• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 11 Dalej »
[8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B

[8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#11
07.04.2025, 20:32  ✶  

Tak, Prudence nie zamierzała panikować. Nie podchodziła do sprawy jakoś bardzo emocjonalnie, to zabrzmiało raczej jak suche stwierdzenie faktu. Stało się. Mogło to nieść ze sobą jakieś konsekwencje. Wiedziała, że tak, jak ona zobaczyła jego twarz, tak on dostrzegł jej. Poczuła to spojrzenie, które przeszywało ją na wskroś. Nie miała pojęcia, jak bardzo mógł zapamiętać jej twarz, czy każdy najdrobniejszy szczegół, czy tylko ogólne rysy. Nie mogła jednak oprzeć się wrażeniu, że potrafiłby ją zidentyfikować. Może nie tak jak ona jego, bo nie wszyscy posiadali ten wyjątkowy dar, co on, raczej mało kto cierpiał na podobna dolegliwość, jednak zwyczajni ludzie też potrafili zapamiętywać szczegóły. Oczywiście, że to, co działo się wokół nich na pewno tego nie ułatwiało. Nawet osoby, które czerpały, korzystały z tego chaosu musiały być mocno skupione na tym, aby tłum ich nie pochłonął, czy płomienie ich nie musnęły, albo przypadkiem nie oberwały częściami walących się budynków. Mimo wszystko nie mogła pozbyć się tego uczucia, że poniesie konsekwencje tego, że spoglądała tam, gdzie nie powinna, że mimowolnie wbiła swoje spojrzenie w tamtą twarz, że zobaczyła ją w całej okazałości na tle tej całej tragedii. Nie zapamiętała osób które zabijał, tych, którzy przez niego ucierpieli, stało się tak, że przed oczami miała twarz mordercy i nie miała szybko pozbyć się jej ze swojej pamięci.

Poczuła na sobie jego spojrzenie, nie powinna powodować rozproszenia, bo to mogło być zgubne i dla niej i dla niego. Próbowała więc brzmieć tak, jakby nie przejęła się tym jakoś szczególnie. Brakowało jeszcze tego, żeby Benjy przejmował się jej ewentualnymi myślami na temat tego, czy faktycznie tamten mógłby po nią wrócić. To nie był jego problem, i tak zaangażował się bardzo w to, aby nie dała się dzisiaj zabić, nie mogła zrzucać na niego swoich kolejnych niepewności, które zresztą po raz kolejny pojawiły się z jej winy. To ona patrzyła tam, gdzie nie powinna, to ona zwróciła na siebie jego uwagę, to był tylko i wyłącznie jej problem. Jakoś sobie z nim poradzi, o ile faktycznie pojawi się w jej życiu. W końcu i tego nie mogła być pewna, to były tylko spekulacje spowodowane tym co widziała, tym, co widział tamten.

Jej sojusznik wydawał się być bardzo pewien tego, że zupełnie niepotrzebnie się tym przejęła. Może faktycznie miał rację? naprawdę chciała w to uwierzyć. Zwłaszcza, że wyglądał na kogoś doświadczonego, na kogoś kto znał się na takich ludziach w przeciwieństwie do niej. Naprawdę chciała mu zaufać, uwierzyć w to co mówił, tak byłoby lepiej.

- Tak. Masz rację. Moje obawy są irracjonalne. - Nie miała problemu z tym, aby się do tego przyznać. Kiedy on o tym mówił faktycznie wyglądało to w ten sposób. Musiała przestać myśleć, przestać przejmować się tym, co się przed chwilą wydarzyło. Tak będzie prościej. Zdecydowanie prościej. Nie była przecież pępkiem świata prawda? Na pewno mieli kogoś istotniejszego na swojej liście, czy coś. Co mogłaby im zrobić? Ewentualnie zidentyfikować jednego z nich, nic więcej. Wszystko zależało od tego, jak bardzo nie chciałby być zidentyfikowany, gdyby jednak tego nie chciał to pewnie miałby zakrytą twarz prawda? Może nie pomyślał? Opcji było naprawdę wiele, bardzo wiele, zaczęła więc zastanawiać się nad każdą z nich.

