- Nie masz zbyt wielkiego mniemania o Krukonach, co? - W końcu znani byli oni jako najbardziej bystrzy, najbardziej inteligentni, najmądrzejsi. Nie sądziła, aby sam kolor włosów mógłby świadczyć o tym, aby się do nich nadawała. Zresztą był tylko i wyłącznie jej chwilową zachcianką, próbą wzbudzenia kolejnej kontrowersji. Zachęceniem do tego, aby znowu ją zaczepiali i wdawali się z Yaxleyówną w zupełnie niepotrzebne dyskusje. Lubiła wtedy udowadniać innym, gdzie było ich miejsce, pokazywać, że nie mają z nią szans w potyczkach słownych, czy tych siłowych. Nigdy jednak sama nie prowokowała, czekała tylko i wyłącznie, aż nadarzy się okazja do tego, aby się nieco rozerwać. Te włosy były idealnym ku temu powodem.
Serce nieco przyspieszyło rytm, kiedy ten niesamowity chłopak dotknął palcami jej włosów. Nie powinien tego robić, z drugiej strony, może nie było w tym nic dziwnego, w końcu byli przyjaciółmi, prawda? Przyjaciele mogli się tak zupełnie niezobowiązująco dotykać. Szkoda, szkoda, bo zdecydowanie wolałaby, aby byli dla siebie kimś więcej, tyle, że to nigdy nie miało być możliwe. Nie należała do jego ligi, znajdowała się zdecydowanie poza obszarem jego zainteresowań, nie zbliżał się w ten sposób do takich dziewczyn.
Wiedziała, że wybierał zawsze te, które były najbardziej urocze, najbardziej dziewczęce z dziewcząt, które swoimi uśmiechami topiły najbardziej zamrożone serca. Chcąc, nie chcąc znajdowała się obok, miała świadomość, jakie są jego gusta, chociaż wolałaby tego nie wiedzieć. Nigdy nie spojrzałby na nią w ten właściwy sposób, w ten jeden, jedyny sposób, na którym jej zależało. Zdarzało jej sobie ich wyobrażać, oczywiście, że nigdy mu o tym nie wspomniała, spaliłaby się ze wstydu, gdyby dowiedział się tego wszystkiego. Na szczęście nie było opcji, aby to do niego dotarło. Nie mówiła o tym nikomu, to była jej mała, słodka tajemnica.
Nie była nikim wyjątkowym, na pewno nie miała szansy zwrócić na niego swojej uwagi. Musiała więc zaakceptować to, że na zawsze miała być dla niego niczym młodsza siostra, przyjaciółka, która miała go wspierać. Cóż, było w czym, był przecież prawdziwą gwiazdą, bożyszczem, nikt inny nie potrafił latać tak jak on, nikt nie wzbudzał takiego zainteresowania, była pewna, że po szkole zostanie prawdziwą gwiazdą, najjaśniejszą ze wszystkich. Wtedy o niej zapomni, bo po co miałby o niej pamiętać? Będzie zajęty swoją wielką karierą, tabunem fanek, nie będzie miał dla niej czasu. Musiała będzie się z tym prędzej, czy później pogodzić. Nie było innego wyjścia. Czuła, że to nadejdzie już niedługo, bo przecież biły się o niego najbardziej popularne drużyny, kto wie, czy w ogóle zostanie w Wielkiej Brytanii, czy postanowi ją opuścić. Jeśli by do tego doszło to nie miała najmniejszych wątpliwości, że wtedy na zawsze zniknie z jej życia, bo przecież cóż miała mu do zaoferowania poza swoimi głupimi żartami, czy nie do końca przemyślanymi komentarzami? Nic, zupełnie nic.
- Sugerujesz, że normalnie wyglądam jak chłopak? - Zamrugała kilka razy swoimi błękitnymi oczami. Oczywiście, że powinna spodziewać się takiego komentarza. Widział w niej tylko kolegę, zapewne nawet nie najlepszego, bo to miejsce zajmowali już Loyce Ashwood i Corvinus LeStrangeur, do których nie mogła się równać. Zawsze była któraś w kolejności, nigdy na pierwszym miejscu, powinna do tego przywyknąć. Trudno jednak jej się było z tym pogodzić, niestety.
Nie była na tyle fajna co oni, nie potrafiła tak lekko odnajdywać się we wszystkich możliwych sytuacjach, nie umiała w dowcipy na tyle, aby były równie zabawne co te ich. Była przegrywem, czy tego chciała, czy nie. Może i grała w szkolnej drużynie quidditcha, ale co z tego? Nie wydawało jej się, aby wyróżniała się czymkolwiek na tle całej reszty. By naprawdę go zainteresować musiałaby mieć w sobie coś niesamowitego, jakiś pierwiastek zajebistości, a nie umiała go w sobie dostrzec, musiała pogodzić się więc z tym, że tak już będzie. Zdawała sobie sprawę, gdzie było jej miejsce. Zresztą, przypomniał jej o tym teraz, musiała się pogodzić z tym, że miał ją za taką, a nie inną.
- Szybko zmieniła obiekt zainteresowania, nie poradziłeś sobie z nią, hmm? - Może nie powinna wtrącać się w te sprawy, ale nie mogła się oprzeć. Skoro nie miała szansy na to, aby zbliżyć się do niego w ten sposób, to chociaż mogła posłuchać niewybrednych komentarzy o tych typiarach, z którymi się spotykał. Nawet nie miały pojęcia ile miały szczęścia, że ktoś taki jak on się nimi zainteresował, ile by ona dała, aby choć przez chwilę patrzył na nią w ten sposób. Cóż, marzenia, tak marzenia, których nie dało się spełnić.
- Przefarbuję sobie włosy na zielono i Ci to umożliwię, ale dopiero podczas Yule, chociaż kto wie, czy w ogóle jeszcze wtedy będziesz w Wielkiej Brytanii... - Nie miała pojęcia, o jakich bombkach mówił, więc sama znalazła odpowiednią opcję, może odrobinę próbowała na nim wymusić deklarację, że faktycznie spotka się z nią podczas tegorocznego Yule, nawet jeśli podpisze któryś z zagranicznych kontraktów, taka była sprytna.