02.04.2025, 20:58 ✶
A gdy ich oczy się spotkały - z przypadku czy w potrzebie, pojęła. Pojęła, że mógł być to ostatni raz, gdy spogląda w przejrzysty błękit jego ślepi, bo każdy kolejny może się nie wydarzyć. Gdy czas się zatrzymał, a oni stali na przecięciu ulicy śmiertelnego Nokturnu i Horyzontalnej - jak tamtego dnia. Gdy ich drogi skrzyżowały się po raz pierwszy, wiążąc ich los czerwoną nicią. Jak mniej niż niewiele znaczył tamtego dnia, jak więcej niż wszystko zaczynał znaczyć teraz - gdy małymi krokami stawał się jej codziennością. Gestami, które budowały na nowo jej świat. Powoli i nieśmiało stając się jej piekłem i niebem, chociaż jeszcze teraz nie przyznałaby tego nikomu, ani tym bardziej przed samą sobą.
Popiół, niczym grudniowy śnieg wirował z wiatrem, pozostawiając czarne smugi. Ślady. Wszechogarniający dym, który utrudniał każdy oddech. Powietrze stało się ciężkie i wrzące, a Ona czuła, że się dusi. Obserwując jak Baldwin szczelnie okrywa Fridę. Coś było nie tak, bardziej niż powinno - jak absurdalnie mogło to zabrzmieć. Czuła, że każdy oddech jest cięższy do pochwycenia od poprzedniego - jakoby płuca stawiały sprzeciw. Poczuła dłoń, która pociągnęła ją dalej. Kątem oka zarejestrowała jedynie, że był to Malfoy, nakazując im iść. Nie zatrzymywać się. Nie pozwalając się zgubić, rozdzielić przez tłum.
I gdy ciąg myśli się urwał, krzyki zaczęły się rozmywać w jeden, odległy dźwięk.
Nie powinni się zatrzymywać. Spoglądała na niego, dając się oddać jednej z wiodących myśli. Spoglądała na niego, gdy ścisnął mocniej dłoń na jej talii. Spoglądała na niego gdy zacisnął ślepia, gubiąc się we własnych myślach. A może to ona się zgubiła patrząc nań ze świadomością swojej bezradności?
Czy oni żyją? - potrząsnęła głową, jak gdyby chciała odgonić natarczywą myśl. Przeniosła wzrok w kierunku jednego z budynków, zatrzymując wzrok obiekcie, który co chwilę traciła z oczu przez cudzą panikę i miriady ludzi.
Leżał spokojnie, gdyż ostatnie tchnienie wydał już wcześniej. Martwy, pozbawiony życia, zobojętniały na swój dalszy los. Leżał i płonął i twarzy już nie miał. Już stracił życie, tożsamość i człowieczeństwo, stając się jedynie przedmiotem, przeszkodą na drodze, zapalnikiem większego strachu - a jednak nikt nie kłopotał się, aby go ugasić, będąc zajętymi własną tragedią. I oni również byli.
Gdy dotarli do mieszkania nie chciała patrzeć, a jednak spoglądała. A w tym spojrzeniu krył się smutek przesiąknięty nostalgią. Stare i złamane przedmioty, które dla niej wciąż posiadały duszę. Posiadały garść wspomnień, które cichutko ulatywały przez wybite okna. Fragmenty rozbitego szkła, niczym kryształowe łzy, opłakiwały ich los, szeptały nieme obietnice zemsty. Przegryzła wargę, gdy zrozumiała. Pojęła, że ich wspólny sen właśnie prawdopodobnie dobiegł końca. A Im przyszło stanąć na zgliszczach wspólnego świata, który wybudowali w tym miejscu. Słodko gorzkiej codzienności.
Zerknęła na niego po raz kolejny, widząc i czując, że jest nie tak. Miała wrażenie jakoby był przebodźcowany.
Pochwyciła jego dłoń, którą ścisnęła mocno, ciągnąc go w stronę łazienki, w której się skryli, a za którymi zamknęła drzwi, puszczając Baldwina. Ostrożnie odłożyła Fridę
-Kochanie, usiądź i nie wstawaj, dobrze? - szepnęła patrząc na dziewczynkę, zerknęła w tył, odkręcając w pośpiechu wodę. Chcąc chociażby w jakimś małym stopniu pozbyć się dymu. Zaraz zanurzyła dłonie, czując lodowatą wodę..
