11.04.2025, 09:49 ✶
Tw: krzywda zwierząt
Charles nie do końca zgadzał się z tym, co działo się przed jego oczami, ale nie był w stanie zaprotestować. Sowy nie były niczemu winne, a osoby, które pisały listy i wiązały je do nóżek ptaków. Posłuszne stworzenia latały mimo panujące go pandemonium i znajdowały swój kres pod różdżkami śmierciożerców... Charlie starał się, by jego dłonie nie były użyte do tego samego, dlatego wyczarowywał raczej siatki, które miały sprowadzać sowy na ziemię, lecz... Cóż, czego innego mógł się spodziewać, gdy rzucił jednego z listonoszy pod nogi śmierciozercy, który dodatkowo miał osobisty uraz właśnie do tej sówki?
Charles zacisnął powieki, lecz i tak usłyszał chrzęst łamanych kości, wrzask ptaszyska, którego życie tak gwałtownie się skończyło. Musiał jednak skinąć głową, przyjmując pochwałę od przełożonego. Musiał się wykazać, choćby w taki sposób.
Sprawa rozgłośni była równie ważna. Charles spodziewał się, że studio spłonęło doszczętnie i mógł tylko mieć nadzieję, że Arthur i jego współpracownica uciekli. Tylko po to, by powiedzieć innym, jak potężni są naśladowcy Czarnego Pana, rzecz jasna!!
Nie czuł się na tyle pewnie, by włączać się do dyskusji, dlatego podążył za grupą, niejako czekając na rozkazy. Trzymając się z tyłu, postarał się się chronić tyły, mając nadzieję zniwelować jakiekolwiek zagrożenie, nim się pojawi.
Czy Charles dostrzegł zagrożenie?
Ilu ich było?
Charles nie do końca zgadzał się z tym, co działo się przed jego oczami, ale nie był w stanie zaprotestować. Sowy nie były niczemu winne, a osoby, które pisały listy i wiązały je do nóżek ptaków. Posłuszne stworzenia latały mimo panujące go pandemonium i znajdowały swój kres pod różdżkami śmierciożerców... Charlie starał się, by jego dłonie nie były użyte do tego samego, dlatego wyczarowywał raczej siatki, które miały sprowadzać sowy na ziemię, lecz... Cóż, czego innego mógł się spodziewać, gdy rzucił jednego z listonoszy pod nogi śmierciozercy, który dodatkowo miał osobisty uraz właśnie do tej sówki?
Charles zacisnął powieki, lecz i tak usłyszał chrzęst łamanych kości, wrzask ptaszyska, którego życie tak gwałtownie się skończyło. Musiał jednak skinąć głową, przyjmując pochwałę od przełożonego. Musiał się wykazać, choćby w taki sposób.
Sprawa rozgłośni była równie ważna. Charles spodziewał się, że studio spłonęło doszczętnie i mógł tylko mieć nadzieję, że Arthur i jego współpracownica uciekli. Tylko po to, by powiedzieć innym, jak potężni są naśladowcy Czarnego Pana, rzecz jasna!!
Nie czuł się na tyle pewnie, by włączać się do dyskusji, dlatego podążył za grupą, niejako czekając na rozkazy. Trzymając się z tyłu, postarał się się chronić tyły, mając nadzieję zniwelować jakiekolwiek zagrożenie, nim się pojawi.
Czy Charles dostrzegł zagrożenie?
Rzut TakNie 1d2 - 2
Nie
Nie
Ilu ich było?
Rzut 1d5 - 1