03.04.2025, 20:31 ✶
Samuel miał pewien problem. Ten problem nazywał się Ka i kończył na rl.
Nie lubił czuć się głupi przy innych ludziach, ale nauczył się i zrozumiał, że tak po prostu będzie. Ci ludzie znali System, Ci ludzie wiedzieli jak wypełnić Formularze i ogólnie nie straszny był im potwór Biurokracji.
Tymczasem Karl był kotem i w dodatku filozofem i jakoś Samuel miał z tym problem.
Szczególnie kiedy bawili się z Mabel, a Karl na wszystko miał komentarz odwołujący się do myśli ludzi, którzy dawno temu umarli. Jeszcze by rozumiał, gdyby Karl mówił o swoich przodkach, ale nie. Mówił o ludziach, których nigdy nie poznał i nie miał prawa poznać.
Sapnął z irytacją.
– Mabel nie trzeba znać jakiegoś prawa fundamentalnego i wyzysku chłopstwa, żeby bawić się w zamek. I nie nie będziemy płacić żadnej dziesięciny niby komu? Mam Ci zrobić koronę panie kocie? – mężczyzna coraz bardziej otwarcie wchodził w polemikę z kocisławem siedząc w pokoju dziewczynki. Wkoło porozrzucane były zabawki, a Sam przerobił krzesło transmutacją na uroczą warownię (niekoniecznie Longbottomów), w której miała rządzić księżniczka MaBelle, a nie jej straszliwy i złowrogi doradca Karloslav. – A poza tym zbliża się pora spania, mama mówiła, że łóżko przed dwudziestą, a jest już... – rzucił okiem na zegarek stojący przy łóżeczku dziewczynki – Szlagszlagszlagzagapiłemsięszlagszlagszlag dobra eee słuchaj noo eee zęby i bajka? I spanie? Nie na Knieję, przecież Ty nic nie jadłaś! Karl o właśnie i to było NAJWAŻNIEJSZE Twoje zadanie pilnować godziny nicponie idziemy szybko coś porwać z kuchni, może mama nas nie zobaczy jak będziecie dostatecznie cicho. – Patykowaty mężczyzna podniósł się, po czym nieoczekiwanie chwycił pod jedną pachę dziewczynkę pod drugą pachę kota. – Oto ja wielkie Smoczycho Samicho porywam Was na wyspy pączusiów i także ee... zapewne mm... zdrowego jakiegoś jedzenia! Ruszacie ze mną w moich wielkich łapskach krakrakra! – to mówiąc bardzo całkiem zwinnie łokciem otworzył klamkę i ruszył w stronę cukierni, żeby błagać swoją Boginię o przebaczenie, że Mabel jeszcze nie śpi, a on nie dopełnił swoich ojcowskich obowiązków. Znaczy miał zamiar je dopełnić w tym momencie, no trochę spóźniony, ale szczęśliwie było to ledwie kilka minut, a nie dajmy na to hehe kilka lat.
We trójkę poszli do kuchni, nieświadomi tego, że będzie to noc, której nigdy nie zapomną...
Nie lubił czuć się głupi przy innych ludziach, ale nauczył się i zrozumiał, że tak po prostu będzie. Ci ludzie znali System, Ci ludzie wiedzieli jak wypełnić Formularze i ogólnie nie straszny był im potwór Biurokracji.
Tymczasem Karl był kotem i w dodatku filozofem i jakoś Samuel miał z tym problem.
Szczególnie kiedy bawili się z Mabel, a Karl na wszystko miał komentarz odwołujący się do myśli ludzi, którzy dawno temu umarli. Jeszcze by rozumiał, gdyby Karl mówił o swoich przodkach, ale nie. Mówił o ludziach, których nigdy nie poznał i nie miał prawa poznać.
Sapnął z irytacją.
– Mabel nie trzeba znać jakiegoś prawa fundamentalnego i wyzysku chłopstwa, żeby bawić się w zamek. I nie nie będziemy płacić żadnej dziesięciny niby komu? Mam Ci zrobić koronę panie kocie? – mężczyzna coraz bardziej otwarcie wchodził w polemikę z kocisławem siedząc w pokoju dziewczynki. Wkoło porozrzucane były zabawki, a Sam przerobił krzesło transmutacją na uroczą warownię (niekoniecznie Longbottomów), w której miała rządzić księżniczka MaBelle, a nie jej straszliwy i złowrogi doradca Karloslav. – A poza tym zbliża się pora spania, mama mówiła, że łóżko przed dwudziestą, a jest już... – rzucił okiem na zegarek stojący przy łóżeczku dziewczynki – Szlagszlagszlagzagapiłemsięszlagszlagszlag dobra eee słuchaj noo eee zęby i bajka? I spanie? Nie na Knieję, przecież Ty nic nie jadłaś! Karl o właśnie i to było NAJWAŻNIEJSZE Twoje zadanie pilnować godziny nicponie idziemy szybko coś porwać z kuchni, może mama nas nie zobaczy jak będziecie dostatecznie cicho. – Patykowaty mężczyzna podniósł się, po czym nieoczekiwanie chwycił pod jedną pachę dziewczynkę pod drugą pachę kota. – Oto ja wielkie Smoczycho Samicho porywam Was na wyspy pączusiów i także ee... zapewne mm... zdrowego jakiegoś jedzenia! Ruszacie ze mną w moich wielkich łapskach krakrakra! – to mówiąc bardzo całkiem zwinnie łokciem otworzył klamkę i ruszył w stronę cukierni, żeby błagać swoją Boginię o przebaczenie, że Mabel jeszcze nie śpi, a on nie dopełnił swoich ojcowskich obowiązków. Znaczy miał zamiar je dopełnić w tym momencie, no trochę spóźniony, ale szczęśliwie było to ledwie kilka minut, a nie dajmy na to hehe kilka lat.
We trójkę poszli do kuchni, nieświadomi tego, że będzie to noc, której nigdy nie zapomną...