03.04.2025, 10:45 ✶
– Świetnie. Polecisz sprawdzić Aptekę, wasze mieszkanie i antykwariat. Kogoś powinnaś znaleźć, może uda ci się zgarnąć Cedrica. Ja sprawdzę sklep Potterów i klubokawiarnię. Wołaj, gdybyś została sama – oświadczyła Brenna, skręcając za róg i przystając na moment, bo znowu otoczył je dym. Uniosła różdżkę, tym razem próbując rzucić czar, który rozwiałby to wszystko, umożliwiając im łatwiejsze oddychanie i rozglądanie się – a i pomógłby pewnie innym ludziom w pobliżu.
Zawahała się na moment.
Zwykle nie przebiegało to w ten sposób, ale…
Londyn płonął. Potrzebowali medyków. Heather i tak chciała ściągnąć do nich Camerona. A poza tym skoro jego już - wkrótce żona, siostra i brat siedzieli w Zakonie, to i tak była kwestia czasu…
– To co, chcesz mu zorganizować przyspieszoną rekrutację? Chyba szukał prywatnego zatrudnienia, Zakon, znaczy się ja, świetnie płacimy, mógłby ci kupić ładny pierścionek – stwierdziła półżartem, półserio, bo naprawdę była gotowa płacić, by jakiś medyk był na etacie zakonu. Po stracie Dani mieli tutaj pewien problem. Ale też nie od końca tak, że faktycznie chciała, by Heather nagle wciągała chłopaka w biegu do nielegalnej organizacji. Sama pomoc medyczna byłaby jednak nieoceniona. – Jeżeli antykwariat stoi, tam też zorganizujemy miejsce zbiórki. Trzeba je zabezpieczyć. Możesz zabrać go tam albo na Pokątną. Nora nie wystarczy, żeby ukryć tam wszystkich, a my nie możemy koncentrować się tylko na Pokątnej. Będę… jeśli uda nam się zorganizować, spróbuję wpaść i do Woodyego.
Bo Nokturn nie był mniej ważny niż inne ulice. Teraz musiała najpierw znaleźć ludzi z Zakonu, a ich większość prawdopodobnie będzie ciągnąć do Nory Nory, poza tym w tej chwili jej priorytetem było namierzenie Thomasa Figga. Runmistrza i klątwołamacza. Ale miała cholerną nadzieję, że tam też da radę się pojawić.
Nie mogli skupić się tylko na jednym miejscu.
– Zostaw albo miej ją przy sobie. Jeśli okaże się, że coś płonie od strony dachu, tak będzie łatwiej to gasić.
Nie mówiła, żeby Heather latała w tym dymie – to byłby zły pomysł, Wood miała rację – ale były sytuacje, gdy miotła przyda się pod ręką.
kształtowanie, próba wytworzenia podmuchu, który rozproszy dym dookoła
Zawahała się na moment.
Zwykle nie przebiegało to w ten sposób, ale…
Londyn płonął. Potrzebowali medyków. Heather i tak chciała ściągnąć do nich Camerona. A poza tym skoro jego już - wkrótce żona, siostra i brat siedzieli w Zakonie, to i tak była kwestia czasu…
– To co, chcesz mu zorganizować przyspieszoną rekrutację? Chyba szukał prywatnego zatrudnienia, Zakon, znaczy się ja, świetnie płacimy, mógłby ci kupić ładny pierścionek – stwierdziła półżartem, półserio, bo naprawdę była gotowa płacić, by jakiś medyk był na etacie zakonu. Po stracie Dani mieli tutaj pewien problem. Ale też nie od końca tak, że faktycznie chciała, by Heather nagle wciągała chłopaka w biegu do nielegalnej organizacji. Sama pomoc medyczna byłaby jednak nieoceniona. – Jeżeli antykwariat stoi, tam też zorganizujemy miejsce zbiórki. Trzeba je zabezpieczyć. Możesz zabrać go tam albo na Pokątną. Nora nie wystarczy, żeby ukryć tam wszystkich, a my nie możemy koncentrować się tylko na Pokątnej. Będę… jeśli uda nam się zorganizować, spróbuję wpaść i do Woodyego.
Bo Nokturn nie był mniej ważny niż inne ulice. Teraz musiała najpierw znaleźć ludzi z Zakonu, a ich większość prawdopodobnie będzie ciągnąć do Nory Nory, poza tym w tej chwili jej priorytetem było namierzenie Thomasa Figga. Runmistrza i klątwołamacza. Ale miała cholerną nadzieję, że tam też da radę się pojawić.
Nie mogli skupić się tylko na jednym miejscu.
– Zostaw albo miej ją przy sobie. Jeśli okaże się, że coś płonie od strony dachu, tak będzie łatwiej to gasić.
Nie mówiła, żeby Heather latała w tym dymie – to byłby zły pomysł, Wood miała rację – ale były sytuacje, gdy miotła przyda się pod ręką.
kształtowanie, próba wytworzenia podmuchu, który rozproszy dym dookoła
Rzut W 1d100 - 80
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.