Nora nie zmieniła swojego położenia. Nie było jej w kuchni, gdzie znalazła się Mabel i Samuel, a i kot. Nadal była na sali, gdzie jeszcze można było spotkać wielu gości, których przed chwilą obsługiwała. Nie słyszała więc tego, co mieli jej do powiedzenia. Zwłaszcza, że była w zupełnie innym pomieszczeniu, trudno było cokolwiek usłyszeć na sali, gdzie ludzie zaczęli panikować widząc to, co działo się na zewnątrz.
Sama Norka jeszcze nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, co się działo. Trudno było to zrozumieć, kiedy największe zamieszanie dopiero zaczynało pojawiać się na zewnątrz. Wzięła na ręce Lady, która słodko spała na blacie i przytuliła ją mocno do siebie. Bała się. Czuła niepewność, nie miała pojęcia, co właściwie zwiastowały te czarne chmury, które przykryły niebo.
Czuła, że nie był to kolejny pochmurny wieczór, tylko coś dużo, dużo gorszego. Zwłaszcza, że gdy podeszła do okna dostrzegała ten popiół, który spadał z nieba. Budynki na Pokątnej zajmowały się ogniem, jeden za drugim. Na chodnikach zaczęli biegać spanikowani ludzie. Niektórzy z klientów również wybiegli z Nory z krzykiem. Działo się coś złego. Bardzo złego, tyle, że jeszcze nie wiedziała co.
Pogłaskała kotkę po głowie. Miała nadzieję, że nic im tutaj nie groziło, chociaż, czy mogła być tego stuprocentowo pewna? No nie, nie kiedy dostrzegała to, co działo się na zewnątrz. To miała być bardzo niespokojna noc, nie zakładała tego jeszcze kilka minut temu. Miał to być jeden z wielu podobnych wieczorów. Należało jednak zawsze spodziewać się niespodziewanego, czyż nie?
Figgówna spoglądała przez okno, wpatrywała się w jedną z kamienic, która znajdowała się w oddali. Pamiętała, że Brenna wspominała o tym, że mieszka tam Frankie z rodziną, byli oni sojusznikami Zakonu Feniksa. Próbowała dostrzec, czy nad ich domem nie zbiera się dym. Właściwie prawdopodobne było to, że to zamieszanie było winą śmierciożerców.
//
rzucam na percepcję ◉○○○○
Akcja nieudana