Musiała się wyjątkowo pilnować, bo również znajdowała się na granicy, zresztą nie dało się nie zauważyć tych wszystkich znaków, które o tym świadczyły. Mogłaby próbować mydlić mu oczy, jednak jej ciało mówiło samo za siebie. Cóż, nie mogła zapanować nad wszystkim, czyż nie, mimo, że bardzo, ale to bardzo się starała.
Miała świadomość, że on wie. Roise znał ją doskonale. Na pewno zdawał sobie sprawę, że te zagrywki sporo ją kosztują, tym bardziej, że zazwyczaj po prostu od razu sięgała po to, na co miała ochotę, tym razem próbowała podejść do tego inaczej, prędzej, czy później i tak musiała pęknąć. Nie było możliwe kontrolowanie się na dłuższą metę, gdy znajdowali się tak blisko siebie. W ten jeden, jedyny, najbardziej właściwy sposób.
Szczególnie po tym etapie rozłąki, który przecież oficjalnie skończył się właśnie dzisiaj. Jeszcze wczoraj nie mieli pewności, czy spędzą razem kolejny poranek, kolejną noc, kolejny dzień, tydzień, miesiąc. Teraz w końcu wszystko było pewne. Po tym okropnym półtora roku mogli znowu wrócić do tej najbardziej odpowiedniej dla nich formy relacji. Ugiął się, było to jej małe zwycięstwo, które może i w końcu osiągnęła, ale sporo się przy tym nagimnastykowała. Padło między nimi w tym tygodniu dużo więcej słów, deklaracji, niż przez długie lata ich wspólnego życia. Nie mieli tendencji do prowadzenia zbyt długich rozmów, do dzielenia się tym, co siedziało im w głowie, do mówienia o swoich uczuciach. Tym razem było inaczej, wyjątkowo wiele sobie powiedzieli. Nie były to same miłe i ciepłe słowa, ale najwyraźniej tego potrzebowali, aby spotkało ich to oczyszczenie. Nie widziała w tym nic złego, musieli wyciągnąć całe to gówno, aby znaleźć się w końcu w tym miejscu na którym im zależało. Zresztą i tak miała wrażenie, że czekało ich jeszcze wiele rozmów, do których musieli wrócić.
- Łapiesz mnie za słówka... - Pokręciła głową nieco rozczarowana. Oczywiście, że zawsze wiedziała wszystko najlepiej, tym razem również, tylko nie chciała tego po sobie pokazać. Mieli tendencje do wybijania się z rytmu, do wyprowadzania się z równowagi, korzystali z każdej nadarzającej się okazji, aby się ze sobą nieco podroczyć. Tym razem nie mogło być inaczej, ależ oczywiście. Szczególnie, że przecież nie musieli już się martwić tym, że był to ich ostatni wspólny dzień. Mogli wrócić do tych standardowych zagrywek i zachowań. Czerpała z tego ogromną przyjemność. Przecież nie pokochała go bez powodu, ceniła sobie to, że Roise był dla niej idealnym przeciwnikiem, że i ona i on znajdowali się na podobnym poziomie. To zawsze miało dla niej znaczenie. Byli kurewsko uparci, potrafili bronić swoich racji, jak nikt inny. Przy sobie jednak nie zawsze im się to zdarzało, bo w przeciwieństwie do wszystkich innych sobie nawzajem potrafili ustępować, co nie było dla nich też takie naturalne. To świadczyło o tym, jak bardzo im na sobie zależało, skoro skłaniali się nawet do takich czynów, o które normalnie było bardzo ciężko.
Tym razem jednak jej nie ustępował, pogrywał z nią dalej, teraz on, nie ona. Byli siebie warci, czyż nie. Nie mogli tak po prostu ulec temu, co się między nimi kumulowało, to byłoby zbyt proste. Mimo tego, że przecież ich ciała mówiły wszystko, pokazywały jak bardzo w tej chwili siebie potrzebują, to usta robiły coś zupełnie innego. Kontynuowały tą zupełnie niepotrzebną przeprawę. Jakoś sobie z tym poradzą, prawda? Któreś w końcu ulegnie na tyle, żeby je zamknąć w odpowiedni sposób.
- Twoja Rina nic takiego nie sugeruje, to Ty wyciągnąłeś takie wnioski. - Nie mogła przecież pozwolić na to, aby jej tu teraz zarzucał, że sugerowała, że czegoś nie wie. Nie mogła mu na to pozwolić, czyż nie? Chociaż właściwie powoli zaczynała gubić sens tych słów, które mówiła. Jej myśli znajdowały się zdecydowanie w innym miejscu, szczególnie, kiedy wpatrywała się w jego oczy, które spoglądały na jej ciało.