-Usiądź... - podążyła wzrokiem za chłopakiem, nie będąc pewna czy ją słucha - Baldwin... - podeszła do niego - Usiądź - to nie była prośba, acz nie był też rozkaz. Mówiła bardziej niż neutralnie, ściągając go, wraz z sobą, na kafelki. Uniosła się, aby zetknąć ich czoła razem, pozwalając im przez moment oddychać jednym powietrzem.
-Spójrz na mnie - szepnęła, przykładając lodowate, wilgotne dłonie do jego skroni. Chcąc by te zadziałały niczym zimny okład - Skup się na dźwięku wody, na moim głosie... Jest dobrze... Jestem obok, nawet jeśli nie możesz zabrać mnie w bezmiar swoich snów... Jestem. I będę. Nawet jeśli pod koniec dnia nie ma to znaczenia. Oddychaj... słyszysz szum wody? Tak pięknie szumi... Skup się na nim... - szeptała, wpatrując się w niego. Co prawda nie była w stanie stwierdzić co czuje chłopak, ale starała się skupić go na jednym punkcie. Na pozornie błahych rzeczach, mając nadzieje, że ten zacznie hamować. Że nawał myśli pozostanie gdzieś w tyle. Nie miała doświadczenia, bazowała jedynie na własnych doświadczeniach z substancjami. Gdy wydawało jej się, że jej wnętrzności wywracają się do góry dnem, wspinając się w stronę gardła, uciskając klatkę piersiową w której wszystkie się nie mieściły. Nie dała jednak wiary szaleństwu, zmuszając się przenieść uwagę na prosty tekst, odcinając się od symptomów. Wiedząc, że to tylko niegroźne omamy. I chociaż on nie miał omamów i się nie naćpał, wierzyła, że zasada jest ta sama. A przynajmniej miała taką nadzieje.
-Zmuś się, a będzie lepiej. Obiecuje - przymknęła oczy - skup się na dźwięku... nic więcej nie istnieje - delikatnie odchyliła głowę, po czym musnęła wargami jego czoło, powoli wstając. Sięgnęła po mały ręczniczek, któremu pozwoliła namoknąć, a który chwilę później przyłożyła do czoła chłopaka.
Nie wiedziała z jakimi demonami przychodziło mu walczyć, nie wiedziała wielu rzeczy - ale nie kłamała. Była. I nie zamierzała zostawiać go samego, nawet jeśli jedyne co mogła to być obok. Nawet jeśli dla niego nie miało to znaczenia. Była, bo być powinna. Bo nie był to czas pożegnania, nawet jeśli ich świat zamienił się w popiół.
Popiół, niczym grudniowy śnieg wirował z wiatrem, pozostawiając czarne smugi. Ślady. Wszechogarniający dym, który utrudniał każdy oddech. Powietrze stało się ciężkie i wrzące, a Ona czuła, że się dusi. Obserwując jak Baldwin szczelnie okrywa Fridę. Coś było nie tak, bardziej niż powinno - jak absurdalnie mogło to zabrzmieć. Czuła, że każdy oddech jest cięższy do pochwycenia od poprzedniego - jakoby płuca stawiały sprzeciw. Poczuła dłoń, która pociągnęła ją dalej. Kątem oka zarejestrowała jedynie, że był to Malfoy, nakazując im iść. Nie zatrzymywać się. Nie pozwalając się zgubić, rozdzielić przez tłum.
I gdy ciąg myśli się urwał, krzyki zaczęły się rozmywać w jeden, odległy dźwięk.
Nie powinni się zatrzymywać. Spoglądała na niego, dając się oddać jednej z wiodących myśli. Spoglądała na niego, gdy ścisnął mocniej dłoń na jej talii. Spoglądała na niego gdy zacisnął ślepia, gubiąc się we własnych myślach. A może to ona się zgubiła patrząc nań ze świadomością swojej bezradności?
Czy oni żyją? - potrząsnęła głową, jak gdyby chciała odgonić natarczywą myśl. Przeniosła wzrok w kierunku jednego z budynków, zatrzymując wzrok obiekcie, który co chwilę traciła z oczu przez cudzą panikę i miriady ludzi.
