04.02.2023, 21:00 ✶
Wszystko w tym miejscu było nie tak, od samego początku. A teraz? Jeszcze bardziej nie tak; budynek nie powinien był się zmieniać jak za pstryknięciem palców. To, co przed chwilą wyglądało jak porzucone całkiem niedawno, teraz nabrało takiego wyglądu, jak i cała reszta. Paskudnego, obdrapanego, zapomnianego od wielu, wielu lat.
Szczęście w nieszczęściu, że martwe ciało miało dość ograniczoną sprawność, tyle że… zapewne się nie męczyło, jak podejrzewała Clare. A ciało Alanny nie szczyciło się najlepszą kondycją, swą figurę zawdzięczało chyba tylko podwyższonemu metabolizmowi czy jakkolwiek to nazwać. Co, swoją drogą, nie było takie fajne chociażby w momencie, gdy głowa pękała, a zwyczajowa dawka środków najzwyczajniej w świecie nie była w stanie zadziałać.
Co nie pomagało w momencie, w którym nagle się okazywało, że droga przestała istnieć. Musiała znaleźć inną, tyle że… spodziewała się raczej pokoju, z którego przy odrobinie szczęścia dało się przejść gdzie indziej. Albo, w najgorszym razie, mogła spróbować wypełznąć przez okno, co wydawało się być o wiele lepszą opcją niż wpadnięcie w ręce martwej siebie.
Nie tego. I nie swojego męża. A już na pewno nie kolejnej zmiany, która przyprawiła o narastającą gulę w gardle. Jeśli szaleństwo miało zapach, to była całkiem pewna, że byłaby to woń, którą właśnie odczuwała. Dodając do tego kolejne szczegóły, jak krew, obcęgi, młotek i inne, którym się przyglądała szeroko otwartymi oczyma, usiłując zrozumieć. Dodać dwa do dwóch.
Więc dlatego…?
Przebłysk zrozumienia, a także i żalu. Za życia nie lubiła Croucha, choć prawdopodobnie po prostu skrupiło się na nim wszystko, co czuła w związku z utratą marzeń, z przekreśleniem wszystkich planów. Teraz… teraz chyba mu współczuła?
Ale nad tym nie miała szansy się zastanowić; znowu pojawiła się istota, przed którą musiała uciekać. Nawet nie zdążyła rzucić się w tył, by zwiększyć dystans, a potem spróbować znaleźć wyjście z tego przeklętego miejsca. Dotyk, szept.
Stacja.
Wszystko minęło, jak za pstryknięciem palcami.
Oszołomiona wpatrywała się przez dobrą chwilę w stronę, w którą odjeżdżał pociąg, próbując dojść do tego, co właśnie się wydarzyło.
Cóż, może nigdy nie pozna odpowiedzi na to pytanie.
Lekko drżące palce zacisnęły się na różdżce.
Szczęście w nieszczęściu, że martwe ciało miało dość ograniczoną sprawność, tyle że… zapewne się nie męczyło, jak podejrzewała Clare. A ciało Alanny nie szczyciło się najlepszą kondycją, swą figurę zawdzięczało chyba tylko podwyższonemu metabolizmowi czy jakkolwiek to nazwać. Co, swoją drogą, nie było takie fajne chociażby w momencie, gdy głowa pękała, a zwyczajowa dawka środków najzwyczajniej w świecie nie była w stanie zadziałać.
Co nie pomagało w momencie, w którym nagle się okazywało, że droga przestała istnieć. Musiała znaleźć inną, tyle że… spodziewała się raczej pokoju, z którego przy odrobinie szczęścia dało się przejść gdzie indziej. Albo, w najgorszym razie, mogła spróbować wypełznąć przez okno, co wydawało się być o wiele lepszą opcją niż wpadnięcie w ręce martwej siebie.
Nie tego. I nie swojego męża. A już na pewno nie kolejnej zmiany, która przyprawiła o narastającą gulę w gardle. Jeśli szaleństwo miało zapach, to była całkiem pewna, że byłaby to woń, którą właśnie odczuwała. Dodając do tego kolejne szczegóły, jak krew, obcęgi, młotek i inne, którym się przyglądała szeroko otwartymi oczyma, usiłując zrozumieć. Dodać dwa do dwóch.
Więc dlatego…?
Przebłysk zrozumienia, a także i żalu. Za życia nie lubiła Croucha, choć prawdopodobnie po prostu skrupiło się na nim wszystko, co czuła w związku z utratą marzeń, z przekreśleniem wszystkich planów. Teraz… teraz chyba mu współczuła?
Ale nad tym nie miała szansy się zastanowić; znowu pojawiła się istota, przed którą musiała uciekać. Nawet nie zdążyła rzucić się w tył, by zwiększyć dystans, a potem spróbować znaleźć wyjście z tego przeklętego miejsca. Dotyk, szept.
Stacja.
Wszystko minęło, jak za pstryknięciem palcami.
Oszołomiona wpatrywała się przez dobrą chwilę w stronę, w którą odjeżdżał pociąg, próbując dojść do tego, co właśnie się wydarzyło.
Cóż, może nigdy nie pozna odpowiedzi na to pytanie.
Lekko drżące palce zacisnęły się na różdżce.
Koniec sesji