07.04.2025, 21:47 ✶
- O, moja mama też tak potrafi - rzuciła lekko, z miną właściwą komuś, kto absolutnie nie wiedział z czym mogły się wiązać te słowa i jaki mogły nieść ciężar. Po prawdzie trochę paplała dla samego toczenia rozmowy do przodu i ciągnięcia subtelnie Nico za język, kiedy ta rzucała jakieś ciekawsze słowa, zamotane w całą resztę pogaduszki. Ale trochę nie oczekiwała tutaj znaleźć dawno zaginionego kuzynostwa i Bonesowie niezbyt ją obchodzili sami w sobie. Byli zawsze jakimś odległym obrazkiem. Duchami i wymyślonymi osobami, o których opowiadała ich matka, bo jej rodzina niewiele chciała mieć wspólnego z nią po tym, jak bezwarunkowo oddała się Greybackowi. Asena nawet im się nie dziwiła - jej matka w pewnym momencie zaczęła jej wyglądać na straconą sprawę, a dokładniej w tym kiedy była już na tyle duża by rozmyślając o przeszłości dopatrzeć się pewnych schematów w zachowaniu. Veronica była ofiarą, ale nie mogła uciec od swojego oprawcy bo w jakiś pokrętny sposób kochała go aż za mocno. Ale dlaczego w końcu wyrwała się z domu... tego Sena nigdy się nie dowiedziała, nie ważne ile matki szukała. Podejrzewała, że może jej rodzina jednak podała jej rękę, kiedy ta o to poprosiła, ale na tyle skutecznie że ciężko było ją znaleźć.
- Słomkowy kapelusz brzmi całkiem dobrze, ale nie mów Tarpowi że ci coś takiego powiedziałam, bo zaraz będzie chciała nasadzić temu szczuroszczetowi jakiś prawdziwy, a ja nie wiem czy zniosę więcej kapeluszy na metr kwadratowy w tej budzie. A co do Lewisa, to tak sobie myślę, że ona ma już wszystko obcykane. Znaczy możesz lizać, śmiało, co najwyżej porównacie sobie wtedy subtelne nuty spod pachy szczurka. Podobno, wbrew pozorom, mają tam najprzyjemniejszy bukiet - poklepała Kayleth wesoło po ręce, kiedy ta złamała ją za przedramię. - Na górze mieszkam ja i Woody. Lewis ma swoje własne salony i to nawet nie takie w burdelu, a całkiem przyzwoite i przestronne. Zero odpadających kończyn, nie to co u taty. Dziadka? Ciotecznego dziadka? - zamyśliła się na moment, ale największy problem stanowił fakt, że nie mogła wiedzieć ile pan Philip McKinnon miał lat. Może był jakimś pra-pra-pra-pra-pradziadkiem? - Do szemranych transakcji dochodzi na całym Nokturnie, ale przyznam ze tak, mamy czasem paru ponurych Obieżyświatów w kącie karczmy. - Greyback parsknęła wesoło, słysząc burczenie w brzuchu koleżanki i włożyła jej dłoń pod swoje ramię, wyprowadzając z pomieszczenia. - Nic im nie będzie, a może i nawet Lewis już skończył robić jeść.
- Słomkowy kapelusz brzmi całkiem dobrze, ale nie mów Tarpowi że ci coś takiego powiedziałam, bo zaraz będzie chciała nasadzić temu szczuroszczetowi jakiś prawdziwy, a ja nie wiem czy zniosę więcej kapeluszy na metr kwadratowy w tej budzie. A co do Lewisa, to tak sobie myślę, że ona ma już wszystko obcykane. Znaczy możesz lizać, śmiało, co najwyżej porównacie sobie wtedy subtelne nuty spod pachy szczurka. Podobno, wbrew pozorom, mają tam najprzyjemniejszy bukiet - poklepała Kayleth wesoło po ręce, kiedy ta złamała ją za przedramię. - Na górze mieszkam ja i Woody. Lewis ma swoje własne salony i to nawet nie takie w burdelu, a całkiem przyzwoite i przestronne. Zero odpadających kończyn, nie to co u taty. Dziadka? Ciotecznego dziadka? - zamyśliła się na moment, ale największy problem stanowił fakt, że nie mogła wiedzieć ile pan Philip McKinnon miał lat. Może był jakimś pra-pra-pra-pra-pradziadkiem? - Do szemranych transakcji dochodzi na całym Nokturnie, ale przyznam ze tak, mamy czasem paru ponurych Obieżyświatów w kącie karczmy. - Greyback parsknęła wesoło, słysząc burczenie w brzuchu koleżanki i włożyła jej dłoń pod swoje ramię, wyprowadzając z pomieszczenia. - Nic im nie będzie, a może i nawet Lewis już skończył robić jeść.
Open hand or closed fist would be fine
Blood is rare and sweet as cherry wine
Blood is rare and sweet as cherry wine