- Morgano, to Ci wystarcza? - Ambroise był jednak niereformowalny. Zwłaszcza po tym spotkaniu z doppelgangerem naprawdę wystarczał mu do identyfikacji jej tyłek? Mogłaby mu teraz strzelić wykład na temat tego, jak bardzo mogło to być zgubne postępowanie, ale chyba nie było to do tego odpowiednie miejsce. Jeszcze tego brakowało, żeby w tej chwili zapomnienia przypominała o tym, co niedawno przeżyli, jakby któreś z nich nie zdawało sobie z tego sprawy.
Przez miesiące obawiała się tego, że jej wyimaginowany brat bliźniak zajmie jej miejsce... Więc nie do końca była zachwycona tą sugestią, że to nie była ona, a ktoś inny. Cóż, zamierzała bardzo szybko pokazać Roisowi, że faktycznie nikt jej nie podmienił, czy coś.
Trudno im było się dzisiaj sobą nacieszyć, miała wrażenie, że znowu wpadli w tę bańkę, w której nie liczyło się nic więcej tylko ich obecność. Wiedziała, że to nie mogło trwać wiecznie, bo rzeczywistość prędzej, czy później wyciągnie po nich swoje łapska, ale zasługiwali chociaż na taki jeden dzień beztroski. Należało im się to po tym wszystkim, co przeżyli. Nie było sensu więc zakładać sobie żadnych konkretnych postanowień na ten dzień. Zupełnie było im to niepotrzebne, w końcu mieli przed sobą całe życie, do czego też już dzisiaj doszli, więc na spokojnie mogli poddać się tym wszystkim przyjemnościom.
Na pewno czekało ich jeszcze wiele do przegadania, ustalenia, bo byli już innymi ludźmi, niż ci, którzy znaleźli się w tym samym łóżku dawno temu po raz pierwszy raz. Świat, który ich otaczał również nie był taki sam, tylko to uczucie, które ich łączyło wydawało się nie zmieniać. Musieli więc jakoś znaleźć po raz kolejny wspólną drogę. Nie był to jednak odpowiedni moment na to, aby to wszystko teraz usystematyzować. Tak, czy siak ich to nie ominie, musieli jakoś ponownie nauczyć się żyć ze sobą. Nie wątpiła, że nie będzie to wcale takie łatwe, bo przy ich charakterach, życiach jakie prowadzili dość trudno mogło być im dojść do konsensusu. Zawsze jednak jakoś udawało im się go uzyskać, pewnie tym razem będzie podobnie.
- Teraz sugerujesz, że jestem łatwa? - Zatrzepotała jednoznacznie rzęsami. Wcale tego nie powiedział, czyż nie, ale mogła wyciągnąć swoje wnioski. Włożyć mu w usta słowa, których wcale nie miał na myśli. Typowa dla nich zagrywka, pewnie nigdy im się to nie znudzi, tak już mieli. Nie mogło być zbyt prosto, prawda.
- Nie mogę pozwolić na to, abyś zbyt szybko przeszedł to tej swojej napuszonej wersji. - Zdawał sobie sprawę, że doceniała wszystkie jego zalety, całą jego osobowość, przecież wiele razy mu o tym mówiła. Nigdy nie miała problemu z tym, aby rzucać w niego komplementami, chociaż wcale tego nie potrzebował. Roise był bardzo, ale to bardzo pewny siebie. Nie sądziła, aby to się zmieniło przez te lata. Znał swoją wartość, co często lubił demonstrować. Mówiła mu przecież, że to w nim lubi, że jej się to podobało. Przy nim zresztą sama zaczęła nieco bardziej doceniać siebie, bo też miał w zwyczaju powtarzać jej to jaka jest wyjątkowa. Kochali się, nie mieli problemu z tym, aby mówić sobie te wszystkie piękne słowa, które zawsze były szczere, bo przecież oni nigdy nie sięgali po kłamstwo.
To, czego dowiedziała się o nim przez ten ostatni tydzień nie zmieniło jej podejścia, nie wystraszyło jej. Właściwie nie uważała, aby to były powody, dla których mieliby się od siebie trzymać z daleka, wręcz przeciwnie, nie miała najmniejszego problemu z tym, aby wejść ponownie w tę relację. Nic nie było w stanie jej trzymać od niego z daleka, była gotowa stanąć obok niego i wejść z nim w najbardziej pojebane gówno, byleby tylko byli razem. Zresztą nie zamierzała go oceniać, ona przecież również miała swoje za uszami. Nie była święta i nigdy nie miała być. Podejmowała decyzje, które nie zawsze były odpowiednio moralne, ale co z tego? Nie musieli się oceniać na podstawie istniejących ram, bardzo dobrze wiedziała, że nie robili niczego bez konkretnej przyczyny. Kiedy decydowali się po coś sięgać, w ten mniej odpowiedni sposób mieli ku temu swoje powody, nigdy nie negowała moralności Roisa, wiedziała, że mają podobne zasady. To przecież również ich łączyło.