Z tych jakże fascynujących rozmyślań wyrwały ją jego kolejne słowa. Parsknęła cicho, słysząc wypowiedź mężczyzny, zdecydowanie potrafił rozładować napiętą atmosferę, tego nie można było mu odmówić. - Niech zgadnę, to jedna z Twoich najbardziej udanych transakcji. Na pewno nigdy jeszcze nie zdarzyła Ci się zapłata obiecana w lizakach, prawda? - Jeśli tak by się stało to na pewno byłaby bardzo rozczarowana, ale kto go tam właściwie wiedział. Może nie był to pierwszy raz, kiedy przyjmował zapłatę w takich dobrach. Jeśli tak było to mu odrobinkę współczuła, a z drugiej strony, może mógł się stać jakimś lizakowym baronem? To też nie była taka zła opcja. Tyle, czy ryzykowanie swojego życia w ramach zapłaty jaką miał być porzeczkowy lizak było aby na pewno rozsądne? Cóż, będzie musiała mu znaleźć najbardziej zajebistego lizaka w całej Wielkiej Brytanii, aby faktycznie odpowiednio się odwdzięczyć za tę eskortę do ministerstwa. Szczególnie w ten jakże niesamowity sposób. Niósł ją przecież na swoich plecach, jeszcze nigdy nikt jej nigdzie nie odprowadzał w podobny sposób, do tego w takich warunkach, jakie panowały teraz wokół nich.

Najwyraźniej nie chciał pociągnąć tematu swojej rodziny. Zresztą i tak powiedział jej dość sporo prawda. Wyczuła zmianę tonu w jego odpowiedzi, zauważyła też, że wcześniej raczej chętnie wdawał się w dalsze pogawędki, byleby tylko czymś ich zająć, by nie skupiali się na tym, co działo się wokół nich. Temat rodziny jednak okazał się nie być odpowiedni. Miała świadomość tego, że różne ludzie mieli relacje ze swoimi najbliższymi. Ona w zasadzie nie mogła na to narzekać, miała przecież Eliasa, nikogo więcej, zapewne gdyby mieli więcej rodzeństwa ich relacja nie byłaby taka bliska, bo byli od siebie skrajnie różni, mimo tego, że przecież mieli tą swoją bliźniaczą więź. Nie wątpiła jednak, że gdyby los obdarował jej rodziców dodatkową trójką dzieci, to na pewno aktualny brat nie byłby jej najbliższy. Oczywiście, że wiele dla siebie znaczyli, byli w stanie sobie pomagać etc. tyle, że ich spojrzenia na świat bardzo się od siebie różniły, tak samo jak ich charaktery. Właściwie może tak miało być? Dwoje dzieci, urodzonych praktycznie tego samego dnia, każde zupełnie inne, mimo tych samych genów. Czasem tak przecież bywało, zresztą to było loterią. Znała rodzeństwa, które zachowywały się niczym swoja kalka, jakby faktycznie ich rodzice wychowywali swoje małe kopie, ale nie zawsze się tak zdarzało.

Elias i Prudence idealnie się równoważyli, potrafili się ze sobą ścierać, dosyć mocno, ale gdy przychodziło do sytuacji podbramkowych mogli na siebie liczyć, chyba właśnie na tym polegało wsparcie rodziny. Może i ona mogła się nad nim nieco pastwić, ale to był jej brat, nikt inny nie mógł tego robić, gdyby przyszło co do czego, zapewne nie miałaby najmniejszego problemu z tym, aby stanąć w jego obronie. Może nie rozumiała jego wszystkich pasji, ani podejmowanych przez bliźniaka decyzji, ale był jej rodziną, nadal to była jedna z najważniejszych dla niej wartości, mimo, że od kilku lat nieco dystansowała się od swoich bliskich i wolała spędzać czas w samotności, między swoimi książkami.

Nigdy na to nie narzekała. Tak naprawdę dobrze jej było zupełnie samej, pogodziła się z tym losem. Nie miała szczególnie wielkich oczekiwań co do swojego dalszego życia. Wiedziała, że nie była nikim wyjątkowym. Jednym z wielu, szarych, zwyczajnych ludzi, którzy wiedli raczej nudne i spokojne życie. Czasem zastanawiała się nad tym, co by było gdyby te dwa lata temu wszystko potoczyło się inaczej, ale wiedziała, że bez sensu jest się skupiać na tym, co się nie wydarzyło. Pozostawało jej więc jakoś odnaleźć się w tej dość zwyczajnej rzeczywistości. Może, gdyby miała nieco więcej samozaparcia, chęci, może gdyby nie przeżyła tego wszystkiego, to mogłaby piąć się po szczeblach kariery, jednak na pewnym etapie życia po prostu się poddała. Przyjęła to, co się jej przytrafiło, próbowała jakoś sobie poradzić ze wszystkim. Jeszcze bardziej zamknęła się w sobie, bo nie chciała za bardzo zbliżać się do kogokolwiek. To nie miało wielkiego sensu, ludzie umierali, a ona dosyć mocno to odczuła. Próbowała w końcu ułożyć sobie jakoś wszystko, wieść życie, jakiego od niej oczekiwano, może nie było w nim fajerwerków, ale wydawało jej się, że nie miała powodu do zrzędzenia. Tyle, że los przygotował jej nieco inny rozwój wydarzeń, niż ten który zakładała. Skoro jedna próba się nie udała, to po co miała po raz kolejny coś zmieniać? Akceptowała to wszystko. Nie szukała na siłę lepszego rozwiązania. Nie miała też w zwyczaju narzekać, bo inni przecież mieli jeszcze gorzej, czyż nie?

