03.04.2025, 01:23 ✶
Bulstrode nigdy nie aspirował do roli nauczyciela i to jak teraz brzmiał, sprawiało że trochę chodziły mu po plecach ciarki. Brzmiało to nieco, jak wywody Gregorego, albo chociażby jego ojca - Percival momentami zapominał się całkowicie i skłonny był wspominać zmagania z Grindelwaldem jakby to była najlepsza impreza pod słońcem. Tak naprawdę to nie, brzmiał wtedy na cholernie zmęczonego, ale Atreus słysząc po raz setny tę samą opowieść podejrzewał, że ojciec w życiu nie czuł się tak żywy jak wtedy.
Historia lubiła się powtarzać, jak to wielu chętnie mówiło. I oto właśnie byli, on i Hestia, doświadczając wojny, a ta jak mogłoby się wydawać, nigdy się nie zmieniała. Wszędzie było to samo cierpienie i ta sama przemoc. Auror nawet chciał jej w tym momencie wytknąć, że bale okraszone trucizną wcale nie miały tak potężnego wydźwięku. Jakby nie patrzeć, nie świadczyły o sile. Nie o tej jej czystej, brutalnej postaci, która paliła i spopielała wszystko na swojej drodze. Trucizna była narzędziem podstępu, a nawet jeśli Śmierciożercy kryli się w cieniu, chroniąc swoje personalia, cóż... chcieli być tylko silni.
Pokręcił głową, poważniejszy niż zazwyczaj, bo jeśli chodziło o pracę i momenty kiedy zagrożenie było na wyciągnięcie ręki, faktycznie potrafił nie pierdolić trzy po trzy i próbować ograć całego świata na swoją korzyść. Było też coś jeszcze, co odwróciło jego uwagę - w gęstej chmarze gryzącego dymu, który co chwila przyprawiał ich o zduszony kaszel, krążył ktoś jeszcze.
Nie była to w sumie żadna rewelacja, ale Atreus mimowolnie uniósł nieco wyżej różdżkę, gotowy zareagować. Kiedy jednak skrócili dystans, sylwetka nabrała kształtów, a do ich uszu doszło kasłanie mężczyzny. Wyglądał jakby płakał, z załzawionymi od dymu oczami, a kiedy ich zauważył i spróbował coś do nich powiedzieć, zamiast tego znowu zacharczał szczekliwie, nie mogąc sobie poradzić z dusząca atmosferą. Bulstrode zerknął na Hestię przelotnie, chwytając mężczyznę pod rękę, żeby ustabilizować go przy kolejnym napadzie wstrząsającego kaszlu.
- Chodź, musimy go stąd wyprowadzić - facet wczepił się palcami w jego mundur, kiwając głową jakby na potwierdzenie tych słów, spragniony świeżego powietrza. Auror więc ujął go mocniej, wspomagając tym samym kiedy poprowadził go wzdłuż ulicy - w stronę z której właśnie przyszli z Bletchley.
af na wyprowadzenie faceta z dymu
Historia lubiła się powtarzać, jak to wielu chętnie mówiło. I oto właśnie byli, on i Hestia, doświadczając wojny, a ta jak mogłoby się wydawać, nigdy się nie zmieniała. Wszędzie było to samo cierpienie i ta sama przemoc. Auror nawet chciał jej w tym momencie wytknąć, że bale okraszone trucizną wcale nie miały tak potężnego wydźwięku. Jakby nie patrzeć, nie świadczyły o sile. Nie o tej jej czystej, brutalnej postaci, która paliła i spopielała wszystko na swojej drodze. Trucizna była narzędziem podstępu, a nawet jeśli Śmierciożercy kryli się w cieniu, chroniąc swoje personalia, cóż... chcieli być tylko silni.
Pokręcił głową, poważniejszy niż zazwyczaj, bo jeśli chodziło o pracę i momenty kiedy zagrożenie było na wyciągnięcie ręki, faktycznie potrafił nie pierdolić trzy po trzy i próbować ograć całego świata na swoją korzyść. Było też coś jeszcze, co odwróciło jego uwagę - w gęstej chmarze gryzącego dymu, który co chwila przyprawiał ich o zduszony kaszel, krążył ktoś jeszcze.
Nie była to w sumie żadna rewelacja, ale Atreus mimowolnie uniósł nieco wyżej różdżkę, gotowy zareagować. Kiedy jednak skrócili dystans, sylwetka nabrała kształtów, a do ich uszu doszło kasłanie mężczyzny. Wyglądał jakby płakał, z załzawionymi od dymu oczami, a kiedy ich zauważył i spróbował coś do nich powiedzieć, zamiast tego znowu zacharczał szczekliwie, nie mogąc sobie poradzić z dusząca atmosferą. Bulstrode zerknął na Hestię przelotnie, chwytając mężczyznę pod rękę, żeby ustabilizować go przy kolejnym napadzie wstrząsającego kaszlu.
- Chodź, musimy go stąd wyprowadzić - facet wczepił się palcami w jego mundur, kiwając głową jakby na potwierdzenie tych słów, spragniony świeżego powietrza. Auror więc ujął go mocniej, wspomagając tym samym kiedy poprowadził go wzdłuż ulicy - w stronę z której właśnie przyszli z Bletchley.
af na wyprowadzenie faceta z dymu
Rzut PO 1d100 - 86
Sukces!
Sukces!