Yaxleyówna raczej nigdy nie zakładała, że będzie miała ochotę związać się z kimś najdłużej. Jasne - miała świadomość, że na pewnym etapie życia rodzice mogą chcieć od niej tego, aby znalazła sobie kogoś na stałe, może niekoniecznie aranżowaliby jej małżeństwo, ale na pewno nie mieliby tego gdzieś. Pochodziła z rodziny, która należała do tych dość istotnych w pewnych kręgach. Szkoda by było, aby możliwości się marnowały. Nie było jednak jej marzeniem zakładanie rodziny, czy szukanie szczęścia, u czyjegoś boku. Wydawało jej się, że wolność jej je zapewni. Zresztą to był zawsze jej priorytet. Nie sądziła, że odnajdzie się w świecie, w którym ktoś będzie ją ograniczał, gdzie będzie czyjąś partnerką, narzeczoną, czy żoną, nie widziała się w tej roli. Jak widać jednak wszystko mogło się zmienić, gdy w końcu trafiła na odpowiednią osobę, kiedy sama poczuła, że może stać ją na coś więcej. Chciała spróbować swoich sił. Okazało się, że to wcale nie było takie straszne, wręcz przeciwnie, całkiem nieźle wychodziło jej bycie z kimś. Co zabawne, Ambroise tak naprawdę był jej pierwszym, stałym partnerem, bo wcześniej raczej sięgała tylko i wyłącznie po chwilowe doznania, bo tak było lepiej, bo nie czuła tego przyspieszonego bicia serca, czy legendarnych motyli w brzuchu. W jego przypadku to się zmieniło, otworzyły jej się oczy. Okazało się, że nawet ona może chcieć czegoś więcej, może pragnąć życia u czyjegoś boku. Co wcale nie było dla niej takie oczywiste.
To, co ich połączyło było wyjątkowe - nie mogła tego nie zauważyć, ta więź była silniejsza niż wszystkie inne, jakie tworzyła przez całe swoje życie. Wiedziała, że spotkało ją coś niesamowitego. Los splótł ich drogi, znalazł właściwie osoby, które dawały im szczęście, to było niepodważalne. Zawsze tak miało być, bo przecież zostali sobie przeznaczeni, co zresztą ostatnio potwierdziła również Florence. Wydawała się być bardzo pewna swojego zdania. Nie, żeby Geraldine potrzebowała potwierdzenia, bo sama czuła, że łączy ich coś niesamowitego, jednak musieli pozbyć się tej hipotezy, która towarzyszyła im od lat, dotyczącej ewentualnej klątwy przez którą czuli do siebie tak silne uczucie. Teraz nie powinni mieć najmniejszych wątpliwości co do tego, że przekleństwo nie miało z tym nic wspólnego.
Świat bez Roisa był pusty. Tak, kiedy ich drogi się rozeszły czuła, że straciła sens istnienia, w zasadzie to nie spodziewała się nawet tego, że kiedyś tak bardzo uzależni swoje szczęście od drugiej osoby, ale jakoś tak wyszło. Byli razem przez wiele lat, jej cały świat właściwie kręcił się wokół jego osoby, był jej rodziną, przyjacielem, partnerem. Nic dziwnego więc, że kiedy go zabrakło poczuła pustkę, która nie chciała dać się wypełnić, jakby ktoś wyrwał jej kawałek serca. Próbowała szukać ukojenia, zatracać się, poczuć cokolwiek, tyle, że nic nie miało sensu. Nie umiała zastąpić jego obecności niczym innym. Pogodziła się z tym, że już zawsze będzie nieco popsuta. Wiedziała bowiem, że wyłącznie on może jej dać to, czego naprawdę potrzebowała, zwłaszcza, kiedy już faktycznie wiedziała, co to znaczy być z nim.
Byli dla siebie stworzeni, rozumieli się jak nikt inny, może czasem się ścierali, ale to nigdy nie trwało szczególnie długo, nauczyli się szukać kompromisów, układać jakoś to swoje dosyć pogmatwane życie, wątpiła w to, że ktokolwiek byłby w stanie temu podołać, jej podołać, bo przecież nie była łatwym człowiekiem.
Cóż, jakoś tak się stało, że musieli się stracić, dostrzec, co zostało im odebrane, żeby móc dojść do tego, że szczęście mogli osiągnąć tylko razem. Udawało im się przez dość długi czas trzymać od siebie na dystans, no - nie wliczając tej jednej nocy, kiedy nie wymienili ze sobą żadnych słów, a pozwolili się ponieść chwili, pozwolili przejąć pożądaniu władzę nad ich ciałami, kiedy zatracili się w sobie w ten sposób, w który nigdy tego nie robili. Jakby nic dla siebie nie znaczyli, jakby byli dla siebie nikim. Nigdy do tego nie wrócili, nie wyciągali tej sytuacji, wiedziała, że Roise również wolał o tym zapomnieć, bo to nie byli oni, nie zachowywali się w stosunku do siebie w ten sposób. To nie było ich.
Zdarzały im się przez te lata spędzone razem chwilowe uniesienia, spowodowane nastrojem panującym w powietrzu, czy po prostu idealnym momentem, który się nadarzał, tyle, że zawsze wtedy wracali razem do tego co mieli. W ich przypadku takie sytuacje raczej były nieuniknione, bo nie potrafili trzymać rąk przy sobie, nie umieli walczyć do końca z tym wszechogarniającym ich uczuciem, tak już mieli. To nigdy nie wygasło, wręcz przeciwnie, miała wrażenie, że te uczucia stawały się coraz silniejsze wraz z upływającym czasem.
- Na to liczyłeś? Mam chyba nieco inne wrażenie. - Nie wydawało jej się, aby wtedy w przeszłości spodziewał się tego, jak skończy. Nie, zdecydowanie nie. Ich pierwsze interakcje, te o których dowiedzieli się dosyć późno, bo już po tym, kiedy zaczęli być oficjalną parą należały do tych mniej przyjemnych. Zapamiętała go jako zadzierającego nos dupka, zresztą spodziewała się tego, że on miał o niej podobne zdanie. Los jednak potrafił być przekorny, potrafił udowadniać, że należy się spodziewać niespodziewanego, czy coś, bo przecież po kilku latach zaczęli tworzyć naprawdę nie najgorszy związek. - Oczywiście, że chodzi o towar, o co innego mogłoby mi chodzić? - Czyż nie? Szczególnie w tej chwili, wydawało jej się nawet, że już nie musiała niczego negocjować, bo właśnie dobijali targu.
- To na pewno byłoby ekscytujące, tak właściwie, czy teraz też nie podejmujemy impulsywnych decyzji? - W końcu zawsze robili to, na co mieli ochotę. Jasne, zupełnie inaczej wyglądałoby to wtedy, gdyby zniknęli stąd, znaleźli się gdzieś daleko i mogli w pełni odciąć się od codzienności. Nie wątpiła w to, że to mogło być naprawdę wspaniałym doświadczeniem, tyle, że w tej chwili zbyt wiele trzymało ją na miejscu. Kiedyś pewnie nawet nie założyłaby, że jej życie stanie się takie skomplikowane. Miała swoje obowiązki, sprawy, którymi musiała się interesować. Może kiedyś, może kiedyś uda jej się to choć nieco uporządkować, wtedy będą mogli pomyśleć o takiej wspólnej ucieczce chociaż na kilka tygodni? To nie było wcale takim głupim rozwiązaniem, tyle, że też nie byłaby to do końca ucieczka, bo przecież nie mieliby przed czym uciekać.
W końcu poczuła ponownie opuszki jego palców na swojej skórze, spowodowało to, że na jej twarzy pojawił się uśmiech. Naprawdę lubiła kiedy jej dotykał. Najwyraźniej znowu zaczęli zmierzać we właściwym kierunku, wystarczyło skończyć tę, może dość ciekawą, hipotetyczną rozmowę, jednak nie była ona im teraz do niczego potrzebna. Nie, kiedy ich ciała zaczynało wypełniać to palące ciepło, kiedy znajdowali się tak blisko siebie, gdy chcieli w końcu sięgnąć po to, na co zasługiwali. Dopełnienie, które było im potrzebne, aby w pełni nacieszyć się sobą. Nie, żeby nie zrobili tego dzisiaj już kilka razy, ale ciągle było jej mało, zwłaszcza, że doszli do tego, że nigdzie się nie wybierali.
Oczywiście, że nie mógł tak po prostu zamilknąć, to nie leżało w jego naturze, gdy kolejne słowa padały z jego ust, postanowiła je zamknąć w jedyny właściwy sposób - pocałunkiem. To powinno mu przeszkodzić w dalszym kontynuowaniu tej dyskusji. Jako, że już prawie udało jej się pozbyć tych zupełnie niepotrzebnych ubrań z jej chłopaka mogła w końcu to zrobić. Jeszcze chwila, a będą mogli znowu scalić się w jedno ciało. Tak, przeszkadzała im tylko i wyłącznie ta ostatnia część materiału, której powinna się pozbyć. Ponownie - oderwała usta od jego, przygryzła przy tym dolną wargę i wreszcie sięgnęła po jego bieliznę, która nie powinna znajdować się na swoim miejscu. Nie obchodziła jej ta koszula, którą może i mu rozpięła, ale nadal nie zdołała jej ściągnąć. Gdy w końcu uwolniła mężczyznę z resztek ubrań mogła zrobić to, do czego zmierzała od samego początku. Nie zwlekała tym razem, wręcz przeciwnie, dość szybko znalazła się nad nim, aby ugasić to pożądanie, które zaczęło palić ją od środka. Zdawała sobie sprawę, że to uczucie nie jest jednostronne, nie dało się tego nie zauważyć.
Zaczęła się poruszać, z początku całkiem powoli, aby mogli nabrać wspólny rytm, nachyliła się przy tym, aby zacząć zatracać się w tych spragnionych siebie pocałunkach, dłonie miała oparte na jego klatce piersiowej, mogła czuć pod opuszkami ciepło jego ciała. To było naprawdę przyjemnie. Zupełnie zapomniała o tym upływie czasu, który sami sobie narzucili, zresztą przestało ich to już teraz chyba obowiązywać.