• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 11 Dalej »
[8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B

[8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#13
10.04.2025, 20:46  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.10.2025, 21:59 przez Prudence Fenwick.)  

Nie mogła sobie pozwolić na panikę. Zresztą to nigdy raczej nie leżało w jej naturze. Prudence zawsze była względnie opanowana, a przynajmniej sprawiała takie wrażenie. Nikt w końcu nie wiedział, co działo się w jej głowie. Natłok myśli, który atakował ją zupełnie znienacka skutecznie powodował jej wycofanie. Raczej nie wydawała się zbyt towarzyska, trzymała się z boku i analizowała wszystko w samotności. Nawet gdyby próbowała przekazać to co działo się w jej głowie to by nie podołała, przez to też dzieliła się głównie wnioskami do których dochodziła po dosyć długich momentach wycofania. Nie przeszkadzało jej to szczególnie, nie należała do osób, które lubiły otaczać się wianuszkiem ludzi, którzy pragnęli słuchać słów padających z ich ust. Wolała słuchać, analizować, dochodzić do swoich wniosków i odzywać się wtedy, gdy faktycznie było to konieczne. Tak było prościej. Z początku może mogła się wydawać mocno zdystansowana i oschła, gdy jednak zaczynała komuś ufać nie miała problemu z tym, aby dzielić się większą częścią informacji. Tyle, że dosyć trudno było się przebić przez ten mur, który wokół siebie tworzyła. Nie sądziła, aby większość ludzi była w stanie zrozumieć jej przypadłość, zresztą nie lubiła się tym chwalić. Nie oczekiwała litości, spoglądania na nią jak na kogoś, kto był popsuty. Już wolała to traktowanie jak dziwaka, wcale jej ono nie przeszkadzało. Nie wszyscy przecież musieli być duszą towarzystwa, pragnąć atencji. Właściwie już dawno wybrała taki los, i nie ciążył jej on jakoś szczególnie. Lubiła tą swoją samotność, przynajmniej jak do tej pory.

Dzisiaj była wdzięczna za to, że ktoś zainteresował się jej losem, bo nie wątpiła w to, że mimo tego, że lubiła powtarzać, iż jest samowystarczalna, to mogłaby mieć problem z tym, aby wydostać się z tego miejsca w pojedynkę. Nawet ona miała swoje ograniczenia, najważniejsze, że zdawała sobie z tego sprawę. Nie miała pojęcia, co właściwie miała w głowie, gdy wybiegła na ulicę. Wyjątkowo, nie przemyślała tego do końca, co zdarzało się Bletchley naprawdę rzadko. Raczej nie podejmowała takich spontanicznych decyzji. Sytuacja jednak nie należała do typowych, nie miała czasu na to, aby zastanowić się nad tym, co robiła. Teraz było widać efekty tego zachowania.

Związała swój los tej nocy z zupełnie obcym mężczyzną, znajdowała się na jego plecach, dawno nie zdarzyło się, aby ktoś był za nią odpowiedzialny, raczej była kowalem swojego losu. Nie wydawało jej się, aby mogła na to narzekać. Była ostrożna w tym, co robiła, może nie przesadnie, ale starała się zawsze mieć kontrolę. Tym razem było zupełnie inaczej, była zależna od kogoś innego, nieznajomego, co wcale nie było racjonalne, ale mimo to czuła się bezpieczna, nawet nie wątpiła w to, że gdyby musiała sama odnaleźć się w tym chaosie byłoby dużo gorzej. On w przeciwieństwie do niej wydawał się podążać do zamierzonego celu bez ani chwili zawahania. Kroki mężczyzny były pewne, jakby nie liczyło się nic innego niż to, by dotarli do ministerstwa. Miała świadomość, że raczej nie było mu z tym po drodze, zmienił swoje plany (o ile w ogóle podczas tego, co aktualnie działo się wokół nich można było mieć jakieś plany), tylko po to, aby odstawić ją w miejsce, w którym nie powinna stać się jej krzywda.

Prue starała się nie skupiać na tym, co działo się wokół nich. Obawiała się tego, że szybko nie mogłaby pozbyć się tego widoku ze swojej głowy. Niestety jej umysł nie pozwalał jej zapominać o praktycznie niczym. Wspomnienia wracały do niej w najmniej oczekiwanych momentach. Pamięć fotograficzna, która mogła być uznawana za sporą zaletę miała swoje wady. Sama nie wiedziała, czy nie było ich więcej niż pozytywów. Rzadko kiedy jej głowa była zupełnie czysta. Atakowały ją obrazy wydarzeń z przeszłości, strony ksiąg, które przeczytała, zawsze o czymś myślała. Nigdy nie było u niej ciszy, chociaż z pozoru mogło wydawać się zupełnie inaczej. Nie bez powodu jednak była taka wycofana.