Może czasami, bardzo rzadko, w środku nocy, kiedy wiatr zbyt mocno uderzał w okiennice, kiedy sen nie chciał przyjść zastanawiała się nad tym, czy nie warto byłoby czegoś zmienić. Czy nie powinna spróbować po raz kolejny przekroczyć swoich granic, podjąć jeszcze jedną próbę. Otworzyć się na kogoś, dopuścić do siebie bliżej niektóre osoby. Stać się nieco bardziej przystępną, ale czy faktycznie miało to jakikolwiek sens? Ludzie odchodzili, prędzej, czy później ją opuszczali, trochę bała się znowu ryzykować. Miała kiedyś przyjaciół, jednak każdy z nich podążył swoją własną drogą, nie ma się co dziwić, przecież byli już w takim wieku, że zakładali rodziny, zajmowali się sobą, swoimi najbliższymi, z roku na rok kontakt stawał się coraz rzadszy, aż w końcu się urywał. Doszło do momentu, w którym nie pozostał jej prawie nikt, no może poza bratem i tymi nielicznymi znajomościami, gdzie mogła na coś przydać się tym osobom. Wiedziała, że nie chodzi o jej uroczą osobowość, potrafiła spojrzeć na siebie krytycznym okiem, nie była łatwa w obyciu, raczej nadrabiała swoimi umiejętnościami, które były jej główną zaletą. Nie wątpiła w to, że gdyby nie jej spora wiedza, to raczej nie miałaby już wokół siebie zupełnie nikogo.

Nie było to szczególnie pocieszające, ale przynajmniej była tego świadoma, nie mydliła sobie oczu, wiedziała, jak to wszystko się klarowało. To powodowało, że nie rozczarowywała się tym wszystkim, nie było więc tak źle. Mogła albo się do tego przyzwyczaić, albo próbować z tym walczyć, chyba wybrała pierwszą opcję.

- Ludzie są głupi. - Może nie powinna się wypowiadać w ten sposób, ale cała ta sytuacja, która działa się wokół nich nie do końca pomagała powstrzymywać się jej przed komentowaniem tego. - To znaczy, niektórzy ludzie są głupi, może to brzmi lepiej. - Próbowała się jeszcze poprawić, żeby nie było, że jest tak sceptycznie nastawiona. - Po prostu wydaje mi się, że to powinno być naturalne, co nie? Ktoś jest dla Ciebie miły, to Ty jesteś dla niego miły. Ktoś Ci pomaga, to okazujesz wdzięczność. - Wydawało jej się to być najbardziej oczywistą rzeczą na świecie, ale faktycznie świat tak nie wyglądał, niestety. Miała tego świadomość, wtedy wokół nie działoby się tyle złego, nie wykorzystywano by łatwowiernych osób, nie nadużywano by zaufania.

- Tak, Ci tylko skorzystali z szansy na to, aby nieco się zabawić. Nie sądzę, żeby w ogóle wiedzieli kogo atakują, to dla nich rozrywka, zabawa, chociaż nigdy nie zrozumiem, jak można czerpać przyjemność z krzywdzenia niewinnych. - Po raz kolejny miał rację. Gdyby tamci mieli w sobie chociaż nieco ogłady, to najpewniej zakryliby swoje twarze, nie rzucaliby się w oczy, nie pozwoliliby się zidentyfikować. Nie byli jednak na tyle rozsądni, świadczyło to o ich miejscu w hierarchii świata. Zdaniem Prue nie znajdowali się zbyt wysoko na tych szczeblach.

- Jeśli Ty nie wiesz, to ja nie wiem tym bardziej, w końcu Cię nie znam. - Postanowiła mu o tym przypomnieć, gdyby faktycznie udało się mężczyźnie pominąć ten fakt. Mogła zakładać różne opcje, wymyślać historie, było to jednak tylko i wyłącznie jej wyobrażenie o nim. Zresztą w oczach Bletchley daleko było mu do skurwysyna, prawdziwy skurwiel nie zainteresowałby się losem zupełnie obcej kobiety, nie pozwoliłby jej się wspiąć na swoje plecy, nie przepychałby się z nią przez tłum tylko po to, aby bezpiecznie dostarczyć ją do ministerstwa magii. W oczach Prue był raczej bohaterem, ale nie powiedziała tego w głos.

