02.04.2025, 11:12 ✶
Dumbledore uśmiechnął się lekko, nieznacznie. Uśmiech ten jednak był wyraźny w żółtym, miękkim świetle świec, które rzucały cienie na jego niestarą, acz doświadczoną życie twarz.
- Czas to pojęcie względne, przyjacielu - odpowiedział enigmatycznie, gestem dłoni zachęcając Niewymownego do tego, by usiadł naprzeciwko niego. Tak jak kultura nakazywała, gdy tylko Longbottom zbliżył się do stołu, Albus wstał. W jego ruchach nie było starości, kryła się żywa iskra, uśpiona na ten moment, lecz świadcząca o gibkości mięśni i młodzieńczym wręcz refleksie. - Przeszłość naszego spotkania wydaje mi się tak odległa, że wręcz zakłamana.
Westchnął, nie odwracając jednak od Morpheusa spojrzenia. Jego jasne, przyjazne acz bystre oczy zdawały się świdrować jasnowidza, jakby próbowały przejrzeć na wskroś jego duszę. Lecz przecież to było niemożliwe: nawet Albus Dumbledore nie posiadł takiej mocy. A jeżeli tak, to nie mógł równać się z Morpheusem, który przeszedł okropnie długą, pełną wybojów drogę od chwili, gdy ostatnio się widzieli.
- Pozwól, proszę - Albus wygiął lekko nadgarstek, pozwalając by wieko wazy uniosło się, a chochla zanurzyła w zupie. Do nozdrzy Longbottoma dobiegł kremowo-maślany zapach małż i ryb, pozbawiony charakterystycznego odoru portu i śluzu. - Dziwi mnie, że byłem w stanie zaskoczyć kogoś z twoimi umiejętnościami.
To nie była pusta pochwała. W jego głosie przebrzmiewała duma. Duma z tego, że utrzymali kontakt, z tego co Morpheus osiągnął i duma wynikająca z faktu, że byli tu i teraz, razem. Oczy Albusa spoczęły na wahadle, ale nie wypowiedział tego, co zawisło między nimi.
Co jeszcze widziałeś, przyjacielu?
- Czas to pojęcie względne, przyjacielu - odpowiedział enigmatycznie, gestem dłoni zachęcając Niewymownego do tego, by usiadł naprzeciwko niego. Tak jak kultura nakazywała, gdy tylko Longbottom zbliżył się do stołu, Albus wstał. W jego ruchach nie było starości, kryła się żywa iskra, uśpiona na ten moment, lecz świadcząca o gibkości mięśni i młodzieńczym wręcz refleksie. - Przeszłość naszego spotkania wydaje mi się tak odległa, że wręcz zakłamana.
Westchnął, nie odwracając jednak od Morpheusa spojrzenia. Jego jasne, przyjazne acz bystre oczy zdawały się świdrować jasnowidza, jakby próbowały przejrzeć na wskroś jego duszę. Lecz przecież to było niemożliwe: nawet Albus Dumbledore nie posiadł takiej mocy. A jeżeli tak, to nie mógł równać się z Morpheusem, który przeszedł okropnie długą, pełną wybojów drogę od chwili, gdy ostatnio się widzieli.
Albus Dumbledore był oazą spokoju. Jego doskonałe maniery, idealny wręcz spokój i opanowanie otulały go niczym całun, którego nie potrafiłeś nigdy przebić: nawet teraz. To nie była oklumencja, to były wybitne wręcz umiejętności aktorskie lub po prostu wspomaganie się dodatkowymi środkami, które pomagają w idealnym panowaniu nad swoimi odruchami. Mimo to oczy... Te oczy - ich nie dało się zamaskować. Czaił się w nich spokojny smutek, który błyszczał pomimo gry pozorów.
- Pozwól, proszę - Albus wygiął lekko nadgarstek, pozwalając by wieko wazy uniosło się, a chochla zanurzyła w zupie. Do nozdrzy Longbottoma dobiegł kremowo-maślany zapach małż i ryb, pozbawiony charakterystycznego odoru portu i śluzu. - Dziwi mnie, że byłem w stanie zaskoczyć kogoś z twoimi umiejętnościami.
To nie była pusta pochwała. W jego głosie przebrzmiewała duma. Duma z tego, że utrzymali kontakt, z tego co Morpheus osiągnął i duma wynikająca z faktu, że byli tu i teraz, razem. Oczy Albusa spoczęły na wahadle, ale nie wypowiedział tego, co zawisło między nimi.
Co jeszcze widziałeś, przyjacielu?
MG: Mirabella Plunkett
@Morpheus Longbottomto the well-organised mind
death is just the next adventure
death is just the next adventure