04.02.2023, 22:45 ✶
Lucy wysłuchała z przejęciem słów Nanette. Zdawała sobie sprawę, z wagi swoich wcześniejszych słów. Wiedziała, że przekreślają one wszelkie nadzieje kobiety na normalne życie. Lucy rozumiała, że ziemia oddziedziczona prze męża i ten domek to wszystko co mieli, aż tu nagle spada na nią taka informacja, że to wszystko, co przez lata budowali, będą musieli na zawsze opuścić.
Aurorka nie rozglądała się za bardzo po mieszkaniu, bo nie było na to czasu. Kiedy nabierała wdech, by coś odpowiedzieć kobiecie usłyszały najpierw krzyk dziecka i spadający na ziemię przedmiot, a potem płacz. Nanette ruszyła do swojego dziecka, a za nią do kuchni weszła Lucy. Syn kobiety siedział na wysokim krześle i okazało się, że to jego miseczka z jedzeniem spadła. Nanette momentalnie zaczęła sprzątać, a Lucy zapytała nieśmiało – Może pomóc? – Jednak kobieta kiwnęła głową, że sama sobie poradzi. W tej chwili Lucy zrobiło się jeszcze bardziej żal całej rodziny, bo dziecko zwyczajnie jadło obiad, a tutaj kobieta miała na głowie, że musi się wyprowadzić z domu natychmiast. Wyobrażała sobie, że sama mogłaby się znaleźć w takiej sytuacji, gdyby miała własną rodzinę, ale wiedziała, że takiej już nigdy nie założy. Matka dała dziecku jabłko, natomiast Lucy mogła przez chwilę rozejrzeć się po pomieszczeniu. Drobne przedmioty tam i ówdzie wskazywały, że domek był urządzony tak, aby było tu przytulnie. Czuło się, że mieszkała tutaj miłość.
Na pytanie, czemu aurorka nie zamknie Carrowa i innych naśladowców w Azkabanie Lucy nie miała dobrej odpowiedzi. W pełni rozumiała przy tym uczucia kobiety. Postarała się dalej odpowiadać rzeczowo
– Nanette, rozumiem cię, naprawdę i bardzo mi przykro - zaczęła, ale wiedziała też, że teraz nie może się za bardzo rozwodzić w swoich słowach – ale Carrow przystał do popleczników Voldemorta. Teraz już nie będziemy w stanie zapewnić wam bezpieczeństwa w tym miejscu. - Z pewnością te słowa nie przyniosły pocieszenia, ale Lucy miała świadomość, że teraz odpowiadała za szybką ewakuację rodziny. Na słowa Nanette o tym, że nie mają dokąd iść odpowiedziała
– Mam dla was świstoklik, abyście mogli łatwo przenieść się na ulicę Pokotną, przed Dziurawym Kotłem. Tam będzie czekał na was przyjaciel, który powie wam co dalej. – Powiedziała. Te słowa z pewnością też nie przyniosły ulgi, a ponieważ czas gonił Lucy dodała – Do aktywacji świstoklika zostało około pół godziny. Zabierzcie to, co możecie, abyśmy mogli jak najszybciej opuścić dom. – Lucy otrzymała jeszcze informację o drugim dziecku na górze. Zapytała jeszcze – A twój mąż, jest tutaj? - Nanette przeszła do kolejnego pokoju. Lucy wyszła za nią na korytarz i przezornie nałożyła magiczne zabezpieczenie na drzwi wejściowe. Chociaż nie było wiadomo, skąd sąsiad Woodów może zaatakować. Następnie przeszła do pokoju, gdzie była Nanette. Lucy starała się mieć podzielną uwagę, by ogarniać rzeczy, które dzieją się w domu oraz chciała, żeby ewakuacja przebiegała sprawnie. Zapytała Nanette – W czymś pomóc? – aby pakowanie się było szybsze oraz – Czy dom ma tylne drzwi? – Tak naprawdę naśladowców można było się spodziewać zewsząd, ale gdyby były tylnie drzwi, to prawdopodobnie chciała, aby przez nie wyszli.
Aurorka nie rozglądała się za bardzo po mieszkaniu, bo nie było na to czasu. Kiedy nabierała wdech, by coś odpowiedzieć kobiecie usłyszały najpierw krzyk dziecka i spadający na ziemię przedmiot, a potem płacz. Nanette ruszyła do swojego dziecka, a za nią do kuchni weszła Lucy. Syn kobiety siedział na wysokim krześle i okazało się, że to jego miseczka z jedzeniem spadła. Nanette momentalnie zaczęła sprzątać, a Lucy zapytała nieśmiało – Może pomóc? – Jednak kobieta kiwnęła głową, że sama sobie poradzi. W tej chwili Lucy zrobiło się jeszcze bardziej żal całej rodziny, bo dziecko zwyczajnie jadło obiad, a tutaj kobieta miała na głowie, że musi się wyprowadzić z domu natychmiast. Wyobrażała sobie, że sama mogłaby się znaleźć w takiej sytuacji, gdyby miała własną rodzinę, ale wiedziała, że takiej już nigdy nie założy. Matka dała dziecku jabłko, natomiast Lucy mogła przez chwilę rozejrzeć się po pomieszczeniu. Drobne przedmioty tam i ówdzie wskazywały, że domek był urządzony tak, aby było tu przytulnie. Czuło się, że mieszkała tutaj miłość.
Na pytanie, czemu aurorka nie zamknie Carrowa i innych naśladowców w Azkabanie Lucy nie miała dobrej odpowiedzi. W pełni rozumiała przy tym uczucia kobiety. Postarała się dalej odpowiadać rzeczowo
– Nanette, rozumiem cię, naprawdę i bardzo mi przykro - zaczęła, ale wiedziała też, że teraz nie może się za bardzo rozwodzić w swoich słowach – ale Carrow przystał do popleczników Voldemorta. Teraz już nie będziemy w stanie zapewnić wam bezpieczeństwa w tym miejscu. - Z pewnością te słowa nie przyniosły pocieszenia, ale Lucy miała świadomość, że teraz odpowiadała za szybką ewakuację rodziny. Na słowa Nanette o tym, że nie mają dokąd iść odpowiedziała
– Mam dla was świstoklik, abyście mogli łatwo przenieść się na ulicę Pokotną, przed Dziurawym Kotłem. Tam będzie czekał na was przyjaciel, który powie wam co dalej. – Powiedziała. Te słowa z pewnością też nie przyniosły ulgi, a ponieważ czas gonił Lucy dodała – Do aktywacji świstoklika zostało około pół godziny. Zabierzcie to, co możecie, abyśmy mogli jak najszybciej opuścić dom. – Lucy otrzymała jeszcze informację o drugim dziecku na górze. Zapytała jeszcze – A twój mąż, jest tutaj? - Nanette przeszła do kolejnego pokoju. Lucy wyszła za nią na korytarz i przezornie nałożyła magiczne zabezpieczenie na drzwi wejściowe. Chociaż nie było wiadomo, skąd sąsiad Woodów może zaatakować. Następnie przeszła do pokoju, gdzie była Nanette. Lucy starała się mieć podzielną uwagę, by ogarniać rzeczy, które dzieją się w domu oraz chciała, żeby ewakuacja przebiegała sprawnie. Zapytała Nanette – W czymś pomóc? – aby pakowanie się było szybsze oraz – Czy dom ma tylne drzwi? – Tak naprawdę naśladowców można było się spodziewać zewsząd, ale gdyby były tylnie drzwi, to prawdopodobnie chciała, aby przez nie wyszli.