- Na pewno wiesz, gdzie uderzyć, żeby zabolało. - Wydawało jej się to raczej oczywiste. Skoro wspominał o swoim doświadczeniu w obijaniu mord, to na pewno musiał zdawać sobie sprawę z tego, w jaki sposób mógł szybko i łatwo położyć przeciwnika. - Oczywiście, zawsze można nieco poprawić technikę, trafiać jeszcze bardziej dokładnie, faktycznie jeśli chodzi o to, to mogłabym Cię nieco wesprzeć, a wtedy już nikt nie miałby z Tobą szans. - Zawsze przecież mogło być lepiej, prawda? Nie miała wszak pojęcia, jak aktualnie to robił, jednak może faktycznie kilka wskazówek mogłoby mu jeszcze ułatwić sprawę, w końcu bardzo dobrze zdawała sobie sprawę, które narządy były bardziej podatne na uderzenia, mimo, że sama nigdy nie korzystała ze swojej wiedzy po to, aby zrobić komuś krzywdę, znajdowała się po drugiej strony barykady, ratowała przecież ludzi, no przynajmniej kiedyś.

To mogłoby być całkiem świeże doświadczenie, które dodałoby do jej jakże interesującego życia nieco koloru. Nawet przez moment w to nie wątpiła, nie korzystała bowiem jeszcze ze swoich medycznych umiejętności w taki sposób. Byłaby to odmiana wobec tego, co robiła aktualnie. Nigdy nie rozważała tego typu współpracy, może czas najwyższy to zrobić?

Nawet jeśli nie miało to większego sensu, to całkiem miło było zająć swoje myśli czymś takim, zwłaszcza, gdy świat wokół nich pochłaniał chaos, dzięki temu krzyki dochodzące ze wszystkich stron były przytłumione, skupiała się przede wszystkim na tym, co do powiedzenia miał jej ten zupełnie obcy mężczyzna. W sumie dowiadywała się o nim coraz to nowszych faktów, które wcale nie musiały być prawdziwe, a i tak wierzyła w większość tego, co miał jej do powiedzenia.

- Tak, wpadasz na mnie zawsze, jak mam jakiś problem. Nie świadczy to o mnie najlepiej. - Oczywiście, że zauważyła pewną tendencję, która łączyła ich dotychczasowe spotkania. Za każdym razem znajdowała się w sytuacji, w której nie do końca sobie radziła, a przecież wcale nie była taką sierotą, na którą mu się teraz rysowała. Pozostawało wierzyć więc to, że nie będzie miał jej za takiego zupełnego ciapciaka, który nie radzi sobie z tym, co się dzieje wokół niego.

- Może następnym razem, to ja wyciągnę Cię z jakichś opałów. - To byłoby całkiem ciekawym zwrotem w ich znajomości, znaleźć się w odwrotnej sytuacji, też chciałaby się mu na coś przydać. Powinna była się w końcu odwdzięczyć za to, co on dla niej zrobił. Nie wątpiła w to, że nic nie działo się bez przyczyny, tyle, że tym razem jeszcze nie wiedziała, co chciał jej powiedzieć los poprzez to, że już drugi raz skrzyżował ich drogi. Nie mogła też zakładać, że nie był to ostatni raz. Może powinna po tym jak dotrą na miejsce zapytać go chociaż o to jak ma na imię, chyba wypadałoby, zwłaszcza po tym wszystkim, co dla niej dzisiaj zrobił.

- Oczywiście to nie tak, że życzę Ci, żebyś wpadł w kłopoty, ale to byłaby ciekawa odmiana. - Przynajmniej dla niej, mogłaby pokazać, że też jest w stanie się do czegoś przydać, i wcale nie jest taka bezużyteczna, ja była w tym momencie. Trochę tak się czuła, zresztą nie wątpiła, że to uczucie jest słuszne. Zajmowała jego czas, mógł aktualnie znaleźć się chociażby przy tych siostrach o których wspomniał, to im pomagać, a nie zupełnie obcej kobiecie.

- Lubię pewne wybory. - Dodała jeszcze, bo faktycznie na klasyce raczej nie można było się rozczarować. Może nie było to szczególnie wyszukanym gustem, raczej takim jaki miała większość, ale nie czuła, że jest w tym coś złego. Nigdy nie uważała się za kogoś wyjątkowego.

