Wiele się zmieniło tego dnia. Miała wrażenie, że opuściły ją wszystkie lęki, w końcu zaczęło się układać. Dokładnie tak, jak chciała, świat wydawał się być kompletny. Dawno nie czuła takiego spokoju. Co najważniejsze, to nie miało być chwilowe, nareszcie życie, które najbardziej sobie ceniła do niej powróciło. Nawet nie miała świadomości, jak jej tego brakowało.
Leniwe poranki, wieczory, popołudnia. Kiedyś mieli to na co dzień, teraz powoli wracali do tego stanu rzeczy. Mimo, że ten dzień i noc był dość intensywne, to niemalże tego nie odczuwała, wręcz przeciwnie, z racji na to, że nareszcie wszystko zaczęło się układać, dokładnie tak, jak powinno.
Nie wątpiła w to, że czekało ich jeszcze wiele rozmów, sporo spraw, które powinni przegadać, znaleźć nowe rozwiązania na to, jak miało wyglądać ich wspólne życie, ale to było jeszcze przed nimi. Najpierw można było nacieszyć się sobą, co robili właściwie do rana. Nie hamowali się w sięganiu po swoje, nie da się nie zauważyć, jak bardzo im tego brakowało.
Na szczęście postanowili zakończyć ten bardzo nieodpowiedni okres w swoim życiu, mieli za sobą najgorsze, a przed nimi miały być same lepsze dni. Okazało się, że nadzieja, która towarzyszyła jej przez ostatnie dni jednak miała sens, warto było czasem wierzyć w cuda.
- No, cześć. - Powiedziała cicho, ledwie otwierając usta. Była nieco zmęczona, jednak było to całkiem przyjemne uczucie, nie takie męczące, z którym mogło kojarzyć się zwyczajne zmęczenie.
Znajdowali się blisko, znowu bardzo blisko siebie, ale teraz nie towarzyszył im ten żar, który jeszcze przed chwilą musieli ugasić. Teraz było błogo, zwyczajnie błogo, mogłaby tak z nim spędzić całą wieczność.
- Tak myślisz? - Może nie powinna się tym martwić, bo przecież miała już za sobą temat związany z udawaniem jej, przejmowaniem jej życia, jednak nadal gdzieś wewnątrz pojawiała się obawa. Wiedziała, że to głupie, że nie powinno już jej niepokoić, mimo wszystko nie tak łatwo było jej zupełnie pozbyć się tych myśli. Nadal od czasu do czasu się pojawiały, jak chociażby przed chwilą.
- Ten demon trochę namieszał mi w głowie. - Chciała, żeby o tym wiedział, chociaż na pewno już zdążył to zauważyć. Wczoraj przyznała mu się do tego, że bała się, że może ją zapomnieć, kolejnym lękiem był ten związany z przyjmowaniem jej postaci. To nie było do końca normalne, na szczęście dostrzegała te zmiany, które się w niej pojawiły.
Wtuliła się w Roisa, właściwie to zrobiła sobie z niego poduszkę i leżała przyklejona do jego klatki piersiowej. Był ciepły, dobrze było czuć tę bliskość, chociaż w zupełnie innej formie niż jeszcze przed chwilą.
- Przecież wiesz, że nie chciałabym się Ciebie pozbyć, na pewno nie teraz, może kiedyś, jakbyś mnie faktycznie wkurzył... - Tak, jasne, na pewno byłaby skłonna wykopać go ze swojego życia. Szczególnie po tym, jak ustalili, że tym razem pisanie im jest bycie na zawsze. Nie było chyba rzeczy, którą mógłby zrobić Ambroise, aby faktycznie skłonić Yaxleyównę do tego, aby z niego zrezygnowała. Wiedziała, że będzie szczęśliwa tylko i wyłącznie u jego boku.
- Nie zamierzałam, chociaż wiesz, że gdy mówisz, że mam czegoś nie robić, to działa zupełnie odwrotnie? - Uniosła na moment głowę do góry, aby obdarzyć go krótkim spojrzeniem. Przecież wiedział, że nie należy prowokować jej w ten sposób. Nie miała zamiaru jednak psuć tej chwili kolejnymi głupimi zagrywkami i sugestiami, to nie był na to czas.
Powietrze było dość gęste mimo tego, że okna nadal zostawały otwarte. Robiło się coraz chłodniej, najprawdopodobniej miało się za chwilę rozpadać, nie, żeby jej to przeszkadzało. Niby mieli wychodzić, ale nie była w sumie pewna, czy nie zmienili zupełnie tych planów, chociaż sporo dnia mieli jeszcze przed sobą. Mogli sobie faktycznie pozwolić na spacer i randkę, nigdzie im się przecież nie spieszyło.
Roise ja ubiegł i jednym zgrabnym ruchem różdżki zamknął okna, może to i dobrze, bo chłód robił się coraz bardziej nieprzyjemny, zwłaszcza, kiedy zimny wiatr dotykał ich nagich, jeszcze rozgrzanych ciał. Zimne dreszcze zaczęły przechodzić jej po plecach, ale to miało minąć, zapewne już za chwilę.
Nie spodziewała się, że podczas jednego dnia tak wiele może się zmienić, ale najwyraźniej to miał być ich, nowy, wspólny początek, co niesamowicie ją cieszyło, naprawdę dosyć długo czekała na tę chwilę. W końcu znowu byli w domu, nawet jeśli nie znajdowali się teraz w Whitby, tylko przy Horyzontalnej. Znowu pojawiło się to uczucie przynależności, które zniknęło na niemalże dwa lata.