05.04.2025, 22:02 ✶
– Ale serio? Znaczy... no ja już zapomniałam trochę jak to jest, ale kurwa ostatnio jak się teleportowałam, to mi wyjebało jedną kość. Ten potek na kości... paskudztwo... – skrzywiła się na samo wspomnienie, bo nie, nie było to przyjemne i w porównaniu do mdłości po teleportacji to było nic jak kość Ci bardzo powoli odrasta i człowiek czuje się tak jak się czuje. – Zobaczymy czego będą potrzebować. Teraz... myślę że już jesteśmy po najgorszym, więc z tymi miotłami to bezpieczna opcja, o ile się komfortowo czujesz na dużym kiju. – skomentowała jeszcze, nim iskry wystrzeliły, a pył na moment przesłonił jej zakres widzenia.
Miały iść, miały iść dalej, ale kaszlący słaby głos to był sygnał, że ktoś kto potrzebuje pomocy jest tuż obok.
– Halo? Potrzebuje pan pomocy? – zapytała, o tyle dobrze, że czujnie trzymała różdżkę. Wątpiła, aby był to podstęp, ale... dzisiejsza noc była pełna szaleństwa i chaosu. Ludzie stawali się potworami, a kryzys i pożar wyciągał z nich to co najpiękniejsze, najszlachetniejsze, ale też najstraszniejsze i najczarniejsze. Mimo wszystko chciała pomóc, pragnęła pomóc, póki sił starczyłoby jej w nogach. Póki nie padnie gdzieś, miejmy nadzieję w okolicy osób, które były jej życzliwe. Czy nie taki był Alastor, jej prywatny osobisty bóg, niedościgniony wzór do naśladowania? Czy on sam nie krążył gdzieś teraz po Londynie i patrzył, czujny jak zawsze, silny, będący oparciem dla tych, którzy stracili wszystko? Ona była jedną trzecią tego rosłego aurora, ale nie poddawała się. Nie mogła. Musiała być godna, aby nazywać się jego siostrą.
Odważnie wystąpiła przed Livkę, aby w razie czego ją obronić i wystąpiła za wóz, aby zobaczyć, kto do nich krzyczy i czy może nie rozpozna w umorusanej, umęczonej twarzy kogoś, kogo pamiętałaby ze swoich patroli.
Miały iść, miały iść dalej, ale kaszlący słaby głos to był sygnał, że ktoś kto potrzebuje pomocy jest tuż obok.
– Halo? Potrzebuje pan pomocy? – zapytała, o tyle dobrze, że czujnie trzymała różdżkę. Wątpiła, aby był to podstęp, ale... dzisiejsza noc była pełna szaleństwa i chaosu. Ludzie stawali się potworami, a kryzys i pożar wyciągał z nich to co najpiękniejsze, najszlachetniejsze, ale też najstraszniejsze i najczarniejsze. Mimo wszystko chciała pomóc, pragnęła pomóc, póki sił starczyłoby jej w nogach. Póki nie padnie gdzieś, miejmy nadzieję w okolicy osób, które były jej życzliwe. Czy nie taki był Alastor, jej prywatny osobisty bóg, niedościgniony wzór do naśladowania? Czy on sam nie krążył gdzieś teraz po Londynie i patrzył, czujny jak zawsze, silny, będący oparciem dla tych, którzy stracili wszystko? Ona była jedną trzecią tego rosłego aurora, ale nie poddawała się. Nie mogła. Musiała być godna, aby nazywać się jego siostrą.
Odważnie wystąpiła przed Livkę, aby w razie czego ją obronić i wystąpiła za wóz, aby zobaczyć, kto do nich krzyczy i czy może nie rozpozna w umorusanej, umęczonej twarzy kogoś, kogo pamiętałaby ze swoich patroli.