Vlad nie był zadowolony z tego pomysłu. Nie powiedział "nie", ale widać to było na jego twarzy - w jego zaciśniętych szczękach, ściągniętych brwiach i sposobie, w jaki o tej sytuacji mówił, jakby wcale go to nie obchodziło. A obchodziło, bo chociaż lubił Samuela i McGonagall zawsze był mile widziany w ich domu, tak teraz chodziło do wpuszczenie na hodowli małej dziewczynki.
I kota.
Czy na hodowli pojawił się kiedykolwiek jakiś kot?
-Tylko jej pilnujcie. Nie chcę, żeby coś stało się jej albo hipogryfom - powiedział, wzdychając ciężko, bo przecież dziewczynce obiecano pokazanie hipogryfów, a dzieci nie zapominały o takich obietnicach.
Vlad wyszedł akurat wtedy, gdy Samuel z Mabel i Karlem pojawili się przed ich domem. Znów miał jakieś swoje sprawy do załatwienia, przez co nie mógł im towarzyszyć. Mijając znajomego animaga i jego towarzyszkę postarał się nie nadepnąć na Karla, uśmiechnął się do Mabel, a Sama poklepał po ramieniu.
-Suzie się za tobą stęskniła - powiedział i zostawił ich ze swoim bratankiem.
Za domem Mabel mogła dostrzec już jednego hipogryfa, o brązowym umaszczeniu, który wyszedł na widok chyba tylko po to, by położyć się na trawie. Nie patrzył w ich stronę.
-Hej wam - przywitał się Nikolai, wychodząc do nich. Trafił akurat w momencie, gdy Karl kończył swój wywód, więc usłyszał tylko pytanie o egzekucję, więc do Sama i Mabel się uśmiechał, ale na Karla spojrzał już z dziwną miną. -Dlaczego mówicie o egzekucji? - pytanie skierował do Samuela. -Nie martw się, Mabel, nic ci się nie stanie. Będziemy tego pilnować. Jesteście głodni?
W domu były przygotowane dla nich przekąski. Było nawet przygotowane mleko dla Karla.