10.04.2025, 00:00 ✶
Nie trzeba było być przesadnie lotnym by wyczuć ten ciążący, gorzkawy ton w który były opakowane jego słowa. Powroty bywały ciężkie, ale coś takiego kryło się między zgłoskami, że Sena wiedziała że nie chodziło o ten rodzaj ciężaru. Było tam coś więcej, coś mniej przewidywalnego i za czym, o dziwo, nie stał ich ojciec. Najwyraźniej lata pielęgnowania rodzeństwa rodziły swoje owoce w postaci możliwości podchwycenia tragedii zanim ta została wypowiedziana na głos. A w tym samym momencie, gdy ponure obwieszczenie wreszcie wyszło na jaw, kobieta westchnęła ze smutkiem.
Sięgnęła dłonią do jego twarzy, do jego policzka, kciukiem delikatnie gładząc jego skórę w uspokajającym, współczującym geście.
- Tak mi przykro - powiedziała niby to spokojnie, ale w jej oczach czaił się pełen zrozumienia smutek. Zdążyła poznać Giulię na tyle, żeby wiedzieć że była dobrą kobietą. Dobrą dla jej brata i dla ich córeczki. A kiedy życie rozpadało się na kawałki, szczególnie to jej rodzeństwa, mimowolnie czuła jak w niej coś pęka. I tak, czułaby się dokładnie tak samo, gdyby stał teraz przed nią Maddox.
Wilka ciągnęło do lasu, a w ich przypadku ciągnęło na Nokturn. To jego uliczki znali najlepiej i to jego zapach rozpoznawali nawet z zamkniętymi oczami. Ją samą ciągnęło do tragedii, jaką była obecność ich ojca, jakby tkwiła w niej dawno zapomniana powinność i wina. Wyrzuty sumienia że uciekła z domu, a co próbowała teraz odpracować, tylko sama jeszcze nie była pewna jak. Może próbując mieć wciąż Maddoxa czy Scyllę na wyciągnięcie ręki, szczególnie tego pierwszego. Bo to on najmocniej tkwił w fanatyzmie i świecie, jaki kształtował dookoła siebie Fenris.
Objęła go, otaczając ramionami w mocnym, pewnym uścisku, jakby chcąc w ten sposób stłamsić nieco ściszony ton jego głosu, w którym dopatrywała się smutku.
- Nic nie szkodzi - westchnęła, przyglądając się przez moment jego twarzy z uwagę. - Hm, coś tam widziałam. Pizzeria? Kontrowersyjny wybór, jak na tę alejkę, ale może przyda się otoczeniu odrobina kultury. Nie mów mi że...? - zmarszczyła brwi, mrużąc podejrzliwie oczy na moment. - Mogę i zaraz. Dadzą sobie radę beze mnie przez chwilę - po trochę zawsze była w pracy. Tak samo jak Hatiego trzymała przy niej powinność, tak samo i ją zobowiązanie trzymało w Rejwachu. Wdzięczność wobec Tarpa, bo po trochu jego knajpa była chyba pierwszym jej domem od czasu odrapanej kamieniczki w bocznej uliczce Nokturnu. - Może na lody? Warto korzystać póki jest ciepła pogoda, co ty na to? - ujęła go pod ramię, uśmiechając się do niego wesoło.
Sięgnęła dłonią do jego twarzy, do jego policzka, kciukiem delikatnie gładząc jego skórę w uspokajającym, współczującym geście.
- Tak mi przykro - powiedziała niby to spokojnie, ale w jej oczach czaił się pełen zrozumienia smutek. Zdążyła poznać Giulię na tyle, żeby wiedzieć że była dobrą kobietą. Dobrą dla jej brata i dla ich córeczki. A kiedy życie rozpadało się na kawałki, szczególnie to jej rodzeństwa, mimowolnie czuła jak w niej coś pęka. I tak, czułaby się dokładnie tak samo, gdyby stał teraz przed nią Maddox.
Wilka ciągnęło do lasu, a w ich przypadku ciągnęło na Nokturn. To jego uliczki znali najlepiej i to jego zapach rozpoznawali nawet z zamkniętymi oczami. Ją samą ciągnęło do tragedii, jaką była obecność ich ojca, jakby tkwiła w niej dawno zapomniana powinność i wina. Wyrzuty sumienia że uciekła z domu, a co próbowała teraz odpracować, tylko sama jeszcze nie była pewna jak. Może próbując mieć wciąż Maddoxa czy Scyllę na wyciągnięcie ręki, szczególnie tego pierwszego. Bo to on najmocniej tkwił w fanatyzmie i świecie, jaki kształtował dookoła siebie Fenris.
Objęła go, otaczając ramionami w mocnym, pewnym uścisku, jakby chcąc w ten sposób stłamsić nieco ściszony ton jego głosu, w którym dopatrywała się smutku.
- Nic nie szkodzi - westchnęła, przyglądając się przez moment jego twarzy z uwagę. - Hm, coś tam widziałam. Pizzeria? Kontrowersyjny wybór, jak na tę alejkę, ale może przyda się otoczeniu odrobina kultury. Nie mów mi że...? - zmarszczyła brwi, mrużąc podejrzliwie oczy na moment. - Mogę i zaraz. Dadzą sobie radę beze mnie przez chwilę - po trochę zawsze była w pracy. Tak samo jak Hatiego trzymała przy niej powinność, tak samo i ją zobowiązanie trzymało w Rejwachu. Wdzięczność wobec Tarpa, bo po trochu jego knajpa była chyba pierwszym jej domem od czasu odrapanej kamieniczki w bocznej uliczce Nokturnu. - Może na lody? Warto korzystać póki jest ciepła pogoda, co ty na to? - ujęła go pod ramię, uśmiechając się do niego wesoło.