Teraz również próbowała nie oglądać się za bardzo wokół. Zresztą już zobaczyła swoje. Poczuła to przeszywające spojrzenie blondynka, zapamiętała ją i coś czuła, że on również będzie pamiętał jej twarz. Nie zapomni szybko tego wzroku, nie wątpiła w to nawet przez sekundę. Być może powinna zainteresować się sprawą, opowiedzieć znajomym z ministerstwa, co widziała. Tylko, czy ktoś w ogóle się tym zainteresuje? W końcu wiele osób dzisiaj skorzystało z okazji, pokazali po której są stronie, nie sądziła, że wszyscy poniosą za to konsekwencje, bo niby jak mieliby do nich dotrzeć? To ją przerażało, że będą bezkarni chodzić między nimi, czekać na kolejną okazję, gdy będą mogli okazać swoje podejście, skrzywdzić kolejne niewinne osoby. Świat nie powinien wyglądać w ten sposób. Robiło się naprawdę niebezpiecznie i nie do końca wiedziała, co można było z tym zrobić.

- Rozumiem to, że to rozumiesz. - Chyba? Przynajmniej tak się jej wydawało. Nie chciała wyjść na kogoś, kto niepotrzebnie panikował. Nie miała w zwyczaju tego robić, tak samo jak dzielić się swoimi nie do końca przemyślanymi przeczuciami. Znajdowali się jednak w środku piekła, to powodowało, że nie do końca panowała nad tym, co mówiła. Zdecydowanie była dużo bardziej emocjonalna, niż zazwyczaj, mimo, że starała się nie pokazywać tego, że, aż tak ją to poruszyło. Trudno było jednak sięgać po te pokłady spokoju, które normalnie miała w sobie. Nie miała szansy odsunąć się na bok, przemyśleć wszystkiego, odetchnąć chociaż przez chwilę.

Nie łatwo jej było odnaleźć się w tej sytuacji, nie, żeby komukolwiek dzisiaj było łatwo, ale Prue musiała zupełnie odwrócić swój typowy punkt widzenia. Zaufać komuś, kogo nie znała, ona, która miała problem, aby dzielić się czymkolwiek nawet z osobami, które kojarzyła od lat. Przekroczyła dzisiaj pewną granicę, właściwie nie spodziewała się nawet tego, że może przyjść jej to tak łatwo. Jak widać wiele zależało od sytuacji, w której się znajdowała. Nie sądziła, aby to się szybko powtórzyło, miała nadzieję, że nie będzie musiała doświadczyć nigdy w życiu podobnej tragedii, chociaż skąd mogła wiedzieć, że to nie był dopiero początek? Może właśnie nastał czas ciemności, teraz tak miał wyglądać ich świat? Nie była w stanie tego przewidzieć.

Wydawał się być cholernie pewny tego, że dzisiaj nie przydarzy się jej nic złego, że tamten typ jej nie odnajdzie. W sumie to mógł mieć rację, na pewno miał dzisiaj wiele ciekawszych rzeczy do robienia, niż szukanie jakiejś kobiety, która dostrzegła jego twarz. To miało sens, ale faktycznie nie mogła wiedzieć tego, że nie pojawi się u jej drzwi później. Niby nie wiedział kim była, a co jeśli kiedyś miną się na ulicy i przypomni sobie jej twarz, połączy ją z wydarzeniami tej pamiętnej nocy? Mogło zdarzyć się różnie, mógł obawiać się tego, że spotkają go konsekwencje za to, co robił. Nie miała pojęcia, co osoby jak on mają w głowie. To powodowało jej strach. - Po prostu nie wiem, co może się stać. Nie lubię nie wiedzieć, to przez to. Nie mam pojęcia, w jaki sposób się zachowa. - Starała się wytłumaczyć swój punkt widzenia. Nie chciała wyjść na histeryczkę,  dlatego więc postanowiła przedstawić mu swój punkt widzenia.