Leżał spokojnie, gdyż ostatnie tchnienie wydał już wcześniej. Martwy, pozbawiony życia, zobojętniały na swój dalszy los. Leżał i płonął i twarzy już nie miał. Już stracił życie, tożsamość i człowieczeństwo, stając się jedynie przedmiotem, przeszkodą na drodze, zapalnikiem większego strachu - a jednak nikt nie kłopotał się, aby go ugasić, będąc zajętymi własną tragedią. I oni również byli.
Gdy dotarli do mieszkania nie chciała patrzeć, a jednak spoglądała. A w tym spojrzeniu krył się smutek przesiąknięty nostalgią. Stare i złamane przedmioty, które dla niej wciąż posiadały duszę. Posiadały garść wspomnień, które cichutko ulatywały przez wybite okna. Fragmenty rozbitego szkła, niczym kryształowe łzy, opłakiwały ich los, szeptały nieme obietnice zemsty. Przegryzła wargę, gdy zrozumiała. Pojęła, że ich wspólny sen właśnie prawdopodobnie dobiegł końca. A Im przyszło stanąć na zgliszczach wspólnego świata, który wybudowali w tym miejscu. Słodko gorzkiej codzienności.
Zerknęła na niego po raz kolejny, widząc i czując, że jest nie tak. Miała wrażenie jakoby był przebodźcowany.
Pochwyciła jego dłoń, którą ścisnęła mocno, ciągnąc go w stronę łazienki, w której się skryli, a za którymi zamknęła drzwi, puszczając Baldwina. Ostrożnie odłożyła Fridę
-Kochanie, usiądź i nie wstawaj, dobrze? - szepnęła patrząc na dziewczynkę, zerknęła w tył, odkręcając w pośpiechu wodę. Chcąc chociażby w jakimś małym stopniu pozbyć się dymu. Zaraz zanurzyła dłonie, czując lodowatą wodę..
-Usiądź... - podążyła wzrokiem za chłopakiem, nie będąc pewna czy ją słucha - Baldwin... - podeszła do niego - Usiądź - to nie była prośba, acz nie był też rozkaz. Mówiła bardziej niż neutralnie, ściągając go, wraz z sobą, na kafelki. Uniosła się, aby zetknąć ich czoła razem, pozwalając im przez moment oddychać jednym powietrzem.
-Spójrz na mnie - szepnęła, przykładając lodowate, wilgotne dłonie do jego skroni. Chcąc by te zadziałały niczym zimny okład - Skup się na dźwięku wody, na moim głosie... Jest dobrze... Jestem obok, nawet jeśli nie możesz zabrać mnie w bezmiar swoich snów... Jestem. I będę. Nawet jeśli pod koniec dnia nie ma to znaczenia. Oddychaj... słyszysz szum wody? Tak pięknie szumi... Skup się na nim... - szeptała, wpatrując się w niego. Co prawda nie była w stanie stwierdzić co czuje chłopak, ale starała się skupić go na jednym punkcie. Na pozornie błahych rzeczach, mając nadzieje, że ten zacznie hamować. Że nawał myśli pozostanie gdzieś w tyle. Nie miała doświadczenia, bazowała jedynie na własnych doświadczeniach z substancjami. Gdy wydawało jej się, że jej wnętrzności wywracają się do góry dnem, wspinając się w stronę gardła, uciskając klatkę piersiową w której wszystkie się nie mieściły. Nie dała jednak wiary szaleństwu, zmuszając się przenieść uwagę na prosty tekst, odcinając się od symptomów. Wiedząc, że to tylko niegroźne omamy. I chociaż on nie miał omamów i się nie naćpał, wierzyła, że zasada jest ta sama. A przynajmniej miała taką nadzieje.
-Zmuś się, a będzie lepiej. Obiecuje - przymknęła oczy - skup się na dźwięku... nic więcej nie istnieje - delikatnie odchyliła głowę, po czym musnęła wargami jego czoło, powoli wstając. Sięgnęła po mały ręczniczek, któremu pozwoliła namoknąć, a który chwilę później przyłożyła do czoła chłopaka.
Nie wiedziała z jakimi demonami przychodziło mu walczyć, nie wiedziała wielu rzeczy - ale nie kłamała. Była. I nie zamierzała zostawiać go samego, nawet jeśli jedyne co mogła to być obok. Nawet jeśli dla niego nie miało to znaczenia. Była, bo być powinna. Bo nie był to czas pożegnania, nawet jeśli ich świat zamienił się w popiół.