Może nie powinna wątpić w to, co mówił, tyle, że ostatnio naprawdę nieco przytłaczało ją to, co działo się wokół. Zresztą nigdy nie zakładała nawet, że spotka ją coś takiego. Nie spodziewała się, że stanie się ofiarą podobnego demona. Trudno było bowiem przewidzieć, że jakaś istota będzie miała, aż taką ochotę namieszać w czyimś życiu. To spowodowało te obawy, do tego wszystkiego właściwie nie widzieli, czy doppelganger zginął, czy pozbyli się go na pewno z tego świata. To również powodowało niepokój, chociaż może nie powinno, bo przecież odkąd wyszli w jaskini nic się nie wydarzyło, tyle, że przecież zawsze mogło się tak stać.
- Właściwie to masz rację, mam tak z Tobą, ale mam nadzieję, że rozumiesz skąd biorą się moje obawy. - Wolała wyjaśnić nieco swój punkt widzenia. Nie negowała tego, że akurat on powinien zawsze ją rozpoznać, faktycznie nie powinna tego robić, na pewno dosyć szybko by się domyślił, że ktoś zajął jej miejsce. Gdzieś tam jednak z tyłu głowy pozostawały te dziwne obawy.
- W takim wypadku nie ma szans na to, żeby cokolwiek Cię zgubiło, bo ja nie zamierzam tego robić. - Chyba mieli co do tego jasność? Miał świadomość, że okropnie jej na nim zależało, na pewno świadomie nie doprowadziłaby do jego zguby, nieświadomie zresztą też nie. Zawsze starała się, aby podejmowane przez nią decyzje były na tyle odpowiedzialne, żeby Roise nie oberwał przez nie rykoszetem. No, przynajmniej wtedy, kiedy byli razem. To był wystarczający powód do tego, aby zmieniała swoje przyzwyczajenia, nie pozwalała spontaniczności za bardzo się ponosi, bo nigdy nie chciała, aby przez nią cierpiał.
Greengrass wydawał się być bardzo pewny w tym, co mówił. Musiała mu zaufać, miała pewność, że razem byli silniejsi. Zresztą zawsze miał na nią oko, dbał o nią, na pewno nie pozwoliłby na to, aby przytrafiło się jej coś podobnego. Nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości, bo i ona była gotowa zrobić wszystko dla jego bezpieczeństwa. Ta ich więź już tak działała. To, że nie zawsze miała taką możliwość było zupełnie inną sprawą, przynajmniej w przeszłości. Tym razem bowiem nie zamierzała dopuszczać do podobnych sytuacji. Jeśli chcieli zmienić coś na lepsze nie mogli mieć przed sobą żadnych tajemnic, musieli w pełni, ponownie wpuścić się do swojego życia, tym razem nie pomijając żadnych, nawet najdrobniejszych szczegółów.
- W porządku, trochę tylko nie podoba mi się ten fragment o tym, że mam Cię przeżyć, nie wiem, czy dałabym radę to zrobić... - Skoro mieli być już ze sobą zupełnie szczerzy, to faktycznie zamierzała iść w tym kierunku. Nie umiała sobie aktualnie wyobrazić swojego świata bez niego. Nawet jeśli przeżyją razem bardzo wiele lat, w końcu pojawi się jakiś koniec, najprawdopodobniej będzie on śmiercią, któregoś z nich. Przy tak silnym uczuciu, jakie ich łączyło to na pewno miała być ogromna tragedia dla tej strony, która zostanie dłużej na tym świecie. Wolałaby nią nie być, bo nie wyobrażała sobie swojego życia bez niego.
- Wlazłam tam, gdzie nie powinnam, ale to chyba nie było, aż tak głupie. - W końcu w jej przypadku dosyć często zdarzało jej się plątać po zupełnie obcych miejscach. Wchodziła do jaskiń, czy grot, gdzie tropiła magiczne stworzenia, to nie było, aż takie głupie, no, zdecydowanie zważając na to, że nie zrobiła tego pierwszy raz w swoim życiu, była w tym doświadczona. Nie mogła zakładać, że spotka tam demona, to był bardzo chujowy zbieg okoliczności.
- Tak, lepiej myśleć o tym właśnie w ten sposób. - Założyć, że faktycznie to, co najgorsze było już za nimi. Może niepotrzebnie roztrząsała ten temat, ale z drugiej strony nie zamierzała ukrywać tego, że te wydarzenia miały na nią wpływ.
- Ten Twój klątwołamacz z prawdziwego zdarzenia niedługo zacznie z nami wszędzie chodzić... - Powiedziała dość cicho, nieszczególnie zadowolonym tonem głosu, bo bardzo dobrze wiedziała o kim mówił. Ostatnie spotkanie z Fenwickiem, czy tam Rookwoodem należało do nieszczególnie przyjemnych, ale chyba powinna przyzwyczaić się do tego, że nie zniknie szybko z ich otoczenia. Jasne, doceniała jego wybitne umiejętności, co jednak nie zmieniało tego, że nie przypadł jej do gustu. Nie polubiła typa, pewnie szybko to się nie zmieni.
To wcale jednak nie był taki głupi pomysł - wrócić do Snowdonii, sprawdzić co zastaną i ewentualnie zapieczętować tę jaskinię. Miało to sens, wtedy będzie mogła być jeszcze bardziej spokojna. Poprzedni klątwołamacz zapewne nie wpadł na to, aby dorzucić coś od siebie, nie okazał się być najlepszy w swojej dziedzinie, wręcz nie zakładała, że będzie on taki nieporadny, jak widać nikomu nie można było ufać.
- Domyśl się, ośle. - Przecież wiedział No, weź pomyśl Ambroise. Odpowiedź była oczywista. Nie było rzeczy, która spowodowałaby, żeby przestała go kochać, czyż nie? Na pewno to wiedział, zwłaszcza po tym, co razem przeżyli. Mimo tego wszystkiego ciągle walczyła o tym, aby dostali swoje szczęśliwe zakończenie, to chyba mówiło samo za siebie, nie były potrzebne kolejne dowody, prawda, a nawet jeśli to nie miała zamiaru ich mu podawać na tacy.
- Nie przypominam sobie, abym coś podpisywała. - Powiedziała cicho. Jasne, przypieczętowali swoją słowną umowę, ale czy było to takie oficjalne. Nie połączył ich żaden papier, to było dopiero przed nimi, prawda? Szczególnie, że Ambroise nie rzucał słów na wiatr, była skłonna uwierzyć w to, że mógłby na poczekaniu stworzyć jakiś wzorzec cyrografu, który dałby jej do podpisania, nawet by jej to jakoś specjalnie nie zdziwiło.
Wyczuła zmianę jego tonu głosu, zawsze ją bawiło, kiedy stawał się taki oficjalny i mówił w ten śmieszny, przemądrzały sposób.
- Osobą przekazującą informację, czy związaną cyrografem? Wiesz, jak zazwyczaj kończą posłańcy, prawda? - Szczególnie Ci, którzy musieli przekazywać bardzo złe wieści osobom niespełna rozumu, do których przecież należała Yaxleyówna. To chyba było ostrzeżenie, czy coś.
- Śmiertelnie urocza, dobre sobie, czy można przez to kogoś otruć, czy coś? - Nie zamierzała łatwo się poddawać. Jasne, wiedziała, że on spoglądał na nią w sposób inny niż wszyscy, jednak nie wydawało jej się, aby określenie urocza idealnie do niej pasowało.