09.04.2025, 20:40 ✶
Powietrze było gęste w ten przyjemny, ciepły sposób, otulało ich szczelnie zewsząd. Oddzielało od szumu ulicy i wszystkich jej brudów deptających po chodnikach. I choć bezustannie grała płyta, Skoll miał wrażenie, że panuje cisza, jakby ta muzyka była naturalnym elementem otoczenia. Wysłużona powierzchnia kart ślizgała się pod palcami, a wzrok wędrował spokojnie od jednego koloru do drugiego, po cyfrach, po układzie na stole i tych kilku monetach, o które toczyła się stawka. Groszach o wartości osobistej.
Odstawił z powrotem szklankę whisky, której dno cichutko stuknęło o blat, dając odczuć swój ciężar. Alkohol miło spłynął po gardle, przyszykował drogę dla kolejnej porcji papierosowego dymu. To była dobra whisky i dobre papierosy, przy takich znacznie lepiej mu się myślało.
Gdyby tylko Hati nie zaczął starej śpiewki.
— Co tam skuczysz? — mruknął pod nosem, niezbyt przejęty epitetami rzucanymi pod jego adresem. A przynajmniej tak to miało wyglądać. Zaciągnął się papierosem, na chwilę podnosząc wzrok na brata, przez sekundę mierzył go bacznie, aż prychnął cicho z rozbawieniem. — Nic tam nie mam. Jak nie wierzysz, możesz sprawdzić — odparł i pociągnął dym, który po chwili wypłynął lekko z ust.
W przeciwieństwie do swego pierwowzoru, Skoll odwrócił głowę na krótko, w tym samym momencie, kiedy krzyk rozbrzmiał w jego uszach. Nie to, żeby nie był przyzwyczajony, to był zwyczajny odruch, który bardzo często się powtarzał. Zresztą, Wilk równie szybko stracił zainteresowanie.
— Nie żadne pesto, tylko graj — rzucił własnym ponagleniem, wróciwszy uwagą do właściwego miejsca. Papieros powoli się kończył, a on nie chciał przegadać go całego.
Choć z drugiej strony nigdzie się nie spieszył.
Odstawił z powrotem szklankę whisky, której dno cichutko stuknęło o blat, dając odczuć swój ciężar. Alkohol miło spłynął po gardle, przyszykował drogę dla kolejnej porcji papierosowego dymu. To była dobra whisky i dobre papierosy, przy takich znacznie lepiej mu się myślało.
Gdyby tylko Hati nie zaczął starej śpiewki.
— Co tam skuczysz? — mruknął pod nosem, niezbyt przejęty epitetami rzucanymi pod jego adresem. A przynajmniej tak to miało wyglądać. Zaciągnął się papierosem, na chwilę podnosząc wzrok na brata, przez sekundę mierzył go bacznie, aż prychnął cicho z rozbawieniem. — Nic tam nie mam. Jak nie wierzysz, możesz sprawdzić — odparł i pociągnął dym, który po chwili wypłynął lekko z ust.
W przeciwieństwie do swego pierwowzoru, Skoll odwrócił głowę na krótko, w tym samym momencie, kiedy krzyk rozbrzmiał w jego uszach. Nie to, żeby nie był przyzwyczajony, to był zwyczajny odruch, który bardzo często się powtarzał. Zresztą, Wilk równie szybko stracił zainteresowanie.
— Nie żadne pesto, tylko graj — rzucił własnym ponagleniem, wróciwszy uwagą do właściwego miejsca. Papieros powoli się kończył, a on nie chciał przegadać go całego.
Choć z drugiej strony nigdzie się nie spieszył.