzebne założenia, prawda?
Oderwała w końcu swoje usta od jego, po czym bez słowa, bardzo powoli wróciła do tego, co zaczęła przed chwilą. Nigdzie się jednak nie spieszyła, chociaż nie było to dla niej typowym zachowaniem. Rozpinała każdy, kolejny guzik jego koszuli, zupełnie przypadkowo muskając przy tym jego nagą skórę opuszkami palców. Była ciekawa, czy faktycznie Ambroise będzie taki cierpliwy... No nie wydawało jej się to, ale musiała przecież to sprawdzić.