Nie umknęło jej to, że wspomniał, że o tym pomyślą, tyle, że to nie mogło się wydarzyć, bo przecież się nie znali. Nie spotkają się zapewne nigdy więcej, nie będzie już jego problemem. Sama będzie musiała zająć się sprawą, zresztą jak do tej pory zazwyczaj przecież ze wszystkim radziła sobie sama. Nie była w tym taka najgorsza, przynajmniej jak do tej pory. Może nie wyglądała na osobę, która jest w stanie sobie poradzić z mordercą, ale to też były tylko pozory. Prudence zdarzyło się negocjować z różnymi mętami, kiedy prowadziła negocjacje na Nokturnie, nie bała się tego jakoś szczególnie, ale teraz sytuacja rysowała się nieco inaczej. Widziała, jak tamten chłopak czerpał radość z tego, że odbierał życia niewinnym, to mogło zakończyć się dla niego bardzo nieprzyjemnymi konsekwencjami, a jak wiadomo ludzie byli w stanie zrobić wszystko dla wolności. Nie sądziła, aby z nim było inaczej, gdyby miał wybierać między Azkabanem, a zabiciem jej to decyzja byłaby bardzo prosta. Nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości.

- W porządku, to będzie problem przyszłej mnie, nie tej dzisiejszej, to też jest jakieś rozwiązanie. - Bez sensu było się na tym skupiać teraz, kiedy tamten znajdował się gdzieś daleko za nimi. Nie ruszył w pogoń, nie ścigał ich, a oni co chwilę zmieniali swoje położenie. Nieznajomy miał rację. Przyznała mu ją nawet i to bez szczególnego zawahania. Nie miewała problemu z tym, aby przytakiwać, kiedy czyjaś opinia miała więcej sensu od jej. Nie musiała usilnie przepychać swojej wizji, swoich racji. Wiedziała bowiem, że nie zawsze musi być tak, jak myśli. Miała całkiem otwarty umysł i bez problemu analizowała argumenty, które ktoś podsuwał jej przed nos.

Gdy usłyszała jego kolejne słowa niemalże zakrztusiła się śliną, którą właśnie przełykała. Odkaszlnęła ją więc dość gwałtownie, nie chcąc się zakrztusić. Reakcja była dość spontaniczna jak na nią, ale nie spodziewała się chyba, aż takiej szczerości ze strony mężczyzny. - Podobna kategoria. - Lód, czy tam lizak. Tak, jasne. Próbowała jakoś wybrnąć z tego tematu, zaczerwieniła się przy tym, na szczęście nie miał szansy tego zobaczyć, bo ciągle siedziała mu na plecach, była więc bezpieczna. Nie mógł dostrzec jej zmieszania. - Cieszę się więc, że jestem pierwsza. - Tak, był to powód do dumy na tle tych innych oferowanych mu sposobów zapłaty. Może popełniła jakiś błąd? Może faktycznie dużo bardziej oczywista była ta pierwsza opcja... Mrugnęła dwa razy, dosyć szybko, bo zdecydowanie nie powinna tym teraz zajmować myśli, ale jakoś nie potrafiła ich odsunąć.

To nie tak, że Prudence była przesadnie pruderyjna (mimo swojego imienia, które mogło wskazywać na coś zupełnie innego), spotykała na swojej drodze naprawdę różne osoby. Nokturn rządził się swoimi prawami, wiedziała, że może się tam spodziewać dosłownie wszystkiego, zresztą wcale nie lepiej było w Mungu, gdzie miała doświadczenia z różnymi typami, którzy dosyć często pytali ją o to, czy zostanie ich prywatną panią doktor mrugając przy tym bardzo ostentacyjnie, tyle, że w tej chwili chyba nie była przygotowana na takie żarty. Najwyraźniej jednak czuł się przy niej na tyle swobodnie, że się nie powstrzymywał, w sumie może to i lepiej. Nie powinna się chyba tym przejmować. Zresztą zupełnie bez sensu to nadal analizowała. Jej umysł jednak nawet z takiej drobnostki potrafił zrobić coś wielkiego, niby do tego przywykła, ale jednak czasem naprawdę wydawała się być zaskoczona tym, w którą stronę potrafiły ją zaprowadzić jej własne myśli.

Na szczęście coś obok nich wybuchło (nie sądziła, że kiedykolwiek uzna coś takiego za pozytywne zrządzenie losu), dzięki czemu cała jej uwaga skupiła się na tym głośnym dźwięku, nie myślała już więcej o lodach, ani o lizakach, tylko znowu wróciła do tego chaosu, w którym się znajdowali. Odruchowo, po raz kolejny, gdy do jej uszu dotarł dźwięk pękającego szkła mocniej się w niego wtuliła, o ile właściwie dało się jeszcze mocniej do kogoś przylegać w takiej sytuacji. Poczuła dłoń, która zacisnęła się na jej łydce, przynajmniej miała pewność, że nie zamierzał jej puścić i nie zmienił zdania. Nadal bardzo pewnie ją utrzymywał.

