03.04.2025, 08:37 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.04.2025, 08:38 przez Brenna Longbottom.)
– Tak trzymaj – zgodziła się Brenna, klepnęła Heather w ramię po raz kolejny i odwróciła się do gruzów. Gdy magia przesunęła je na bok, funkcjonariuszka ruszyła wzdłuż ulicy, co chwila zadzierając głowę, w poszukiwaniu dymu, który świadczyłby o tym, że gdzieś trzeba szybko się przemieścić. Póki co w pobliżu nic nie płonęło – a ona pozostawała nieświadoma tego, że dym i runy tu i ówdzie zostawiają inne miłe pamiątki niż płomienie… – Jaki rytuał? Nie miał maski? – spytała automatycznie, na sekundę zwracając spojrzenie na Heather, ale zaraz znów zaczęła wodzić wzrokiem to wokół, upewniając się, czy nikt nie potrzebuje pomocy – i czy zza jakiegoś zaułka nie wyskoczą śmierciożercy – to po niebie.
Bardzo chciałaby faktycznie wiedzieć, co robić, tak jak myślała Wood. W istocie nie miała pojęcia – nie była pewna, czy ktokolwiek wiedział. Na pewno nikt z Ministerstwa Magii. I nie ona. Ale kiedy świat spowijał dym, popiół i płomienie, nie było miejsca na zastanawianie się, na wątpliwości ani nawet na to, co Brenna naprawdę zrobić chciała: czyli upewnić się, że Heather będzie bezpieczna. Wahała się przez ułamek sekundy zaledwie, bo wcale nie chciała rozstawać się z Wood, wolałaby trzymać ją przy sobie… ale w tej chwili komunikacja była kluczowa, a one były najlepszą „linią połączenia”, jaką Zakon w tej chwili dysponował.
– Apteka Lupinów – przypomniała sobie i przystanęła na moment, próbując „nadać” komunikat do Cedrica. Ceddy? Jesteś tam? Potrzebujecie pomocy? Co z waszym domem? Używała fal na tyle od niedawna, że w tym całym piekle w pierwszej chwili prawie zapomniała, że Lupin dzięki swojej dawnej partnerce też opanował tę umiejętność.
Gdyby wierzyła w to, że bogowie ingerują w ich życie, modliłaby się teraz, żeby odpowiedział.
Żeby on, jego rodzice i rodzeństwo byli bezpieczni.
– Cholera, wolałabym, żebyśmy się nie rozdzielali, nikt nie powinien zostawać teraz sam… – Ale trzymanie ich we dwie było w tej chwili marnotrawstwem. – Sprawdźmy ulicę do skrętu na Horyzontalną, jeśli będzie tam w porządku, pobiegniesz do Tessy, ja pójdę dalej do kawiarni. Jeśli nikogo tam nie zastaniesz z naszych, wołaj mnie, teleportuję się do ciebie… ja albo ktoś z Nory, tam na pewno ktoś będzie. Nie zostawaj sama, proszę. Gdybyś dotarła do Tess, możesz spróbować przyzwać tam miotłę? Teraz się nie przyda, ale jak ten dym zacznie trochę opadać…
O ile zacznie, pomyślała, ale odgoniła tę myśl od siebie. Spojrzała na budynek, nietknięty przez ogień, i ruszyła dalej.
Wołam falami do Cedrica Lupina, czy żyje i czy apteka płonie.
Bardzo chciałaby faktycznie wiedzieć, co robić, tak jak myślała Wood. W istocie nie miała pojęcia – nie była pewna, czy ktokolwiek wiedział. Na pewno nikt z Ministerstwa Magii. I nie ona. Ale kiedy świat spowijał dym, popiół i płomienie, nie było miejsca na zastanawianie się, na wątpliwości ani nawet na to, co Brenna naprawdę zrobić chciała: czyli upewnić się, że Heather będzie bezpieczna. Wahała się przez ułamek sekundy zaledwie, bo wcale nie chciała rozstawać się z Wood, wolałaby trzymać ją przy sobie… ale w tej chwili komunikacja była kluczowa, a one były najlepszą „linią połączenia”, jaką Zakon w tej chwili dysponował.
– Apteka Lupinów – przypomniała sobie i przystanęła na moment, próbując „nadać” komunikat do Cedrica. Ceddy? Jesteś tam? Potrzebujecie pomocy? Co z waszym domem? Używała fal na tyle od niedawna, że w tym całym piekle w pierwszej chwili prawie zapomniała, że Lupin dzięki swojej dawnej partnerce też opanował tę umiejętność.
Gdyby wierzyła w to, że bogowie ingerują w ich życie, modliłaby się teraz, żeby odpowiedział.
Żeby on, jego rodzice i rodzeństwo byli bezpieczni.
– Cholera, wolałabym, żebyśmy się nie rozdzielali, nikt nie powinien zostawać teraz sam… – Ale trzymanie ich we dwie było w tej chwili marnotrawstwem. – Sprawdźmy ulicę do skrętu na Horyzontalną, jeśli będzie tam w porządku, pobiegniesz do Tessy, ja pójdę dalej do kawiarni. Jeśli nikogo tam nie zastaniesz z naszych, wołaj mnie, teleportuję się do ciebie… ja albo ktoś z Nory, tam na pewno ktoś będzie. Nie zostawaj sama, proszę. Gdybyś dotarła do Tess, możesz spróbować przyzwać tam miotłę? Teraz się nie przyda, ale jak ten dym zacznie trochę opadać…
O ile zacznie, pomyślała, ale odgoniła tę myśl od siebie. Spojrzała na budynek, nietknięty przez ogień, i ruszyła dalej.
Wołam falami do Cedrica Lupina, czy żyje i czy apteka płonie.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.