08.04.2025, 11:08 ✶
Brenna czasem umiała być bezlitosna. Okrutna nawet, jeśli faktycznie chciała kogoś zranić. Ale nie miała powodów, by być bezlitosną wobec Thomasa. Nie chciała być bezlitosna.
Nie było sensu udzielać mu wykładów ani pouczeń, nie w tej pierwszej chwili przynajmniej: był dorosłym mężczyzną i doskonale wiedział, co zrobił i dokąd mogło to zaprowadzić. A chociaż po prostu akceptowanie wszystkiego, co zrobili bliscy, nie leżało do końca w naturze Brenny, to jednak zazwyczaj jej pierwszym odruchem była chęć pomocy.
Thomas na pewno nie potrzebował teraz ostrych słów.
– Nie ma za co – odparła, z podbródkiem na jego ramieniu, wciąż go obejmując, pozwalając, by sam zdecydował, w którym momencie się odsunie. – Po prostu… po prostu tutaj jestem, kiedy będziesz potrzebował.
Być może nie nadawała się do pewnych rzeczy i w wielu sprawach zawiodła, może jej zaufanie wobec ludzi zamieniało się powoli w popioły, wraz z tym, co działo się w Anglii i ze znikającymi powoli ludźmi, ale tego nie zamierzała zmieniać.
– Nie mogę powiedzieć, żebym szczególnie przejmowała się demonami. Zwłaszcza tym konkretnym demonem – dodała po chwili, marszcząc lekko brwi. Gdzieś w jej głowie tkwiły pozostałości zaklęcia i wkurzało ją to okropnie: że jakaś jej część pamiętała istnienie Thorana Yaxleya, chociaż teraz, wiedząc, kim był, znajdowała w tym aż nazbyt wiele nieścisłości.
Takie grzebanie w głowie było dla niej gorsze niż fizyczne rany. Jeśli nie mogłeś ufać swoim myślom i wspomnieniom, być sam w swoim umyśle, to jak miałeś dalej funkcjonować?
To nie był człowiek – to była mroczna istota, którą należało usunąć, przynajmniej w oczach Brenny.
– Ale uważaj. Proszę. Nikt z nas nie chciałby cię stracić.
A stracić kogoś mogli na wiele różnych sposób. Nie tylko w ten ostateczny sposób, poprzez śmierć.
Nie było sensu udzielać mu wykładów ani pouczeń, nie w tej pierwszej chwili przynajmniej: był dorosłym mężczyzną i doskonale wiedział, co zrobił i dokąd mogło to zaprowadzić. A chociaż po prostu akceptowanie wszystkiego, co zrobili bliscy, nie leżało do końca w naturze Brenny, to jednak zazwyczaj jej pierwszym odruchem była chęć pomocy.
Thomas na pewno nie potrzebował teraz ostrych słów.
– Nie ma za co – odparła, z podbródkiem na jego ramieniu, wciąż go obejmując, pozwalając, by sam zdecydował, w którym momencie się odsunie. – Po prostu… po prostu tutaj jestem, kiedy będziesz potrzebował.
Być może nie nadawała się do pewnych rzeczy i w wielu sprawach zawiodła, może jej zaufanie wobec ludzi zamieniało się powoli w popioły, wraz z tym, co działo się w Anglii i ze znikającymi powoli ludźmi, ale tego nie zamierzała zmieniać.
– Nie mogę powiedzieć, żebym szczególnie przejmowała się demonami. Zwłaszcza tym konkretnym demonem – dodała po chwili, marszcząc lekko brwi. Gdzieś w jej głowie tkwiły pozostałości zaklęcia i wkurzało ją to okropnie: że jakaś jej część pamiętała istnienie Thorana Yaxleya, chociaż teraz, wiedząc, kim był, znajdowała w tym aż nazbyt wiele nieścisłości.
Takie grzebanie w głowie było dla niej gorsze niż fizyczne rany. Jeśli nie mogłeś ufać swoim myślom i wspomnieniom, być sam w swoim umyśle, to jak miałeś dalej funkcjonować?
To nie był człowiek – to była mroczna istota, którą należało usunąć, przynajmniej w oczach Brenny.
– Ale uważaj. Proszę. Nikt z nas nie chciałby cię stracić.
A stracić kogoś mogli na wiele różnych sposób. Nie tylko w ten ostateczny sposób, poprzez śmierć.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.