Bletchley starała się nie skupiać na krzykach ludzi. Wiedziała, że to nie przyniosłoby jej niczego dobrego. Ona mogła im pomóc, w końcu była lekarzem, tylko jak miałaby wybierać, kto właściwie zasługiwałby na jej interwencję, zresztą nie mogła teraz nagle zajmować się leczeniem. Nie miała przy sobie żadnych medykamentów, gdyby zsunęła się z jego pleców zachowałaby się irracjonalnie i najpewniej nie przeżyła tej nocy. Nie wątpiła bowiem w to, że to był dopiero początek tragedii. Z nieba nie przestawał sypiać się popiół, dym okrywał praktycznie całą okolicę, pożary wcale nie zmierzały ku końcowi.

Wydawało jej się, że się na moment zatrzymał. Poczuła, że ciało mężczyzny się napięło. Spowodowało to, że uniosła głowę, bo nie miała pojęcia, czy coś nie pojawiło się na ich drodze, czy znaleźli się w jeszcze większym niebezpieczeństwie?

Nie widziała zbyt wiele z miejsca, w którym się znajdowała, mężczyzna skutecznie oddzielał ją od tego, co działo się wokół nich, tyle, że jednak gdy wychyliła się przed siebie nie dostrzegła dosłownego zagrożenia. To musiało być coś innego. Czy powiedziała coś nie tak? Zmrużyła znowu oczy, próbując sobie ułożyć w głowie te słowa, które padły przed chwilą z jej ust. Czy mogły go tak poruszyć? Nie wydawało jej się, aby powiedziała, coś nie tak. Tak powinno się chyba zachowywać? Oko za oko, ząb za ząb, przysługa za przysługę. Nie widziała w tym niczego nadzwyczajnego. Tak została nauczona. Odwdzięczaj się tym samym co dostajesz, nie było to szczególnie skomplikowane myślenie. Bardziej pewnie chodziło jej o to, że również miała coś do zaoferowania, że nie była wcale taka bezbronna, no przynajmniej w normalnej sytuacji. Posiadała swoje umiejętności, którymi mogła się podzielić, gdyby nadarzyła się ku temu okazja. Nie znosiła wychodzić na osobę, która nie była w stanie sobie radzić z otaczającym ją światem, z niebezpieczeństwem, które od czasu do czasu przecież pojawiało się i w jej życiu.

- Spoko. - Skoro mu się nie wydawało. To nie miała zamiaru się narzucać ze sobą i ze swoją pomocą. Zresztą była to tylko i wyłącznie hipotetyczna sytuacja, która miała się raczej nigdy nie wydarzyć. Nie zamierzała usiłować przepychać swojej propozycji, może go w jakiś sposób uraziła? Naprawdę starała się być całkiem przystępnym człowiekiem, przynajmniej tego wieczoru, ale jak widać nie wychodziło jej tak doskonale, jakby mogło. Nie czuła urazy, wiedziała, że są osoby, które nie potrafiły przyjmować pomocy, może był jedną z tych osób? Zresztą nie miała pojęcia kim był, nie wiedziała o nim praktycznie niczego, nie mogła zakładać co go ukształtowało. To nie był przecież odpowiedni moment na takie rozmyślenia.

- Jasne, czyli jestem Ci winna już tylko i wyłącznie tego porzeczkowego lizaka, wtedy będziemy w pełni kwita. - Oczywiście, że nie mogła zapomnieć o najważniejszej części ich umowy, transakcji, jak zwał tak zwał. Próbowała nieco wrócić do tej lekkiej atmosfery, która towarzyszyła im jeszcze przed chwilą, bo zdecydowanie wtedy łatwiej było przetrwać to, co działo się wokół nich.

Na szczęście jakoś udało im się wrócić do tej rozmowy, która powodowała, że nie myślała o tym, że znajdują się w samym sercu pożarów, że w każdym momencie właściwie może coś na nich spaść i zakończyć ich żywot. Naprawdę pogawędka o niczym, pomagała jakoś oderwać się od tego, co działo się wokół.

