04.02.2023, 21:38 ✶
Obserwował ją na tyle uważnie, by dostrzec sygnały, że Heather dobrze reagowała na jego opowieść oraz komplementy. To dodawało mu tylko animuszu, czuł, że może pozwolić sobie na więcej.
- Co zatem powinienem powiedzieć? Jak brzmi zaklęcie do twojego serca? - spytał się i podszedł do niej bliżej. Miał ją na wyciągnięcie ręki i wahał się przez chwilę, czy powinien ją chwycić w objęcia, ale ostatecznie zrezygnował z tego pomysłu - Wyobrażam sobie, że jest niezwykle piękne, bardzo cenne i jedyne w swoim rodzaju, dokładnie takie, jak ty – stwierdził, wwiercając się w jej oczy swoim spojrzeniem, tak jakby chciał ją zaczarować za jego pomocą. Flirtowanie nie było łatwą sztuką, nawet dla niego, ale robił, co mógł i wykorzystywał wszystko, co tylko miał w swoim arsenale, by tym razem zakończyło się powodzeniem. Ruda za bardzo mu się podobała, nie chciał tego spieprzyć.
- O tak, kąpiel o tej porze roku jest bardzo nieprzyjemna – zauważył wspominając lodowatą wodę z tamtego feralnego dnia - Znaczy tak mi się wydaje – dodał z minimalnym, lekko zauważalnym opóźnieniem, w porę przypominając sobie, że w jego wersji opowieści nie wylądował w wodzie wcale. Podrapał się z tyłu głowy, zakłopotany i uśmiechnął się, jakby nic się nie stało.
- Wydaje mi się, że syreny dorastają tak samo, jak my. Są one chyba jakoś spokrewnione z trytonami, prawda? Trytony chyba też się starzeją – stwierdził tonem sugerującym, że było to zgadywanie, a nie książkowa wiedza. Coś tam o magicznych stworzeniach kojarzył, jakąś wiedzę niby miał, bo inaczej nie zdałby Hogwartu nawet namiętnie ściągając, ale od czasu szkoły wywiała mu ona z głowy. Pytanie o syreny było dla niego o wiele za trudne.
- Nie daliby do zagrania roli Godryka komuś, kto nie jest wyjątkowy. Muszę mieć odpowiednie nastawienie poparte umiejętnościami czarodziejskimi – pochwalił się i uśmiechnął się dumnie. Nie była to prawda. Posadę daliby każdemu, kto wyglądał mniej więcej jak młody Godryk i miał talent aktorski. Zdolności w posługiwaniu się różdżką nie były potrzebne: za wszystkie magiczne efekty n scenie odpowiadali specjaliści zza kulis. Mimo to złożył ręce na piersi i uśmiechając się szeroko, zaczął błyszczeć niczym gwiazda, ideał w każdym calu.
- Tak! Były ogromne i było ich okropnie dużo. Z tuzin, może nawet więcej – odparł na jej pytanie o macki. Rozłożył dłonie szeroko na boki, by pokazać jej jak wielgachne, a więc i zarazem groźne, były to bestie. Bawił się przy tej opowieści świetnie, bo widział, że dziewczyna mu wierzyła i była bardzo pochłonięta tym, co mówił. Lepiej się opowiadało, gdy widownia żywo reagowała.
- Oberwała zaklęciem prosto w głowę – wyjawił w końcu triumfalnie, zaciskając przy tym dłoń w geście zwycięstwa - Co ciekawe, unieruchomiona zaczęła się przemieniać, opadając powoli na dno. Jej twarz stała się wielką, obrzydliwą rybą paszczą o ogromnych zębiskach. Na sam koniec pokazała swoją prawdziwe oblicze – By pokazać to, wykrzywił swoją twarz, próbując odzwierciedlić brzydotę odmienionej postaci pokonanej syreny.
- Żeby mnie dobrze zapamiętała, jeszcze krzyknąłem za nią: Jeszcze raz cię tu spotkam, a przerobię cię na sushi, skisła poczwaro! - krzyknął w stronę wyimaginowanego przeciwnika i pogroził mu palcem. To był koniec tej pięknej przygody, schował różdżkę i obrócił się do Heather z zachwyconym uśmiechem na ustach.