- Tak, to musiałby być pył, byłby wtedy niczym miegłka, która je otacza, ale masz rację w tym, że nie dałoby się pokryć go w całości. Tyle, że smak i tak by się przebijał, mam wrażenie, że truskawki są wystarczająco intensywne, aby mogły się wyróżnić. - Czy wydało jej się dziwne to, że znał nazwę takich skomplikowanych procesów obróbki produktów? Być może? Kto jednak mógł właściwie wiedzieć, co miał szansę zobaczyć w swoim życiu, w jakich miejscach bywał. Wspominał o tym, że nie jest stąd, tyle, czy faktycznie ktoś nieoczytany, zimny skurwysyn skupiałby się na takich rzeczach? Nie wydawało jej się. To jednak świadczyłoby o tym, że miała rację. Nie był takim zwyczajnym i prostym zawadiaką, jak wspominał. Nie zamierzała jednak jakoś szczególnie to wnikać, to nie była przecież jej sprawa, dlatego też więc pociągnęła temat, jakby nigdy nic, jakby rozmawiali o najbardziej prostym procesie z możliwych.

- Nawet po tym wszystkim mogłaby nas poróżnić miłość do sera, a raczej wyrobów seropodobnych, to są bardzo poważne różnice, których nie da się zaakceptować. Na szczęście już wiemy, że to nas nie dotyczy. - Dodała jeszcze nieco rozbawiona.

Nie dało się nie zauważyć, że to, że znajdowali się razem w tym piekle nieco ich do siebie zbliżyło. Takie sytuacje łączyły ludzi, nawet jeśli byli dla siebie zupełnie nieznajomi. Naprawdę doceniała jego obecność, to, że jej nie zostawił. Byłaby mu skłonna nawet wybaczyć zupełnie niezrozumiałe gusta związane z jedzeniem. Nie, żeby spodziewała się, aby faktycznie mieli się zaprzyjaźnić. To raczej nie było możliwe. Nie znali się, nie wiedzieli kim są, nie mieli pojęcia, jakimi byli ludźmi. Czy na takim fundamencie, jakim była wspólna walka o przetrwanie dałoby się wybudować przyjaźń, pewnie tak, nie sądziła jednak, by było to im pisane. Całkiem przyjemnie jednak było o tym pogdybać.

- Odważny jesteś. - Miała świadomość, że takie gusta mogą spowodować ogromne kontrowersje. Hawajska? Była przecież odwiecznym powodem sporów między przyjaciółmi, sprawcą rozwodów, rozłamów najbliższych rodzin... - Jakby coś, nikomu o tym nie powiem. - Tak, zamierzała dochować tej tajemnicy. - Muszę przyznać, że to są również moje ulubione smaki. Nie ma nic wspanialszego od mięsa z owocami. Kurczak z morelami, czy brzoskwiniami, bekon ze śliwką, kaczka z jagodami... - Mogłaby wymieniać bez końca, właściwie to zrobiła się głodna, chociaż przecież nie powinna, zważając na to, że znajdowali się w samym sercu chaosu. Nie miała pojęcia, jak doszło do tego, że przypomniała sobie o tak trywialnej potrzebie jaką było jedzenie, ale stało się to właśnie w tej chwili. Szkoda, że nie będzie miała zbyt szybko szansy zjeść czegokolwiek.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (9815), Eutierria (252), Prudence Fenwick (10606)




Wiadomości w tym wątku
[8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B - przez Benjy Fenwick - 28.03.2025, 20:04
RE: [8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B - przez Prudence Fenwick - 29.03.2025, 02:18
RE: [8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B - przez Benjy Fenwick - 29.03.2025, 16:09
RE: [8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B - przez Prudence Fenwick - 30.03.2025, 00:19
RE: [8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B - przez Eutierria - 31.03.2025, 21:02
RE: [8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B - przez Benjy Fenwick - 31.03.2025, 21:03
RE: [8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B - przez Prudence Fenwick - 31.03.2025, 21:04
RE: [8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B - przez Benjy Fenwick - 04.04.2025, 18:35
RE: [8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B - przez Prudence Fenwick - 04.04.2025, 23:37
RE: [8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B - przez Benjy Fenwick - 06.04.2025, 23:12
RE: [8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B - przez Prudence Fenwick - 07.04.2025, 20:32
RE: [8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B - przez Benjy Fenwick - 10.04.2025, 14:34
RE: [8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B - przez Prudence Fenwick - 10.04.2025, 20:46

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa