06.04.2025, 17:01 ✶
-Nie w tym sęk - powiedział delikatnie, specjalnie zniżając głos, nie było potrzeby krzyczeć, przeszedł w mrukliwy, delikatny głos, który do złudzenia mógł przypominać kocie mruczenie. - Ale w miłe rzeczy wątpiłbym od samego początku - powiedział całkowicie poważnie, bez żadnego zakłopotania czy zawstydzenia faktem, że szczęśliwe rzeczy byłyby dla niego bardziej podejrzane niż te traumatyczne i bolesne. Chciał powiedzieć coś jeszcze, dorzucić swoje jakże mądre trzy knuty do wcześniejszej wypowiedzi, a może całkowicie zmienić temat, na nieco inny po swoim szczerym wyznaniu. Ale nie zdążył, poczuł ciepłe usta Crowa w kąciku swoich.
Nie drgnął nawet, nie odsunął się, ale i nie poruszył do przodu, wpatrując się szeroko otwartymi oczami w niższego mężczyznę. Przez jego głowę przebiegało właśnie wiele myśli, kiedy próbował zrozumieć co właśnie się stało. Czy to był jakiś znak? Czy chciał mu on coś przekazać? Do czegoś zaprosić? Przez moment nawet przebiegła mu przez myśl dość śmiała wizja, tego że blat, na którym jego siostra ugniatała ciasta posłużyłby do ugniatania czegoś innego, ale dość szybko mu to wyleciało z głowy. Nigdy wcześniej nie wyobrażał się w takiej sytuacji, więc samo to, że coś takiego podsunął mu umysł było dla niego małym szokiem. mimo to jednak nie przerywał tego jak blisko siebie się znajdowali.
Wydarzenia w tamtej jaskini sprawiły, że powolna transformacja jaka dział się w Thomasie przyspieszyła niczym odrzutowy samolot, zostawiając go już nie z rysami, ale z dość wyraźnymi pęknięciami na duszy. Jednak pomimo pragnień zagłębienia się w te żądze, potrafił odnaleźć w sobie czułość dla tych, których w swoim mniemaniu musiał chronić. Podniósł delikatnie dłoń i wierzchem dłoni pogładził policzek Crowa.
- Nie musisz się... bać - zawahał się przed tym słowem, nie wiedział czy to dobre określenie. - Nawet jeśli nie pozbyliśmy się tego na zawsze to jednak wiemy o nim więcej i następnym razem będziemy gotowi. Nic ci nie zrobi - dodał miękko i kiedy mężczyzna odwrócił wzrok opuścił dłoń.
Nie bardzo wiedział co robić w takich momentach, był strasznie niedomyślny jeżeli ktoś mu nie mówił wprost czego od niego oczekuje, dlatego absolutnie nie wiedział co powinien teraz zrobić czy jak się zachować.
Nie drgnął nawet, nie odsunął się, ale i nie poruszył do przodu, wpatrując się szeroko otwartymi oczami w niższego mężczyznę. Przez jego głowę przebiegało właśnie wiele myśli, kiedy próbował zrozumieć co właśnie się stało. Czy to był jakiś znak? Czy chciał mu on coś przekazać? Do czegoś zaprosić? Przez moment nawet przebiegła mu przez myśl dość śmiała wizja, tego że blat, na którym jego siostra ugniatała ciasta posłużyłby do ugniatania czegoś innego, ale dość szybko mu to wyleciało z głowy. Nigdy wcześniej nie wyobrażał się w takiej sytuacji, więc samo to, że coś takiego podsunął mu umysł było dla niego małym szokiem. mimo to jednak nie przerywał tego jak blisko siebie się znajdowali.
Wydarzenia w tamtej jaskini sprawiły, że powolna transformacja jaka dział się w Thomasie przyspieszyła niczym odrzutowy samolot, zostawiając go już nie z rysami, ale z dość wyraźnymi pęknięciami na duszy. Jednak pomimo pragnień zagłębienia się w te żądze, potrafił odnaleźć w sobie czułość dla tych, których w swoim mniemaniu musiał chronić. Podniósł delikatnie dłoń i wierzchem dłoni pogładził policzek Crowa.
- Nie musisz się... bać - zawahał się przed tym słowem, nie wiedział czy to dobre określenie. - Nawet jeśli nie pozbyliśmy się tego na zawsze to jednak wiemy o nim więcej i następnym razem będziemy gotowi. Nic ci nie zrobi - dodał miękko i kiedy mężczyzna odwrócił wzrok opuścił dłoń.
Nie bardzo wiedział co robić w takich momentach, był strasznie niedomyślny jeżeli ktoś mu nie mówił wprost czego od niego oczekuje, dlatego absolutnie nie wiedział co powinien teraz zrobić czy jak się zachować.