11.04.2025, 16:00 ✶
Zerknął z nieco przymrużonych oczu na Electrę, jakby przez chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią. Niestety w obecnym wieku, Theo nie wytworzył jeszcze w sobie dość rozumu, żeby zdążyć powstrzymać swoje usta i język przed wypowiedzeniem tego co właśnie mu się na nie cisnęło. Może w przyszłości kiedyś zdoła opanować ten swój niewyparzony język, choć to może być równie dobrze stracona już dawno sprawa.
- Och, najmocniej panienkę przepraszam, następnym razem wystosuję sowę z podaniem w dwóch egzemplarzach i dołączonym zdjęciem czy panienka pragnie pozwiedzać ze mną schowek na miotły w celu uniknięcia szlabanu - powiedział kłaniając się nisko, jakby faktycznie do serca sobie wziął jej słowa. Wyprostował się jednak z chytrym uśmiechem. - Przestań, nie był tak źle. Najważniejsze, że wyszliśmy z tego bez szwanku - dodał jeszcze i ponownie zmarszczył brwi. Nie miał pojęcia co było bardziej zaskakujące tej nocy. Spotkanie Gryfonki idącej do kuchni i chowanie się z nią w schowku na miotły czy to, ze właśnie wyciągała niedawnego ministra do ich rozmowy.
- Yyyy - zaczął jakże elokwentnie nie mogąc pozbierać swoich myśli przez chwile. - Myślę, że nawet taki Minister jak Leach nie byłby totalnie zainteresowany bronieniem uczniów przed szlabanami udzielanymi im przez profesorów. Ale szkoda, że już go nie ma, jego rządy były... - wykonał nieokreślony ruch ręką, jako siostrzeniec Anthony'ego, Jonathana i co najważniejsze Morhpeusa nie można było być całkowicie obojętnym na politykę magicznego świata. -Obiecujące w świetle obecnych czasów - zakończył z westchnięciem.
- Pokazać ci gdzie jest kuchnia? - zapytał jeszcze, przypominając sobie, gdzie też zmierzała Prewettówna.
- Och, najmocniej panienkę przepraszam, następnym razem wystosuję sowę z podaniem w dwóch egzemplarzach i dołączonym zdjęciem czy panienka pragnie pozwiedzać ze mną schowek na miotły w celu uniknięcia szlabanu - powiedział kłaniając się nisko, jakby faktycznie do serca sobie wziął jej słowa. Wyprostował się jednak z chytrym uśmiechem. - Przestań, nie był tak źle. Najważniejsze, że wyszliśmy z tego bez szwanku - dodał jeszcze i ponownie zmarszczył brwi. Nie miał pojęcia co było bardziej zaskakujące tej nocy. Spotkanie Gryfonki idącej do kuchni i chowanie się z nią w schowku na miotły czy to, ze właśnie wyciągała niedawnego ministra do ich rozmowy.
- Yyyy - zaczął jakże elokwentnie nie mogąc pozbierać swoich myśli przez chwile. - Myślę, że nawet taki Minister jak Leach nie byłby totalnie zainteresowany bronieniem uczniów przed szlabanami udzielanymi im przez profesorów. Ale szkoda, że już go nie ma, jego rządy były... - wykonał nieokreślony ruch ręką, jako siostrzeniec Anthony'ego, Jonathana i co najważniejsze Morhpeusa nie można było być całkowicie obojętnym na politykę magicznego świata. -Obiecujące w świetle obecnych czasów - zakończył z westchnięciem.
- Pokazać ci gdzie jest kuchnia? - zapytał jeszcze, przypominając sobie, gdzie też zmierzała Prewettówna.