03.04.2025, 09:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.05.2025, 15:59 przez Brenna Longbottom.)
– Nie, po prostu nie znasz się na pojebanej, czarnej magii – sprostowała Brenna, i zacisnęła na moment wargi, choć przez chustę na twarzy nie było tego widać. Nie miał maski. Niedobrze. Jedno z dwojga: albo śmierciożercy wmieszali się pomiędzy cywilów, albo chętnie pomagały im przypadkowe osoby – a może coś na nich wpływało?
Sama momentami zaczynała mieć wrażenie, że gdy znajduje się bliżej płonących budynków, dym zdaje się na nią wrzeszczeć.
– Wasze mieszkanie jest przy Horyzontalnej? Myślisz, że może tam być? – spytała. Heather mogłaby od razu sprawdzić, co z Cameronem. Brenna bardzo chciałaby ją zapewnić, że na pewno wszystko w porządku, ale… w tej chwili nie mogli być tego pewni, a ona nie chciała kłamać.
I wolała nie przyznawać się, że nawoływuje w tej chwili do brata narzeczonego Heather, a on nie odpowiada. To nic nie znaczyło – Brenna używała fal od niedawna, mogło jej nie wyjść. Albo Cedric był teraz w szpitalu i pomagał rannym, a to nie sprzyjało skupieniu, więc nie mógł nadać komunikatu. Właściwie było bardzo prawdopodobne, że tak właśnie się stało: Lupin ciągle robił nadgodziny, a jeśli nawet ich nie robił, mógł teleportować się tam, by dołączyć do medyków.
Mimo to fakt, że jej słowa ulatywały w eter bez odpowiedzi napełniał ją niepokojem.
Cedric? Jesteś tam?
– Jeśli kogokolwiek znajdziesz z naszych, mów mu to samo. Musimy jakoś się… znaleźć i podobierać w grupy – mruknęła i umilkła na chwilę, gdy przechodziły przez miejsce, gdzie pełno było dymu, choć nikt nic już nie płonęło - najwyraźniej ktoś próbował podpalić jeden z budynków i kubły na śmieci w zaułku, co napełniło okolicę smrodem, ale nie wymagało w tej chwili ich natychmiastowej reakcji. Brenna przystanęła, dostrzegając jakąś biegnącą ulicą parę, ale zanim zdążyła ich zatrzymać, by spytać, czy nie potrzebują pomocy, ktoś wybiegł im na spotkanie: kobieta rzuciła się w ramiona tego człowieka i cała trójka znikła z trzaskiem teleportacji. Longbottom wydobyła więc po prostu z kieszeni notatnik, by byle jak zanotować w nim ten ocalony budynek i ten, który minęły chwilę wcześniej, nietknięty przez płomienie. Numerki w dwóch rządkach, niestarannie zanotowane, ot żeby nie zapomnieć, wszystko co zauważyła. – Kurwa, gdybym wiedziała, gdzie tutaj sprzedają lusterka… – dodała z pewną frustracją. Jasne, sklep pewnie raczej nie działał w takich okolicznościach, ale w tej chwili po prostu była skłonna dać bardzo, bardzo dużo pieniędzy za możliwość kontaktu. – Chodzi mi o to, żeby tam została, gdyby ktoś potrzebował jej potem. Chociaż latanie teraz to zły pomysł, i tak może warto, żebyś miała ją pod ręką. Gdyby trzeba było coś zgasić z góry może być łatwiej. Albo ewakuować kogoś z wyższych pięter.
Edycja zgodnie z uwagą MG.
Sama momentami zaczynała mieć wrażenie, że gdy znajduje się bliżej płonących budynków, dym zdaje się na nią wrzeszczeć.
– Wasze mieszkanie jest przy Horyzontalnej? Myślisz, że może tam być? – spytała. Heather mogłaby od razu sprawdzić, co z Cameronem. Brenna bardzo chciałaby ją zapewnić, że na pewno wszystko w porządku, ale… w tej chwili nie mogli być tego pewni, a ona nie chciała kłamać.
I wolała nie przyznawać się, że nawoływuje w tej chwili do brata narzeczonego Heather, a on nie odpowiada. To nic nie znaczyło – Brenna używała fal od niedawna, mogło jej nie wyjść. Albo Cedric był teraz w szpitalu i pomagał rannym, a to nie sprzyjało skupieniu, więc nie mógł nadać komunikatu. Właściwie było bardzo prawdopodobne, że tak właśnie się stało: Lupin ciągle robił nadgodziny, a jeśli nawet ich nie robił, mógł teleportować się tam, by dołączyć do medyków.
Mimo to fakt, że jej słowa ulatywały w eter bez odpowiedzi napełniał ją niepokojem.
Cedric? Jesteś tam?
– Jeśli kogokolwiek znajdziesz z naszych, mów mu to samo. Musimy jakoś się… znaleźć i podobierać w grupy – mruknęła i umilkła na chwilę, gdy przechodziły przez miejsce, gdzie pełno było dymu, choć nikt nic już nie płonęło - najwyraźniej ktoś próbował podpalić jeden z budynków i kubły na śmieci w zaułku, co napełniło okolicę smrodem, ale nie wymagało w tej chwili ich natychmiastowej reakcji. Brenna przystanęła, dostrzegając jakąś biegnącą ulicą parę, ale zanim zdążyła ich zatrzymać, by spytać, czy nie potrzebują pomocy, ktoś wybiegł im na spotkanie: kobieta rzuciła się w ramiona tego człowieka i cała trójka znikła z trzaskiem teleportacji. Longbottom wydobyła więc po prostu z kieszeni notatnik, by byle jak zanotować w nim ten ocalony budynek i ten, który minęły chwilę wcześniej, nietknięty przez płomienie. Numerki w dwóch rządkach, niestarannie zanotowane, ot żeby nie zapomnieć, wszystko co zauważyła. – Kurwa, gdybym wiedziała, gdzie tutaj sprzedają lusterka… – dodała z pewną frustracją. Jasne, sklep pewnie raczej nie działał w takich okolicznościach, ale w tej chwili po prostu była skłonna dać bardzo, bardzo dużo pieniędzy za możliwość kontaktu. – Chodzi mi o to, żeby tam została, gdyby ktoś potrzebował jej potem. Chociaż latanie teraz to zły pomysł, i tak może warto, żebyś miała ją pod ręką. Gdyby trzeba było coś zgasić z góry może być łatwiej. Albo ewakuować kogoś z wyższych pięter.
Edycja zgodnie z uwagą MG.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.