07.04.2025, 12:11 ✶
Nie poruszał się czekając na to co się wydarzy. Kiedy usłyszał szuranie krzesła drgnął, a w głowie rozbrzmiał mu niczym krzyk ten natrętny głos.
Nie zasługujesz nawet na odpowiedź, gardzi tobą
Aż mocniej zacisnął powieki, jakby bojąc się, że przypadkiem je otworzy i okaże się to prawdą. Coś mu tam wewnątrz niego mówiło, że to nieprawda, że przecież Brenna nie wyszłaby bez słowa. Ale w obecnym stanie już sam nie wiedział co jest prawdą, a co obłudą. Łatwo było udawać, ze wszystko jest w porządku, że nic się nie stało i poradzi sobie ze wszystkim co go spotka. W pewien sposób sam w to wierzył przez wmawianie sobie tego. Tylko nie miał pojęcia jak głęboko sięgnęły jego wewnętrzne rany, który teraz jątrzyły jego duszę.
Niemal podskoczył kiedy usłyszał jej głos blisko siebie. Otworzył oczy, spojrzenie zazwyczaj brązowych oczu teraz pomieszanych z czernią wpatrywało się w twarz Brenny przez krótki czas, ale na tyle długi, aby mogła z niego wyczytać strach i niepewność. Poruszył się bez słowa wpadając jej w ramiona i pozwalając sobie na niezidentyfikowany odgłos, który był objawem ulgi. Mógł pozować na silnego i wytrwałego, jednak wbrew pozorom w takich chwilach jak ta - a także wszelkich innych - łaknął kontaktu z innymi, był niczym kot, wiecznie spragniony głasków.
- Dziękuję - mruknął jeszcze stłumionym głosem wciąż wtulony w nią.
Nie zasługujesz nawet na odpowiedź, gardzi tobą
Aż mocniej zacisnął powieki, jakby bojąc się, że przypadkiem je otworzy i okaże się to prawdą. Coś mu tam wewnątrz niego mówiło, że to nieprawda, że przecież Brenna nie wyszłaby bez słowa. Ale w obecnym stanie już sam nie wiedział co jest prawdą, a co obłudą. Łatwo było udawać, ze wszystko jest w porządku, że nic się nie stało i poradzi sobie ze wszystkim co go spotka. W pewien sposób sam w to wierzył przez wmawianie sobie tego. Tylko nie miał pojęcia jak głęboko sięgnęły jego wewnętrzne rany, który teraz jątrzyły jego duszę.
Niemal podskoczył kiedy usłyszał jej głos blisko siebie. Otworzył oczy, spojrzenie zazwyczaj brązowych oczu teraz pomieszanych z czernią wpatrywało się w twarz Brenny przez krótki czas, ale na tyle długi, aby mogła z niego wyczytać strach i niepewność. Poruszył się bez słowa wpadając jej w ramiona i pozwalając sobie na niezidentyfikowany odgłos, który był objawem ulgi. Mógł pozować na silnego i wytrwałego, jednak wbrew pozorom w takich chwilach jak ta - a także wszelkich innych - łaknął kontaktu z innymi, był niczym kot, wiecznie spragniony głasków.
- Dziękuję - mruknął jeszcze stłumionym głosem wciąż wtulony w nią.