- Tak, gatunek musiałby być odpowiedni, może Ostara, albo Joly, Ostara jest nieco bardziej kwaśna w smaku, ma w sobie coś z poziomek, ale Joly jest słodsza, wszystko zależy od efektu końcowego. - Bletchley była prawdziwą specjalistką od truskawek, bo był to jej ulubiony owoc, nie skomentowała tego, że zdaniem mężczyzny to porzeczki miały charakter, bo najwyraźniej właśnie zamierzał obrazić jej ulubione owoce na rzecz porzeczek, pfff, może nie miał szansy spróbować najlepszych z truskawek, gdyby tak było na pewno nie sugerowałby wyższości porzeczek nad truskawkami.

- Czerwone, czarne, białe? Porzeczka porzeczce nie równa. - Wolała zweryfikować informacje i upewnić się, które ma na myśli. Musiała wiedzieć z czym może zdarzyć jej się walczyć, a gotowa była bronić swoich ukochanych truskawek.

Sama ta konwersacja była naprawdę mocno odrealniona, bo dyskutowali sobie o popcornie podczas prawdziwego chaosu, który pochłaniał miasto, jednak rozmowa miała jakiś sens, może doszli do tego, co warto zmienić w wytwarzaniu przekąsek, nie, żeby sądziła, że miało to jakiekolwiek znaczenie, ale kto wie?

- Nie powinno być, czasem eksperymenty mogą prowadzić do naprawdę ciekawych wniosków, gdyby nie one, to pewnie dalej mieszkalibyśmy w lepiankach, czy coś. - Postęp łączył się z eksperymentami, Prudence była naukowcem, więc nie widziała nic złego w ewaluowaniu, zdawała sobie sprawę, że nie brało to się z powietrza, ktoś musiał próbować tworzyć coś, czego jeszcze nie było, nawet jeśli chodziło o nowe połączenia smakowe, o których teraz tak zaciekle rozmawiali.

- Nie wszystkie eksperymenty wiążą się z sukcesem. - Tak, miał rację, że wypadało mieć jakieś granice, na pewno jeśli chodzi o jedzenie. - Ale warto docenić kreatywność? Nawet jeśli nic z tego nie wyszło, przynajmniej tak mi się wydaje. - Uczono się na błędach, dzięki temu docierało do nich, że niektóre połączenia nie miały racji bytu, chociaż mogło to być niby oczywiste, ale nie zawsze obchodziło się bez prób.

Nie miała pojęcia, jak długo przemierzali razem okolicę. Minęło już na pewno sporo czasu, nie wątpiła w to. Przeszli też dosyć sporo, do rzeczywistości przywróciło ją kolejne pytanie, które zadał. Ponownie rozejrzała się wokół i dotarło do niej, że byli coraz bliżej celu. Faktycznie spełnił swoją obietnicę, doprowadził ją już praktycznie do tej nieszczęsnej kostnicy.

- Mam. - Powiedziała, po czym jednak oderwała jedną rękę od jego ciała, aby dotknąć swojej kurtki, właściwie to wewnętrznej kieszeni, faktycznie jak zawsze wszystko było na swoim miejscu, wtedy również dotarło do niej, że jej szczur nadal słodko sobie spał przytulony do jej ciała, najwyraźniej przegapił całą imprezę. Nie miała pojęcia, jak mogła o nim zapomnieć, ale faktycznie przez to, że świat płonął tak się stało. Dość szybko ponownie złapała go drugą ręką, bo poczuła, że nieco się przechyliła, nie chciałaby teraz, tuż przed ich celem spaść na ziemię, bo to byłoby dopiero okropne zakończenie tej wspólnej podróży, jaką odbyli.

Koniec sesji


Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (9815), Eutierria (252), Prudence Fenwick (10606)




Wiadomości w tym wątku
[8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B - przez Benjy Fenwick - 28.03.2025, 20:04
RE: [8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B - przez Prudence Fenwick - 29.03.2025, 02:18
RE: [8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B - przez Benjy Fenwick - 29.03.2025, 16:09
RE: [8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B - przez Prudence Fenwick - 30.03.2025, 00:19
RE: [8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B - przez Eutierria - 31.03.2025, 21:02
RE: [8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B - przez Benjy Fenwick - 31.03.2025, 21:03
RE: [8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B - przez Prudence Fenwick - 31.03.2025, 21:04
RE: [8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B - przez Benjy Fenwick - 04.04.2025, 18:35
RE: [8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B - przez Prudence Fenwick - 04.04.2025, 23:37
RE: [8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B - przez Benjy Fenwick - 06.04.2025, 23:12
RE: [8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B - przez Prudence Fenwick - 07.04.2025, 20:32
RE: [8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B - przez Benjy Fenwick - 10.04.2025, 14:34
RE: [8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B - przez Prudence Fenwick - 10.04.2025, 20:46

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa