22.10.2022, 20:50 ✶
W teorii tego dnia Brenna miała wolne. W praktyce rano poszła pobiegać, potem odwiedziła kasyno - i to nie to, by w nim grać i przegrywać, a by porozmawiać o zbliżającym się balu u Longbottomów i uzgodnić z panną Prewett przekazanie paru datków. Potem znalazła się w domu akurat na czas potrzebny na przebranie się w coś luźniejszego, dlatego u Nory pojawiła się po prostu w typowej, nudnej szacie czarodziejów, narzuconej na spodnie i koszulę.
Gdyby nie umiała się teleportować, chyba nawet ona straciłaby cierpliwość, przystawiła sobie różdżkę do głowy i sprawdziła, czy zdoła rzucić avadę kedavrę.
Mimo to nie widać było po niej zmęczenia. Uśmiechnęła się na widok Nory, poruszała równie energicznie, co zwykle i gdy przemówiła, jej głos brzmiał wesoło.
- Cześć, Nora - przywitała się, obejmując ją krótko i mocno. - Rzuca się w oczy? Rzuca. Poza tym ciasta są słodkie, więc skojarzenia odpowiednie. A to dla Mabel, tak prezent z okazji przeprowadzki - oświadczyła radośnie, podając Norze torbę. W środku były dwie książeczki, Figg nie mogła więc narzekać na rozpieszczanie zabawkami, wszak to wszystko w celach edukacyjnych! Ba, Przygody Dzielnych Małych Czarodziejów W Magicznym Lesie stanowiło w pewnym sensie książeczkę edukacyjną, ponieważ Dzielni Mali Czarodzieje poznawali w Magicznym Lesie fantastyczne zwierzęta. Nigdy nie było za wcześnie na naukę Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami...
Brenna zresztą rozejrzała się odruchowo w poszukiwaniu dziewczynki, ale widać albo była u siebie, albo jeszcze w przedszkolu, albo może z niańką lub jeszcze u rodziny.
- Merlinie, Nora! Ty chcesz, żebym się toczyła, zamiast chodziła, prawda? - parsknęła z rozbawieniem, ruszając do środka za Norą. Jak zwykle szła szybko, hamując krok momentami, by nie zderzyć się z kobietą. - Pewnie, dawaj wszystkiego po trochu, chętnie będę twoim testerem.
Brenna Longbottom tak naprawdę umiała być asertywna. Wiedział to każdy, kto widział ją w pracy. Niestety, ta asertywność umierała śmiercią naturalną, jeśli chodziło o pomaganie przyjaciołom. Norze faktycznie chyba nigdy niczego nie odmówiła. I nie zanosiło się, że zrobi to w najbliższej przyszłości.
- Kobieto, ciebie chyba trzeba przełożyć przez kolano i dać ci parę klapsów. Za gadanie takich głupot, że mogłoby nie smakować - dorzuciła jeszcze żartobliwie. - Przyprowadzimy ci z Erikiem BUMowców. Brygadziści i pączki to jest związek doskonały. Zadbaj tylko, żeby były poza marmoladą też te czekoladowe i Londyn jest twój.
Gdyby nie umiała się teleportować, chyba nawet ona straciłaby cierpliwość, przystawiła sobie różdżkę do głowy i sprawdziła, czy zdoła rzucić avadę kedavrę.
Mimo to nie widać było po niej zmęczenia. Uśmiechnęła się na widok Nory, poruszała równie energicznie, co zwykle i gdy przemówiła, jej głos brzmiał wesoło.
- Cześć, Nora - przywitała się, obejmując ją krótko i mocno. - Rzuca się w oczy? Rzuca. Poza tym ciasta są słodkie, więc skojarzenia odpowiednie. A to dla Mabel, tak prezent z okazji przeprowadzki - oświadczyła radośnie, podając Norze torbę. W środku były dwie książeczki, Figg nie mogła więc narzekać na rozpieszczanie zabawkami, wszak to wszystko w celach edukacyjnych! Ba, Przygody Dzielnych Małych Czarodziejów W Magicznym Lesie stanowiło w pewnym sensie książeczkę edukacyjną, ponieważ Dzielni Mali Czarodzieje poznawali w Magicznym Lesie fantastyczne zwierzęta. Nigdy nie było za wcześnie na naukę Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami...
Brenna zresztą rozejrzała się odruchowo w poszukiwaniu dziewczynki, ale widać albo była u siebie, albo jeszcze w przedszkolu, albo może z niańką lub jeszcze u rodziny.
- Merlinie, Nora! Ty chcesz, żebym się toczyła, zamiast chodziła, prawda? - parsknęła z rozbawieniem, ruszając do środka za Norą. Jak zwykle szła szybko, hamując krok momentami, by nie zderzyć się z kobietą. - Pewnie, dawaj wszystkiego po trochu, chętnie będę twoim testerem.
Brenna Longbottom tak naprawdę umiała być asertywna. Wiedział to każdy, kto widział ją w pracy. Niestety, ta asertywność umierała śmiercią naturalną, jeśli chodziło o pomaganie przyjaciołom. Norze faktycznie chyba nigdy niczego nie odmówiła. I nie zanosiło się, że zrobi to w najbliższej przyszłości.
- Kobieto, ciebie chyba trzeba przełożyć przez kolano i dać ci parę klapsów. Za gadanie takich głupot, że mogłoby nie smakować - dorzuciła jeszcze żartobliwie. - Przyprowadzimy ci z Erikiem BUMowców. Brygadziści i pączki to jest związek doskonały. Zadbaj tylko, żeby były poza marmoladą też te czekoladowe i Londyn jest twój.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.