12.04.2025, 11:05 ✶
Miałeś rację - ten sufit niczego nie wyrażał. To była kupa tynku i zeschniętej farby, w którą ta kobieta musiała wpatrywać się godzinami. W pomieszczeniu nie było przecież nic, na czym mogłaby skupić swój wzrok poza ścianami, dłońmi, łóżkiem, pościelą, tymi mebelkami przytwierdzonymi do ściany... To była izolatka. Lecznica Dusz nie była miejscem absolutnie tragicznym - pomiędzy budynkami tegoż miejsca znajdował się pokaźnych rozmiarów ogród, w którym widziałeś kilku spacerujących pacjentów. Ale Isobell nie miała szansy spędzić tam czasu - wpatrywała się w sufit, zapewne używając wyobraźni, żeby wydostać się z tych czterech ścian.
Jeżeli jeszcze nie była szalona, z pewnością oszaleje po pobycie tutaj.
Znów pojawiła się cisza, po której odpowiedziała na każde zadane jej pytanie zbiorczo.
- Moja teoria brzmi - z tą energią nie dzieje się nic.
Znów cisza, trochę jakby zbierała myśl, ale był w tym... nauczycielski ton. To denerwujące mówienie w taki sposób, żebyś zaczął trawić to w głowie i dochodzić do własnych wniosków, ale nie pozostawiając ci przestrzeni na to, żebyś mógł wymówić to głośno. Kiedy tylko chciałeś zwerbalizować to, lub cokolwiek innego - choćby frustrację... Isobell nagle otwierała usta.
- Ona zostaje dokładnie w tym samym miejscu. To jest Limbo, które sobie wyobrażam - odbicie tego, co żywe i martwe. I jest... pewien specyficzny przypadek, który udowadnia, że ta energia sama w sobie ma kształt, Atreusie. Zdajesz sobie z tego sprawę, widziałeś to. Istnieją duchy. I dokładnie tak cię potraktowałam. - Wiedziała dokładnie kiedy się odezwać, ale nie wiedziała, że wyciągnąłeś w kierunku niej papierosy. Bo przecież trwała z oczyma skupionymi na absolutniej nicości. - Jakbyś był martwy, a twoje ciało było pojemnikiem. Ciekawe co by się wydarzyło, gdyby ktoś odprawił nad tobą egzorcyzmy? - Pokręciła głową. - Możesz zjechać cały glob, możesz zapytać się każdego specjalisty na świecie, ale prawda jest tak, że nikt nie odpowie ci na pytanie dlaczego jesteś zimny z pełną powagą, a jeżeli to zrobi, jest szarlatanem. Bo takie rzeczy nigdy wcześniej się nie działy. Wszystko będzie teorią, eksperymentem zbudowanym na osobistych przekonaniach. Moje są takie, że to najlepszy moment na spłodzenie syna.
Poczekaj. Nie niszcz tego. Oszczędź to co w tobie jest, znajdź sobie żonę i pocznij syna w marcu 1973 roku. Będzie najsilniejszym czarodziejem, jaki się dotychczas urodził. Mędrcem, jakiego nie widziała Anglia, leczącym dusze, relacje i światy. Jeżeli się pospieszysz i zrobisz to w lutym, urodzi ci się córka, niosąca w sobie mądrość i siłę, ale będzie musiała w drodze skupić się nad rozświetlaniem własnych cieni.
Jeżeli jeszcze nie była szalona, z pewnością oszaleje po pobycie tutaj.
Znów pojawiła się cisza, po której odpowiedziała na każde zadane jej pytanie zbiorczo.
- Moja teoria brzmi - z tą energią nie dzieje się nic.
Znów cisza, trochę jakby zbierała myśl, ale był w tym... nauczycielski ton. To denerwujące mówienie w taki sposób, żebyś zaczął trawić to w głowie i dochodzić do własnych wniosków, ale nie pozostawiając ci przestrzeni na to, żebyś mógł wymówić to głośno. Kiedy tylko chciałeś zwerbalizować to, lub cokolwiek innego - choćby frustrację... Isobell nagle otwierała usta.
- Ona zostaje dokładnie w tym samym miejscu. To jest Limbo, które sobie wyobrażam - odbicie tego, co żywe i martwe. I jest... pewien specyficzny przypadek, który udowadnia, że ta energia sama w sobie ma kształt, Atreusie. Zdajesz sobie z tego sprawę, widziałeś to. Istnieją duchy. I dokładnie tak cię potraktowałam. - Wiedziała dokładnie kiedy się odezwać, ale nie wiedziała, że wyciągnąłeś w kierunku niej papierosy. Bo przecież trwała z oczyma skupionymi na absolutniej nicości. - Jakbyś był martwy, a twoje ciało było pojemnikiem. Ciekawe co by się wydarzyło, gdyby ktoś odprawił nad tobą egzorcyzmy? - Pokręciła głową. - Możesz zjechać cały glob, możesz zapytać się każdego specjalisty na świecie, ale prawda jest tak, że nikt nie odpowie ci na pytanie dlaczego jesteś zimny z pełną powagą, a jeżeli to zrobi, jest szarlatanem. Bo takie rzeczy nigdy wcześniej się nie działy. Wszystko będzie teorią, eksperymentem zbudowanym na osobistych przekonaniach. Moje są takie, że to najlepszy moment na spłodzenie syna.
Poczekaj. Nie niszcz tego. Oszczędź to co w tobie jest, znajdź sobie żonę i pocznij syna w marcu 1973 roku. Będzie najsilniejszym czarodziejem, jaki się dotychczas urodził. Mędrcem, jakiego nie widziała Anglia, leczącym dusze, relacje i światy. Jeżeli się pospieszysz i zrobisz to w lutym, urodzi ci się córka, niosąca w sobie mądrość i siłę, ale będzie musiała w drodze skupić się nad rozświetlaniem własnych cieni.