Byli ze sobą spójni na wielu możliwych płaszczyznach, zresztą jak mogliby nie być, skoro byli bratnimi duszami. Nie mogło być inaczej, naprawdę wierzyła w to wszystko. Nie czuła z nikim innym takiej wyjątkowej więzi, z nikim nie chciała układać sobie życia, nie widziała wspólnej przyszłości - tylko i wyłącznie z nim i miało to swoją przyczynę. Pasowali do siebie idealnie, czy tego chcieli, czy nie, to wcale nie było klątwą, do czego na szczęście już również doszli.
Nie idealizowała go też w żaden sposób, raczej miała świadomość, że każda decyzja niesie ze sobą pewną odpowiedzialność, była na pewno bardzo dokładnie przemyślana, zdecydowanie bardziej niż u niej, bo ona dość często działała sporadycznie i to po niej można się było spodziewać nieodpowiedzialności, nie po jej chłopaku. Nie zamierzała zresztą teraz skupiać się na tym wszystkim co usłyszała, nie zrobiło to na niej szczególnego wrażenia, no może poza tą jedną sprawą, która dosyć mocno w nią uderzyła. To, co wyszło u Corio, co świadczyło tylko i wyłącznie o tym, że nie mogli być bez siebie szczęśliwi, że woleliby stracić życie, niżeli podążać przez nie bez siebie u swojego boku.
Jego dotyk przynosił oczekiwany efekt, chcąc nie chcąc, nie mogła reagować na opuszki palców, które muskały jej skórę. Nie była, aż tak odporna, nie potrafiła, aż tak udawać, że jej to nie rusza. Ciało mówiło samo za siebie, pokrywało się gęsią skórką, reagowało na każdy, nawet najbardziej delikatny dotyk. Musieli się znowu sobą nasycić, to było nieuniknione, skoro już znowu znaleźli się w tym łóżku nie widziała innej możliwości.
Ambroise nie pozostawał jej bierny, bardzo dobrze wiedział, gdzie i jak jej dotknąć, aby ich doznania były bardziej intensywne. Cóż, znali się doskonale, znali każdy, nawet najdrobniejszy szczegół swojego ciała. Trudno by było inaczej po tylu latach, które razem spędzili. Pod tym względem również idealnie się dopełniali.
Uwielbiała to, że nie musiała nic mówić, nic sugerować, on zawsze doskonale wiedział, co powinien zrobić, aby razem sięgali po satysfakcję.
Jęknęła cicho, gdy oderwał swoje usta od jej i zaczął się w nią wpatrywać, bardzo szybko dotarło do niej, że zupełnie niepotrzebnie to zrobiła, bo Roise nie zamierzał przestawać dotykać jej ciała, tym razem jednak wargi mężczyzny znalazły się zupełnie w innym miejscu. Jej ciało po raz kolejny pokryło się gęsią skórką, nigdy nie umiała nad tym panować, zresztą, czy powinna, dobrze, aby zdawał sobie sprawę, jaką przyjemność sprawiał jej swoimi gestami. Wygięła się nieco do tyłu, i podparła na rękach, aby mógł odpowiednio się nią zająć, zresztą doskonale wiedział co robi. Czuła, że ciepło zaczęło rozlewać się po jej całym ciele, jeszcze chwila, krótki moment, a miała się znaleźć w tym najbardziej wyjątkowym miejscu. Jej oddech przyspieszał z każdym ruchem, każdym, kolejnym przesunięciem języka po jej ciele. Wiedziała, że już niedługo osiągną spełnienie.
Nie mieli najmniejszego problemu z tym, aby dostosowywać się do zmiany rytmu, bardzo łatwo przychodziło im przejmowanie kontroli, nie zamierzali bowiem odpuścić, nie póki nie sięgnęli po to, do czego zmierzali od samego początku. W końcu niemalże przestała oddychać, zaciskając dłonie na jego żebrach, kiedy wtulała swoją głowę w jego obojczyk. Jej ciało przeszły dreszcze, właściwie to całe zaczęło drżeć, kiedy kilka pomruków opuściło jej usta.
Wreszcie odetchnęła głęboko jakby przypomniała sobie o tym, że powinna oddychać, co nie zawsze wydawało się takie oczywiste, kiedy znajdowała się tak blisko niego. Nie odezwała się jednak ani słowem, bo chyba nie potrzebowali żadnych słów, bardzo dobrze wiedzieli, że znowu znaleźli się we właściwym miejscu, razem i teraz miało być tak zawsze.