02.04.2025, 10:42 ✶
Nora była spokojną, miłą, ułożoną dziewczyną, ale Flynn miał wrażenie, że nie rozumiała esencji tego zdarzenia. Tu nie chodziło o to, że nie zrozumie. Gdyby Laurent miał zachowywać się tak jak ona, absolutnie wszystko byłoby w porządku. Ale on zrozumie. A zrozumienie wiązało się z wejściem w jego buty - buty człowieka, który w jakimś momencie nie pomyślał o nim, albo pomyślał, ale ich relacja nie miała takiego znaczenia. Laurent chciał szczęścia. On chciał stabilizacji, on chciał kogoś, komu mógł zaufać, a nie kogoś, kto go porzuci, zawiedzie jego zaufanie, zrobi coś tak skrajnie nieobliczalnego wbrew tym słodkim obietnicom i zapewnieniom.
Zrozumienie było najgorsze.
Jej dalsze słowa dobrze uderzały w poglądy zatwardziałego egzystencjalisty (nawet jeżeli nie do końca zdawał sobie z tego sprawę). Ale egzystencjalizm mimo bycia filozofią nadziei na lepsze jutro zbudowane własną mocą sprawczą, był również filozofią wiecznego niepokoju.
Lubił myśleć o tym, że kiedy tonął w oceanie jakim był wszechświat, ktoś jednak trzymał jego rękę. Ale Caina już nie było, a Laurent mógł w każdej chwili odpłynąć w tę bezkresną toń, która kusiła go każdego dnia coraz mocniej.
- Nie możesz mówić, że nie jestem bezużyteczny. Nie wiesz co zrobiłem i czego nie zrobiłem. - Podniósł się do siadu. W istocie, dotyk był ważnym językiem jakim się posługiwał. O wiele ważniejszym niż słowa. I najgorsze było to, że oddałby własną kończynę (a był akrobatą!) gdyby szorstkie, grube palce Caina jeszcze raz przeczesały mu splątane loki, uśmiechając się w ten sposób. Ten sposób od którego wariował, stawał się kompletnym świrem na jego punkcie. Tacy ludzie nie mogli tak po prostu znikać. To nie było sprawiedliwe. - I kto się niby gromadzi do stawiania się im i gdzie? Każdego pierdolonego dnia - sam te włosy przeczesał, zatapiając w nich palce rąk podpartych na swoich kolanach - łapię się na tym, że świat staje się coraz gorszy. Wszyscy dopuszczają ich do głosu, drukuje się ich w gazetach. Całe społeczeństwo się radykalizuje i oboje wiemy, że ja pójdę do odstrzału pierwszy. Pierdolona gwiazda mugolskiego cyrku, która reperuje radia w barach za darmową kolejkę. Kurwa. - Zakołysał się niebezpiecznie. - Moje życie to jebana ruina i pociągnę go ze sobą w dół. Każdego z nich ciągnę. Każdy kto ze mną był i próbował mi pomóc tak kończy. Na samym kurwa dnie.
Spróbował wstać i dopiero wtedy zdał sobie sprawę z tego jak bardzo był osłabiony. Szybko wrócił do siadu, podpierając się o tę nieszczęsną kanapę.
- Nie powinienem ci o tym w ogóle mówić. Lepiej dla wszystkich by było, gdybym tam zdechł. - Potarł twarz. Jeżeli to był jakiś pierdolony sen, to chciał się z niego obudzić, ale przecież on nigdy nie śnił w ten sposób. Rzeczywistość nie pozostawiała na nim suchej nitki. - Czy Thomas w ogóle wrócił?
Zrozumienie było najgorsze.
Jej dalsze słowa dobrze uderzały w poglądy zatwardziałego egzystencjalisty (nawet jeżeli nie do końca zdawał sobie z tego sprawę). Ale egzystencjalizm mimo bycia filozofią nadziei na lepsze jutro zbudowane własną mocą sprawczą, był również filozofią wiecznego niepokoju.
Lubił myśleć o tym, że kiedy tonął w oceanie jakim był wszechświat, ktoś jednak trzymał jego rękę. Ale Caina już nie było, a Laurent mógł w każdej chwili odpłynąć w tę bezkresną toń, która kusiła go każdego dnia coraz mocniej.
- Nie możesz mówić, że nie jestem bezużyteczny. Nie wiesz co zrobiłem i czego nie zrobiłem. - Podniósł się do siadu. W istocie, dotyk był ważnym językiem jakim się posługiwał. O wiele ważniejszym niż słowa. I najgorsze było to, że oddałby własną kończynę (a był akrobatą!) gdyby szorstkie, grube palce Caina jeszcze raz przeczesały mu splątane loki, uśmiechając się w ten sposób. Ten sposób od którego wariował, stawał się kompletnym świrem na jego punkcie. Tacy ludzie nie mogli tak po prostu znikać. To nie było sprawiedliwe. - I kto się niby gromadzi do stawiania się im i gdzie? Każdego pierdolonego dnia - sam te włosy przeczesał, zatapiając w nich palce rąk podpartych na swoich kolanach - łapię się na tym, że świat staje się coraz gorszy. Wszyscy dopuszczają ich do głosu, drukuje się ich w gazetach. Całe społeczeństwo się radykalizuje i oboje wiemy, że ja pójdę do odstrzału pierwszy. Pierdolona gwiazda mugolskiego cyrku, która reperuje radia w barach za darmową kolejkę. Kurwa. - Zakołysał się niebezpiecznie. - Moje życie to jebana ruina i pociągnę go ze sobą w dół. Każdego z nich ciągnę. Każdy kto ze mną był i próbował mi pomóc tak kończy. Na samym kurwa dnie.
Spróbował wstać i dopiero wtedy zdał sobie sprawę z tego jak bardzo był osłabiony. Szybko wrócił do siadu, podpierając się o tę nieszczęsną kanapę.
- Nie powinienem ci o tym w ogóle mówić. Lepiej dla wszystkich by było, gdybym tam zdechł. - Potarł twarz. Jeżeli to był jakiś pierdolony sen, to chciał się z niego obudzić, ale przecież on nigdy nie śnił w ten sposób. Rzeczywistość nie pozostawiała na nim suchej nitki. - Czy Thomas w ogóle wrócił?
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.