• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[8.09.1972] Meltdown | Dora, Faye

[8.09.1972] Meltdown | Dora, Faye
Queen of May
But green is the color of earth,
of living things, of life.

And of rot.
wiek
20
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
zielarka, twórca eliksirów
Jasnoniebieskie oczy, brązowe włosy i jasna, posiadająca nieliczne piegi cera. 168 wzrostu, o szczupłej sylwetce. Wokół niej unosi się intensywny aromat ziół i zapachowych świec. Dłonie w niektórych miejscach ma permanentnie odbarwione od eliksiralnych składników i roślin którymi się zajmuje. Dora w kwartale jesiennym choruje na Zieloną Zarazę co oznacza, ŻE JEST ZIELONA!!

Dora Crawford
#2
01.04.2025, 23:55  ✶  
To miał być spokojny dzień, a przynajmniej wszystkie dni w Dolinie takie się Dorze wydawały. Pozbawione przesadnych ekscesów, troszkę trącące jakąś wiejskawą idyllą, ale był to urok mieszkania w mniejszej miejscowości otoczonej sadami i prastarym lasem. Przyzwyczaiła się do tej atmosfery, która nie znikała nawet kiedy Knieja pozostawała zamknięta, a w jej wnętrzu czaiły się widma, bo właśnie o to chodziło - straszydła kryły się pomiędzy drzewami, ale w sama Dolina Godryka mogła żyć dalej, swoim powolnym miejskim życiem. Można było przejść się na rynek i zrobić zakupy, tak samo opływające w specjalistyczne zamówienia, jak i artykuły dostarczane przez miejscowych zielarzy i sadowników.

Właśnie dlatego wyszła z Warowni, żeby uzupełnić niektóre zapasy, a może i kupić coś smacznego. Snuła sobie też jakieś leniwe plany, że może w drodze powrotnej zajrzałaby jeszcze do cioci Quintessy, jeśli ta już wróciłaby z Antykwariatu do domu. Pożyczyłaby może od niej parę nowych książek, wypiła dobrą herbatę i pochwaliła się ostatnimi, fenomenalnymi odkryciami, jak na przykład nowym sposobem na eksterminację stonki.

Ale ten dzień, jak się bardzo szybko okazało, daleki był od tego co układała sobie w głowie. Zdążyła dokupić parę składników do eliksirów, których zaczynało jej brakować, a nie mogła ich uzupełnić z własnego ogródka. Potem kupiła nieco owoców i ruszyła dalej rynkiem, ciesząc się złocistymi, wciąż ciepłymi promieniami powoli zachodzącego słońca. Niebo jednak zaczęło szarzeć i nawet jeśli początkowo sądziła, że to noc zaczęła się zbliżać większymi krokami, coś w tym było nie tak. A potem... potem z nieba zaczęło padać.

Dora wyciągnęła przed siebie dłoń, trochę niemrawo i bez większego przejęcia, próbując pochwycić to, co sypało się z góry i kiedy szarawy kłębek dotknął jej skóry, przystanęła skonsternowana. Patrzyła, mrużąc oczy i kartkując w głowie wszelkie książki, które mogły jej zasugerować z czym miała do czynienia. Jednoczesna świadomość i niedowierzanie walczyły ze sobą zaciekle, no bo przecież widziała, dosłownie na swojej dłoni, że był to popiół. Popiół jednak spadał z nieba raczej w okolicy wulkanów, a nie na brytyjskich wyspach i to do tego spokojnych wioskach. Im dłużej jednak patrzyła, tym bardziej robiła się niespokojna, aż w końcu rozległy się pierwsze krzyki. Ku górze skoczyły płomienie, wygłodniałe i agresywne. Wściekłe, jakby pobudzane czymś więcej niż samymi prawami natury. A potem Crawley rzuciła się do biegu.

Chciała biec do Warowni, do rodziny, do sklepiku gdzie dostarczała swoje eliksiry, sprawdzić co z Longbottomami, a może z miejsca ruszyć do Strażnicy. Myśli gnały, próbując zdecydować się na to, co powinna w tym momencie zrobić, a jednocześnie otaczające ją krzyki ciągnęły do siebie w jakiś rozdzierający sposób, bo przecież żyła żeby pomagać. Tylko komu pomóc w pierwszej kolejności? W podświadomym geście sięgnęła do kieszeni spódnicy, ale kiedy dłoń natrafiła na lusterko, palce zatrzymały się tylko na nim na moment, ściskając je, ale zaraz puściły. Brenny nie było w Dolinie, a przez to lusterko było bezużyteczne.

Usłyszała krzyk nieco bliżej, przy budynku gdzie zajął się cały parter. Stająca przed nim kobieta odwróciła się w jej stronę, ewidentnie szukając pomocy i prawdę powiedziawszy, Menodory nawet nie trzeba było łapać, bo nawet jeśli przeleciała przez ręce Faye to i tak się zatrzymała.
- Musimy ją wydostać - sapnęła oczywiste słowa, wpatrując się przez sekundę w płomienie, zanim sięgnęła po różdżkę. - Spróbujmy to chociaż trochę ugasić - rzuciła jeszcze, celując w parter i chcąc wyczarować strumień wody.

kształtowanie na strumień wody
Rzut Z 1d100 - 85
Sukces!


The woods are lovely, dark and deep, 
But I have promises to keep, 
And miles to go before I sleep.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Dora Crawford (1637), Faye Travers (1755)




Wiadomości w tym wątku
[8.09.1972] Meltdown | Dora, Faye - przez Faye Travers - 24.03.2025, 12:40
RE: [8.09.1972] Meltdown | Dora, Faye - przez Dora Crawford - 01.04.2025, 23:55
RE: [8.09.1972] Meltdown | Dora, Faye - przez Faye Travers - 04.04.2025, 10:33
RE: [8.09.1972] Meltdown | Dora, Faye - przez Dora Crawford - 14.04.2025, 21:07
RE: [8.09.1972] Meltdown | Dora, Faye - przez Faye Travers - 24.04.2025, 10:32
RE: [8.09.1972] Meltdown | Dora, Faye - przez Dora Crawford - 28.04.2025, 15:44
RE: [8.09.1972] Meltdown | Dora, Faye - przez Faye Travers - 14.05.2025, 08:42
RE: [8.09.1972] Meltdown | Dora, Faye - przez Dora Crawford - 11.06.2025, 02:48
RE: [8.09.1972] Meltdown | Dora, Faye - przez Faye Travers - 17.08.2025, 12:29
RE: [8.09.1972] Meltdown | Dora, Faye - przez Dora Crawford - 19.08.2025, 03:30
RE: [8.09.1972] Meltdown | Dora, Faye - przez Faye Travers - 29.09.2025, 08:34
RE: [8.09.1972] Meltdown | Dora, Faye - przez Dora Crawford - 17.10.2025, 00:24

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa