05.04.2025, 13:47 ✶
Po co on się tutaj znajdował? Tak poza niszczeniem innym życia? Żadna z wartości wyznawanych przez prawą i sprawiedliwą większość nie miała na niego żadnego przełożenia. Bliżej mu było do szalonego marginesu, a i w nim nie odnajdywał żadnego ukojenia - wciąż pozostawał naroślą rakową. Miał chronić Fontaine, ale nie ochronił jej przed nią samą. Miał dać Aleksandrowi nadzieję, zamiast tego rozszarpał ją na strzępy, razem z resztkami wiary w ludzi. Miał ukoić ból Caina, miał pokazać mu jak dobrze smakuje życie... Jakie życie?
Gnił w ziemi, kiedy on znalazł sobie inny cel do ściągnięcia go ze sobą na samo dno. Ten śliczny chłopczyk naopowiadał mu tyle o swojej samotności, o tym... Że nikt go prawdziwie nie wybiera. Po co? Po co on tego słuchał, po co on to wszystko kodował w swojej głowie...
Nora była kolejną z takich osób.
Miłą, stanowczą w swoich uroczych poglądach, które naprawdę chciałby podzielać, ale nie mógł. Bo za dobrze znał siebie. Nie zasłużył na żadne z tych dobrych słów. I nie zasłużył na troskę kogoś, kto był absolutnie niewinnym, kochanym człowiekiem i powinien chronić swoją małą córeczkę, a nie obrzydliwego dziada z Podziemi, który ściągał na nią kłopoty. Nienawidziło go coraz więcej osób. Nienawidzili go pod ziemią, na ziemi. Na niebie pewnie też, bo ukradł ptakom pseudonim i użył ich do stworzenia jednego z najgorszych potworów Ścieżek.
- Nie wzięło się znikąd... Skrzywdziłem go, Nora. Tak jak każdego innego, kto się do mnie zbliżył. Moja miłość to tani, plastikowy, błyszcący, nieskończony cykl bólu. Może dlatego Ca- jego już nie ma... może jedynym co może z tego uwolnić jest ta cholerna śmierć. - Przestał płakać. Ale był myślami gdzieś indziej, odpływał na boki, wpatrywał się w przestrzeń. To było oczywiste, że sypie się jeszcze moniej niż kiedy zanosił się szlochem i wył, bo generalnie funkcjonował jako ktoś bardzo, ale to bardzo skryty. Nie dzielił się imionami. Nie lubił tego. Bardzo szybko ugryzł się w język, po czym i tak przeżył to o wiele mniej niż powinien, zważywszy na to, że Bletchley by go za powiedzenie komuś prawdy zrobił kolejną awanturę.
Pokręcił głową.
- Takich ludzi jak ja się nie zabija. Zabija się to, co daje nam jakąś siłę do życia i kiedy nie mamy już nic, przestajemy istnieć. - Smutna prawda. Kiedy nie miał nikogo przy sobie, nie był w stanie normalnie zasnąć. - Mogę się starać, ale nie zamknę go w złotej klatce. - A on był głupi i niepotrzebnie ryzykował w momentach, w których wcale nie musiał tego robić. Świadomość tego była wręcz uwłaczająca.
- Żyje - powiedział, pocierając nos. - Jestem tego pewny. Rozeszliśmy się kiedy udało nam się wydostać z jaskini i każdy poszedł w swoją stronę ochłonąć. Pomagaliśmy wariatce, która razem z innym typem ściągnęła go w podziemia jako klątwołamacza, a potem kompletnie go zlała i chciała zostawić na pewną śmierć.
Gnił w ziemi, kiedy on znalazł sobie inny cel do ściągnięcia go ze sobą na samo dno. Ten śliczny chłopczyk naopowiadał mu tyle o swojej samotności, o tym... Że nikt go prawdziwie nie wybiera. Po co? Po co on tego słuchał, po co on to wszystko kodował w swojej głowie...
Nora była kolejną z takich osób.
Miłą, stanowczą w swoich uroczych poglądach, które naprawdę chciałby podzielać, ale nie mógł. Bo za dobrze znał siebie. Nie zasłużył na żadne z tych dobrych słów. I nie zasłużył na troskę kogoś, kto był absolutnie niewinnym, kochanym człowiekiem i powinien chronić swoją małą córeczkę, a nie obrzydliwego dziada z Podziemi, który ściągał na nią kłopoty. Nienawidziło go coraz więcej osób. Nienawidzili go pod ziemią, na ziemi. Na niebie pewnie też, bo ukradł ptakom pseudonim i użył ich do stworzenia jednego z najgorszych potworów Ścieżek.
- Nie wzięło się znikąd... Skrzywdziłem go, Nora. Tak jak każdego innego, kto się do mnie zbliżył. Moja miłość to tani, plastikowy, błyszcący, nieskończony cykl bólu. Może dlatego Ca- jego już nie ma... może jedynym co może z tego uwolnić jest ta cholerna śmierć. - Przestał płakać. Ale był myślami gdzieś indziej, odpływał na boki, wpatrywał się w przestrzeń. To było oczywiste, że sypie się jeszcze moniej niż kiedy zanosił się szlochem i wył, bo generalnie funkcjonował jako ktoś bardzo, ale to bardzo skryty. Nie dzielił się imionami. Nie lubił tego. Bardzo szybko ugryzł się w język, po czym i tak przeżył to o wiele mniej niż powinien, zważywszy na to, że Bletchley by go za powiedzenie komuś prawdy zrobił kolejną awanturę.
Pokręcił głową.
- Takich ludzi jak ja się nie zabija. Zabija się to, co daje nam jakąś siłę do życia i kiedy nie mamy już nic, przestajemy istnieć. - Smutna prawda. Kiedy nie miał nikogo przy sobie, nie był w stanie normalnie zasnąć. - Mogę się starać, ale nie zamknę go w złotej klatce. - A on był głupi i niepotrzebnie ryzykował w momentach, w których wcale nie musiał tego robić. Świadomość tego była wręcz uwłaczająca.
- Żyje - powiedział, pocierając nos. - Jestem tego pewny. Rozeszliśmy się kiedy udało nam się wydostać z jaskini i każdy poszedł w swoją stronę ochłonąć. Pomagaliśmy wariatce, która razem z innym typem ściągnęła go w podziemia jako klątwołamacza, a potem kompletnie go zlała i chciała zostawić na pewną śmierć.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.