04.04.2025, 10:46 ✶
Spojrzał uważnie na Brennę, jakby właśnie przetrawiał jej słowa, a nie żuł ugryzionego tosta, a że w jego głowie poruszając się trybiki było jasno widoczne poprzez zmarszczone brwi między którymi uformowała się pionowa zmarszczka.
- Wraca do pracy w BUMie? Nic nie wspominała, żeby miała wracać do służby - powiedział bardziej siebie niż do kobiety siedzącej po przeciwległej stronie stołu. Czy był zdziwiony? Może trochę, bardziej faktem, że jeżeli Millie faktycznie chciała wracać do tej pracy to było coś co bardzo dobrze ukryła, odniósł inne wrażenie co do tego, co planuje ona w przyszłości - ale mógł się mylić.
Ale zmiana tematu na jego przemyślenia sprawiła, że na moment się spiął, jakby zastanawiał się co jej odpowiedzieć. Całą prawdę, część prawdy, a może po prostu skłamać i nie martwić jej bardziej? Z jednej strony nie chciał jej dodatkowo martwić, powiedzieć, ze wszystko jest w porządku, otoczyć się znanym sobie murem, zdystansować się, tak było łatwiej, prościej.
- Tak - odpowiedział po chwili wahania i z ociąganiem, ale wtedy jego ust zdradziły go, zanim rozum zdążył nad nimi zapanować. - Nie, w sumie nie wiem... - zamilkł z nieco głupim wyrazem twarzy. Zupełnie nie spodziewał się, że tak rozsupła mu się język w jednej chwili, kiedy podjął decyzję, żeby nie martwić dodatkowo Brenny. Już otwierał usta, żeby jej się "wyspowiadać", opowiedzieć co go dręczyło, co sprawiało, że miotał się niczym królik w potrzasku złapany. Ale kolejne słowa wypowiedziane przez kobietę sprawiły, że krew odpłynęła mu z twarzy, a oczy rozszerzyły się jak nigdy podczas ich rozmowy. Cokolwiek było to co działo się podczas jego "dnia" sprawiało, że maska pogodnego mężczyzny została mocno zachwiana, aż złapał się stołu aż mu pobielały knykcie, jakby nie był w stanie prosto siedzieć. Co miał jej teraz powiedzieć? Sam nie doszedł do ładu z tym co się działo w jaskini, a co dopiero opowiadać o tym znowu. Już wystarczyło, że kiedy był sam to przezywał to raz po raz na nowo, nie był w stanie się pozbyć tego sprzed swoich oczu. Przełknął ślinę, nie było odwrotu.
- Polowałem na demona z Geraldine i resztą - powiedział zamykając oczy ze strachu co mógł w niej zobaczyć, obawiając się reakcji przyjaciółki na to co zamierzał powiedzieć dalej. Nie chciał zagłębiać się we wszystko, skupić się na tym co było problemem samym w sobie. - Wiesz, tam podczas walki z nim sięgnąłem po czarną magię, chciałem żeby to coś czuło ból, żeby wiedziało, że nie jest bezpieczne, że możemy go zranić, chciałem patrzeć jak cierpi...
- Wraca do pracy w BUMie? Nic nie wspominała, żeby miała wracać do służby - powiedział bardziej siebie niż do kobiety siedzącej po przeciwległej stronie stołu. Czy był zdziwiony? Może trochę, bardziej faktem, że jeżeli Millie faktycznie chciała wracać do tej pracy to było coś co bardzo dobrze ukryła, odniósł inne wrażenie co do tego, co planuje ona w przyszłości - ale mógł się mylić.
Ale zmiana tematu na jego przemyślenia sprawiła, że na moment się spiął, jakby zastanawiał się co jej odpowiedzieć. Całą prawdę, część prawdy, a może po prostu skłamać i nie martwić jej bardziej? Z jednej strony nie chciał jej dodatkowo martwić, powiedzieć, ze wszystko jest w porządku, otoczyć się znanym sobie murem, zdystansować się, tak było łatwiej, prościej.
- Tak - odpowiedział po chwili wahania i z ociąganiem, ale wtedy jego ust zdradziły go, zanim rozum zdążył nad nimi zapanować. - Nie, w sumie nie wiem... - zamilkł z nieco głupim wyrazem twarzy. Zupełnie nie spodziewał się, że tak rozsupła mu się język w jednej chwili, kiedy podjął decyzję, żeby nie martwić dodatkowo Brenny. Już otwierał usta, żeby jej się "wyspowiadać", opowiedzieć co go dręczyło, co sprawiało, że miotał się niczym królik w potrzasku złapany. Ale kolejne słowa wypowiedziane przez kobietę sprawiły, że krew odpłynęła mu z twarzy, a oczy rozszerzyły się jak nigdy podczas ich rozmowy. Cokolwiek było to co działo się podczas jego "dnia" sprawiało, że maska pogodnego mężczyzny została mocno zachwiana, aż złapał się stołu aż mu pobielały knykcie, jakby nie był w stanie prosto siedzieć. Co miał jej teraz powiedzieć? Sam nie doszedł do ładu z tym co się działo w jaskini, a co dopiero opowiadać o tym znowu. Już wystarczyło, że kiedy był sam to przezywał to raz po raz na nowo, nie był w stanie się pozbyć tego sprzed swoich oczu. Przełknął ślinę, nie było odwrotu.
- Polowałem na demona z Geraldine i resztą - powiedział zamykając oczy ze strachu co mógł w niej zobaczyć, obawiając się reakcji przyjaciółki na to co zamierzał powiedzieć dalej. Nie chciał zagłębiać się we wszystko, skupić się na tym co było problemem samym w sobie. - Wiesz, tam podczas walki z nim sięgnąłem po czarną magię, chciałem żeby to coś czuło ból, żeby wiedziało, że nie jest bezpieczne, że możemy go zranić, chciałem patrzeć jak cierpi...