10.04.2025, 01:55 ✶
Chwilową radość z nieuchronnego upadku konkurencyjnej knajpy przerwały jej wątpliwości rudowłosej. Sena opuściła ręce, z pewnym zastanowieniem spoglądając na dziewczynę, bo tak po prawdzie nigdy nie zastanawiała się co właściwie jest normalne na Nokturnie. Czy pożary były? No ciężko było powiedzieć, zwykle wytłumaczenie - tu jest Nokturn - wystarczało w całości, bo każdy znał reputację tej ulicy i że czaiła się tutaj raczej szemrana klientela. Ogień może normalny nie był, ale nikt tu nie zwracał na niego uwagi póki nie zagrażał jego interesom, bo jeśli coś wspólnego mieli ze sobą bywalcy tego cudu półświatka to żeby interesować się sobą, swoimi problemami i swoimi interesami.
- Pociągnij noskiem. Tu zawsze trochę daje popiołem, prawda? - zapytała, za jakąś nadzieją że ta sugestia nieco Keyleth rozjaśni w głowie, bo tak samo jak oczywista dla niej była nieoczywistość tego miejsca, tak samo wiadome było z czym mogło się wiązać takie natężenie czarnej magii. Pytanie tylko pozostawało, czy Nico w ogóle coś w temacie robienia innym krzywdy wiedziała, ale to akurat stało na samym końcu wątpliwości jej starszej koleżanki.
- Potwierdzam. W życiu niczego nie przypalił - rzuciła, ale już z nieco nieobecnym spojrzeniem, skoncentrowanym nie na Nico czy samej kuchni, a na drzwiach prowadzących do lokalu. Ruda miała rację i Asena zdała sobie z tego sprawę, kiedy mocniej zaciągnęła się powietrzem, niczym węszący właśnie pies. Nie potrzebowała wrażliwego nosa Bonesów, żeby nieco szybciej podchwycić ze coś faktycznie było nie tak. - Podlewanie oliwą wyjdzie drożej - rzuciła jeszcze w miarę przytomnie, bo co jak co ale pieniądze musiały się zgadzać.
Pewnie nawet uśmiechnęłaby się głupio znad nalewanego alkoholu, widząc jak Tarp zostaje prawie obłożony laską, ale coś podskórnie nie pozwoliło jej się już tego cieszyć. Była trochę jak zwierzę, które strzygło uszami w poszukiwaniu niebezpieczeństwa, ale brakowało jej płochości, która świadczyłaby o tym, że gotowałaby się do ucieczki. Nie, Greyback próbowała być gotowa, ale do czegoś zupełnie odwrotnego.
Trochę niespokojnie spojrzała na Woody'ego i Keyleth, kiedy ten zwrócił się do niej. Pomysł z tym żeby wracała do domu wcale nie wydawał jej się najlepszy, ale może właśnie odzywała się w niej jakaś pieska potrzeba, żeby trzymali się razem. Wilczy instynkt, że wataha ma większe szanse na przetrwanie razem i łatwiej sobie z przeciwnościami losu poradzić wspólnie. Nie powiedziała jednak nic, wyślizgując się z roli rozgadanej, uśmiechniętej barmanki. Cofnęła się, zrównując z Tarpem i nachylając się do niego, kiedy to dzielił się z nią kolejnymi obserwacjami.
- Możemy przekierować część z nich na dół, żeby trochę rozluźnić tłok, ale myślę że jeśli faktycznie jest źle, nie pozbędziemy się tłumów na długo. Raczej więcej osób się nam tu ulęgnie, ale może to nie tak źle. Może dzięki temu ktoś pogasi ogień, gdyby do nas dotarł - wymruczała, rozglądając się mimowolnie po ludziach.
- Pociągnij noskiem. Tu zawsze trochę daje popiołem, prawda? - zapytała, za jakąś nadzieją że ta sugestia nieco Keyleth rozjaśni w głowie, bo tak samo jak oczywista dla niej była nieoczywistość tego miejsca, tak samo wiadome było z czym mogło się wiązać takie natężenie czarnej magii. Pytanie tylko pozostawało, czy Nico w ogóle coś w temacie robienia innym krzywdy wiedziała, ale to akurat stało na samym końcu wątpliwości jej starszej koleżanki.
- Potwierdzam. W życiu niczego nie przypalił - rzuciła, ale już z nieco nieobecnym spojrzeniem, skoncentrowanym nie na Nico czy samej kuchni, a na drzwiach prowadzących do lokalu. Ruda miała rację i Asena zdała sobie z tego sprawę, kiedy mocniej zaciągnęła się powietrzem, niczym węszący właśnie pies. Nie potrzebowała wrażliwego nosa Bonesów, żeby nieco szybciej podchwycić ze coś faktycznie było nie tak. - Podlewanie oliwą wyjdzie drożej - rzuciła jeszcze w miarę przytomnie, bo co jak co ale pieniądze musiały się zgadzać.
Pewnie nawet uśmiechnęłaby się głupio znad nalewanego alkoholu, widząc jak Tarp zostaje prawie obłożony laską, ale coś podskórnie nie pozwoliło jej się już tego cieszyć. Była trochę jak zwierzę, które strzygło uszami w poszukiwaniu niebezpieczeństwa, ale brakowało jej płochości, która świadczyłaby o tym, że gotowałaby się do ucieczki. Nie, Greyback próbowała być gotowa, ale do czegoś zupełnie odwrotnego.
Trochę niespokojnie spojrzała na Woody'ego i Keyleth, kiedy ten zwrócił się do niej. Pomysł z tym żeby wracała do domu wcale nie wydawał jej się najlepszy, ale może właśnie odzywała się w niej jakaś pieska potrzeba, żeby trzymali się razem. Wilczy instynkt, że wataha ma większe szanse na przetrwanie razem i łatwiej sobie z przeciwnościami losu poradzić wspólnie. Nie powiedziała jednak nic, wyślizgując się z roli rozgadanej, uśmiechniętej barmanki. Cofnęła się, zrównując z Tarpem i nachylając się do niego, kiedy to dzielił się z nią kolejnymi obserwacjami.
- Możemy przekierować część z nich na dół, żeby trochę rozluźnić tłok, ale myślę że jeśli faktycznie jest źle, nie pozbędziemy się tłumów na długo. Raczej więcej osób się nam tu ulęgnie, ale może to nie tak źle. Może dzięki temu ktoś pogasi ogień, gdyby do nas dotarł - wymruczała, rozglądając się mimowolnie po ludziach.
Open hand or closed fist would be fine
Blood is rare and sweet as cherry wine
Blood is rare and sweet as cherry wine