09.04.2025, 21:27 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.04.2025, 21:27 przez Erik Longbottom.)
To się nie skończy dobrze, pomyślał bezwiednie Longbottom wpatrując się w pożar trawiący kolejne budynki na Ulicy Pokątnej. Przecież to przechodziło ludzkie pojęcie; jakim cudem ten ogień objął tak duży obszar? I to tak szybko! Nie wspominając już o tym, że bardzo podobne ogniska dostrzegł na co poniektórych chatach w Dolinie Godryka. Czy za to wszystko był odpowiedzialny jeden i ten sam podpalacz?
Erik rozkaszlał się, chwytając w ręce miotłę wręczoną mu przez Millie. Zważył ją ostrożnie w dłoniach. Miał pewne doświadczenie z miotlarstwiem, ale głównie w latach szkolnych. daleko mu było do gwiazdy quidditcha pokroju Heather Wood, ale wiedział jak panować nad trzonkiem i zbieraniną zaklętych witek. Nie ufał tylko niesprawdzonym egzemplarzom. Przez swój ponadprzeciętny wzrost przywykł do swojej wyjątkowej, wyprofilowanej miotły, która obecnie spoczywała w schowku w Warowni, ale... Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma, a w tym momencie to nie jego preferencje miały kluczowe znaczenie. Mieli w końcu ludzi do uratowania.
— To w ogóle nie przypomina szkolnej ligi — burknął pod nosem Erik, owijając sobie wokół dolnych partii porwaną szmatkę znalezioną w klubokawiarni. Co bystrzejsze oko mogło dojrzeć, że nie była to pierwsza lepsza szmata do podłogi, a porwany kawałek fartucha z logiem lokalu Nory. — Wiesz, gdzie się zapodział Alastor w tym całym... Chaosie?
Czy to było mądre posunięcie? Mieli zaraz wzbić się w powietrze, aby ewakuować mieszkańców dzielnicy uwięzionych na wyższych kondygnacjach sąsiednich budynków, a on wyciągał temat jej brata. Na pewno się o niego martwiła, podobnie jak on martwił się o Brennę. Oby tylko nie kręcili się gdzieś razem, pomyślał z niesmakiem, wzdrygając się na wspomnienie wizji jakie nawiedziły go na zaczarowanej wyspie przed kilkoma tygodniami. Oh, zdecydowanie nie chciał sprawdzać, czy coś z tego rzeczywiście mogło stać się faktem.
— Ty prowadzisz! — rzucił zgodnie, wskazując palcem na Moody, a potem na skryte pośród obłoków dymu i pyłu niebo.
Poza tym, mam większe zaufanie do twojej miotły niż do swojej, dodał w myślach, dosiadając swojego ''rumaka''. Oby i on dotrwał do końca tej szalonej nocy. Wystartował chwilę po dziewczynie, starając się nie odrywać od niej oczu; w tym całym dymie i ogniu wystarczyła chwila nieuwagi, żeby się zgubić. A szukanie siebie nawzajem i potencjalnych rannych było przepisem na katastrofę.
— Lecę! — wrzasnął, zwiększając pułap lotu. — Szybko, dopóki jeszcze mamy okazję!
Ostatnie słowa skierował bardziej do uwięzionych na poddaszu czarodziejów. Nie wątpił, że byli złaknieni pomocy, ale nie mógł z góry zakładać, że chętnie też wskoczą na miotłę. Musiał więc wykazać się stanowczością, żeby przekonać ich do szybkiej ewakuacji.
| | Wykorzystanie przewagi Latanie na miotle;
| | Wykorzystanie przewagi Dowodzenie;
Erik rozkaszlał się, chwytając w ręce miotłę wręczoną mu przez Millie. Zważył ją ostrożnie w dłoniach. Miał pewne doświadczenie z miotlarstwiem, ale głównie w latach szkolnych. daleko mu było do gwiazdy quidditcha pokroju Heather Wood, ale wiedział jak panować nad trzonkiem i zbieraniną zaklętych witek. Nie ufał tylko niesprawdzonym egzemplarzom. Przez swój ponadprzeciętny wzrost przywykł do swojej wyjątkowej, wyprofilowanej miotły, która obecnie spoczywała w schowku w Warowni, ale... Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma, a w tym momencie to nie jego preferencje miały kluczowe znaczenie. Mieli w końcu ludzi do uratowania.
— To w ogóle nie przypomina szkolnej ligi — burknął pod nosem Erik, owijając sobie wokół dolnych partii porwaną szmatkę znalezioną w klubokawiarni. Co bystrzejsze oko mogło dojrzeć, że nie była to pierwsza lepsza szmata do podłogi, a porwany kawałek fartucha z logiem lokalu Nory. — Wiesz, gdzie się zapodział Alastor w tym całym... Chaosie?
Czy to było mądre posunięcie? Mieli zaraz wzbić się w powietrze, aby ewakuować mieszkańców dzielnicy uwięzionych na wyższych kondygnacjach sąsiednich budynków, a on wyciągał temat jej brata. Na pewno się o niego martwiła, podobnie jak on martwił się o Brennę. Oby tylko nie kręcili się gdzieś razem, pomyślał z niesmakiem, wzdrygając się na wspomnienie wizji jakie nawiedziły go na zaczarowanej wyspie przed kilkoma tygodniami. Oh, zdecydowanie nie chciał sprawdzać, czy coś z tego rzeczywiście mogło stać się faktem.
— Ty prowadzisz! — rzucił zgodnie, wskazując palcem na Moody, a potem na skryte pośród obłoków dymu i pyłu niebo.
Poza tym, mam większe zaufanie do twojej miotły niż do swojej, dodał w myślach, dosiadając swojego ''rumaka''. Oby i on dotrwał do końca tej szalonej nocy. Wystartował chwilę po dziewczynie, starając się nie odrywać od niej oczu; w tym całym dymie i ogniu wystarczyła chwila nieuwagi, żeby się zgubić. A szukanie siebie nawzajem i potencjalnych rannych było przepisem na katastrofę.
— Lecę! — wrzasnął, zwiększając pułap lotu. — Szybko, dopóki jeszcze mamy okazję!
Ostatnie słowa skierował bardziej do uwięzionych na poddaszu czarodziejów. Nie wątpił, że byli złaknieni pomocy, ale nie mógł z góry zakładać, że chętnie też wskoczą na miotłę. Musiał więc wykazać się stanowczością, żeby przekonać ich do szybkiej ewakuacji.
| | Wykorzystanie przewagi Latanie na miotle;
| | Wykorzystanie przewagi Dowodzenie;
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