- Co zatem powinienem powiedzieć? Jak brzmi zaklęcie do twojego serca? - spytał się i podszedł do niej bliżej. Miał ją na wyciągnięcie ręki i wahał się przez chwilę, czy powinien ją chwycić w objęcia, ale ostatecznie zrezygnował z tego pomysłu - Wyobrażam sobie, że jest niezwykle piękne, bardzo cenne i jedyne w swoim rodzaju, dokładnie takie, jak ty – stwierdził, wwiercając się w jej oczy swoim spojrzeniem, tak jakby chciał ją zaczarować za jego pomocą. Flirtowanie nie było łatwą sztuką, nawet dla niego, ale robił, co mógł i wykorzystywał wszystko, co tylko miał w swoim arsenale, by tym razem zakończyło się powodzeniem. Ruda za bardzo mu się podobała, nie chciał tego spieprzyć.
- O tak, kąpiel o tej porze roku jest bardzo nieprzyjemna – zauważył wspominając lodowatą wodę z tamtego feralnego dnia - Znaczy tak mi się wydaje – dodał z minimalnym, lekko zauważalnym opóźnieniem, w porę przypominając sobie, że w jego wersji opowieści nie wylądował w wodzie wcale. Podrapał się z tyłu głowy, zakłopotany i uśmiechnął się, jakby nic się nie stało.
- Wydaje mi się, że syreny dorastają tak samo, jak my. Są one chyba jakoś spokrewnione z trytonami, prawda? Trytony chyba też się starzeją – stwierdził tonem sugerującym, że było to zgadywanie, a nie książkowa wiedza. Coś tam o magicznych stworzeniach kojarzył, jakąś wiedzę niby miał, bo inaczej nie zdałby Hogwartu nawet namiętnie ściągając, ale od czasu szkoły wywiała mu ona z głowy. Pytanie o syreny było dla niego o wiele za trudne.
- Nie daliby do zagrania roli Godryka komuś, kto nie jest wyjątkowy. Muszę mieć odpowiednie nastawienie poparte umiejętnościami czarodziejskimi – pochwalił się i uśmiechnął się dumnie. Nie była to prawda. Posadę daliby każdemu, kto wyglądał mniej więcej jak młody Godryk i miał talent aktorski. Zdolności w posługiwaniu się różdżką nie były potrzebne: za wszystkie magiczne efekty n scenie odpowiadali specjaliści zza kulis. Mimo to złożył ręce na piersi i uśmiechając się szeroko, zaczął błyszczeć niczym gwiazda, ideał w każdym calu.
- Tak! Były ogromne i było ich okropnie dużo. Z tuzin, może nawet więcej – odparł na jej pytanie o macki. Rozłożył dłonie szeroko na boki, by pokazać jej jak wielgachne, a więc i zarazem groźne, były to bestie. Bawił się przy tej opowieści świetnie, bo widział, że dziewczyna mu wierzyła i była bardzo pochłonięta tym, co mówił. Lepiej się opowiadało, gdy widownia żywo reagowała.
- Oberwała zaklęciem prosto w głowę – wyjawił w końcu triumfalnie, zaciskając przy tym dłoń w geście zwycięstwa - Co ciekawe, unieruchomiona zaczęła się przemieniać, opadając powoli na dno. Jej twarz stała się wielką, obrzydliwą rybą paszczą o ogromnych zębiskach. Na sam koniec pokazała swoją prawdziwe oblicze – By pokazać to, wykrzywił swoją twarz, próbując odzwierciedlić brzydotę odmienionej postaci pokonanej syreny.
- Żeby mnie dobrze zapamiętała, jeszcze krzyknąłem za nią: Jeszcze raz cię tu spotkam, a przerobię cię na sushi, skisła poczwaro! - krzyknął w stronę wyimaginowanego przeciwnika i pogroził mu palcem. To był koniec tej pięknej przygody, schował różdżkę i obrócił się do Heather z zachwyconym uśmiechem na ustach.