06.04.2025, 19:51 ✶
- Już przecież się n... - urwał pospiesznie odstawiając szklankę na miejsce. Nie było wiele czasu, żeby odsapnąć, czy choćby napić się wody, ale nie zamierzał narzeka na to, że nie może sobie usiąść w fotelu i w spokoju napić się dyniowego soku. Nawet gdyby wolał to teraz robić to nigdy nie powiedziałby tego na głos. Dopitą do połowy wodę odstawił na blat i zarzucając sobie na ramiona kurtkę ruszał zaraz za Millie. Na pożegnanie jeszcze tylko machnął ręką tym, którzy zostawali w środku, a raczej spróbował zanim pociągnęła go za sobą.
- Spokojnie tygrysico, koszulę będziesz ze mnie zrywać potem - rzucił żartobliwie kiedy szarpnęła go za fraki, żeby szybciej ruszył dupsko. Obracanie wszystkiego w żart było jego sposobem na pomaganie innym na radzenie sobie ze stresem, w sumie jemu też to pomagało, trochę śmiechu nikogo nie zabiło, a pomagało rozluźnić atmosferę.
Co prawda obawiał się czy pchanie się w pobliżu ognia było rozsądne dla Moody, szczególnie mając w pamięci ich rozmowę w Księżycowym Stawie i to czego się tak lękała. Ale między innymi dlatego, kiedy tylko usłyszał, że idzie pomagać innym nie mógł puścić jej samej absolutnie i na pewno nie zamierzał. W tym jednym momencie nie chodziło nawet o bycie Zakonnikiem, powody były bardziej personalne.
Zerknął na miotłę, którą też trzymał w dłoni, jakaś stara, bardziej służącą za element wyposażenia domu niż używana, ale westchnął odbijając się od ziemi po tym jak już obwiązał sobie usta i nos mokrą szmatą. Teraz żałował, że nie poświęcił uwagi tym dziwnym wynalazkom mugoli, które pomagają im oddychać w najgroźniejszych nawet wyziewach, jakieś tam maski gazowane czy jak to oni nazywali. No ale czasu nie cofnie, podleciał bardzo powoli i ostrożnie do Millie, próbując dojrzeć gdzie muszą się udać, aby ratować innych.
- Nie prościej by było jednak przebiec wzdłuż Pokątnej? Dym unosi się do góry - krzyknął w stronę kobiety próbując nie zgubić jej w powietrzu, mistrzem lotnictwa to on nie był, umiał się na miotle utrzymać i tyle.
Percepcja II, na wypatrywanie kamienicy do ratowania
- Spokojnie tygrysico, koszulę będziesz ze mnie zrywać potem - rzucił żartobliwie kiedy szarpnęła go za fraki, żeby szybciej ruszył dupsko. Obracanie wszystkiego w żart było jego sposobem na pomaganie innym na radzenie sobie ze stresem, w sumie jemu też to pomagało, trochę śmiechu nikogo nie zabiło, a pomagało rozluźnić atmosferę.
Co prawda obawiał się czy pchanie się w pobliżu ognia było rozsądne dla Moody, szczególnie mając w pamięci ich rozmowę w Księżycowym Stawie i to czego się tak lękała. Ale między innymi dlatego, kiedy tylko usłyszał, że idzie pomagać innym nie mógł puścić jej samej absolutnie i na pewno nie zamierzał. W tym jednym momencie nie chodziło nawet o bycie Zakonnikiem, powody były bardziej personalne.
Zerknął na miotłę, którą też trzymał w dłoni, jakaś stara, bardziej służącą za element wyposażenia domu niż używana, ale westchnął odbijając się od ziemi po tym jak już obwiązał sobie usta i nos mokrą szmatą. Teraz żałował, że nie poświęcił uwagi tym dziwnym wynalazkom mugoli, które pomagają im oddychać w najgroźniejszych nawet wyziewach, jakieś tam maski gazowane czy jak to oni nazywali. No ale czasu nie cofnie, podleciał bardzo powoli i ostrożnie do Millie, próbując dojrzeć gdzie muszą się udać, aby ratować innych.
- Nie prościej by było jednak przebiec wzdłuż Pokątnej? Dym unosi się do góry - krzyknął w stronę kobiety próbując nie zgubić jej w powietrzu, mistrzem lotnictwa to on nie był, umiał się na miotle utrzymać i tyle.
Percepcja II, na wypatrywanie kamienicy do ratowania
Rzut N 1d100 - 33
Akcja nieudana
Akcja nieudana